Informacje prasowe

GP/BIZNES

Morawiecki: Apeluję do wszystkich sędziów. Takie oświadczenia to nic innego jak namawianie do łamania prawa [WYWIAD]

Dec 12 2019
<![CDATA[

PAP: Panie premierze, zdaniem Izby Pracy Sądu Najwyższego, KRS nie daje wystarczających gwarancji niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej. Czy grozi nam chaos prawny?

Premier Mateusz Morawiecki: Nie tyle zdaniem Izby Pracy, co trzech sędziów tej Izby. A już np. zdaniem NSA takie gwarancje są wystarczające, bo sprawę rozstrzyga fakt, że sędziego powołał dożywotnio Prezydent RP. Tak orzekł NSA 26 listopada, już po wyroku TSUE. I słusznie, bo to wynika wprost z Konstytucji. Akt powołania sędziego przez Prezydenta jest aktem rangi ustrojowej, aktem, który nie podlega czyjejkolwiek kontroli.

PAP: Taki brak kontroli to dobre rozwiązanie?

PMM: W wyjątkowych wypadkach tak, bo gdyby było inaczej, gdyby status sędziego można było w dowolnej chwili podważyć – nie byłoby mowy o niezawisłości sędziowskiej. Mam nadzieję, że wszyscy sędziowie będą bronić tej niezawisłości i rzeczywiście przestrzegać Konstytucji, a nie tylko skandować to hasło na demonstracjach i nosić na ubraniach.

PAP: Prof. Gersdorf wzywa sędziów Izby Dyscyplinarnej do powstrzymania się od wszelkich czynności orzeczniczych w prowadzonych sprawach. Z podobnym apelem wystąpiła opozycja. Co Pan na to?

PMM: Apeluję do wszystkich sędziów, aby powstrzymali się od wygłaszania takich oświadczeń. Bo takie oświadczenia to nic innego jak namawianie do łamania prawa, do podważania statusu legalnie powołanych, niezawisłych sędziów. To co robią niektórzy przedstawiciele tego środowiska jest bardzo groźne – sędziowie muszą stać na straży praworządności, a nie na straży własnych interesów. Jak mamy oczekiwać od obywateli, że będą przestrzegali prawa – jeśli część sędziów wzywa do jego łamania?

PAP: Czy rząd lub klub PiS przedłoży parlamentowi propozycje zmian w ustawach o SN i KRS? O takiej potrzebie mówił m.in. rzecznik SN.

PMM: SN zwrócił się do Trybunału w Luksemburgu z pytaniem, czy ustawa o SN i o KRS narusza przepisy unijne – bo uważał, że narusza. Tymczasem wyrok TSUE jest jednoznaczny: żaden przepis polskiego prawa nie został zakwestionowany. Autorzy pytań prejudycjalnych po prostu przegrali sprawę. A teraz próbują manipulować i przekonywać, że jest inaczej.

PAP: W jaki sposób manipuluje? Jaki przekaz, Pana zdaniem, płynie z tego wyroku TSUE?

PMM: Po pierwsze warto przypomnieć, że nadrzędna jest Konstytucja RP. A po drugie, tu nie chodzi o moje zdanie, tylko o fakty. Wyrok Trybunału Unii mówi mniej więcej, że fakt, iż sędziowie są powoływani przez władzę wykonawczą, nie może powodować ich zależności od tego organu ani budzić wątpliwości co do ich bezstronności – jeżeli po powołaniu osoby te nie podlegają żadnej presji i nie otrzymują zaleceń podczas wykonywania swoich obowiązków. Jeśli którykolwiek sędzia powołany już po reformie KRS otrzymywał takie zalecenia lub był poddawany takiej presji, to proszę o przykłady. Proszę zresztą o takie przykłady od miesięcy – bezskutecznie, bo ich po prostu nie ma. Jest za to presja niektórych sędziów na innych sędziów.

PAP: Czy w obecnej sytuacji istnieje ryzyko anulowania powołań sędziowskich? Chodzi o opiniowane już przez tzw. nową KRS.

PMM: Mam nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek i wierność Konstytucji – i że takich prób nie będzie. Gdyby jednak były – to ryzyko jest znacznie większe w stosunku do sędziów powołanych przez komunistyczną Radę Państwa. Trzeba być konsekwentnym. Sytuacja, w której to właśnie tacy sędziowie kwestionują powołania dokonywane przy udziale KRS jest zresztą kuriozalna. Choćby z czysto etycznej i moralnej perspektywy – ale także z perspektywy konstytucyjnej trudno to zaakceptować.

PAP: Sam fakt że sędzia został powołany przez Radę Państwa powoduje, że dziś, po 30 latach nie jest niezawisły?

PMM: Nie po 30 latach, tylko przez całą swoją karierę. Wyrok TSUE potwierdza to, o czym od dawna mówimy: sędziowie, którzy zostali powołani przez organy niedemokratyczne, którzy służyli totalitarnej władzy – mogą nie dawać gwarancji niezawisłości i nie powinni być sędziami w demokratycznym państwie. Rada Państwa to był organ polityczny, w pełni zależny od władzy komunistycznej, od PZPR. Nie miał nic wspólnego z europejskimi standardami, z niezależnością sądów. Jeśli ktoś uważa, że dziś powoływani sędziowie nie dają gwarancji niezawisłości i bezstronności – to tym bardziej nie dają i nigdy nie dawali jej sędziowie powołani de facto przez partię komunistyczną.

PAP: Opozycja argumentuje, że takich sędziów nie ma już dziś zbyt wielu. Jak Pan to skomentuje?

PMM: Jak na 30 lat od upadku komunizmu nadal jest ich zdecydowanie zbyt dużo – a przede wszystkim są to sędziowie niezwykle wpływowi. Powołani jeszcze w PRL, potem bez żadnej weryfikacji weszli w system III RP i zostali awansowani na najwyższe stanowiska. Dziś często nadają ton całemu środowisku. Najlepszym przykładem jest pan sędzia, porucznik Józef Iwulski, prezes Sądu Najwyższego. W stanie wojennym wielokrotnie złamał zasadę niezawisłości sędziowskiej skazując opozycjonistów na więzienie za działanie na rzecz Solidarności, demokracji i niepodległości naszego kraju. Do dziś jest jednym z najważniejszych sędziów w Polsce, jego środowisko bardzo mocno go broni. Przypomnę też to co mówiłem wielokrotnie: w Niemczech Wschodnich ok. 70 procent sędziów z czasów komunistycznych nie przeszła weryfikacji!

PAP: Skutkiem wyroku TSUE będzie usunięcie sędziów takich jak Iwulski?

PMM: Musimy się nad tym bardzo poważnie zastanowić. Wyrok TSUE zapadł, obowiązuje wszystkich i trzeba się do niego stosować. Jeśli sędziowie SN tak bardzo chcą podważać powołania innych sędziów, może niech najpierw zastanowią się, czy nie należy pozbawić stanu spoczynku ich kolegów, którzy przez lata wiernie służyli komunistycznemu państwu. Dziś pobierają za to wysokie uposażenie. Jeśli jest jakiś efekt wyroku TSUE, to przede wszystkim właśnie taki, że trzeba sprawdzić, którzy sędziowie nie dają i wcześniej nie dawali gwarancji niezawisłości. Oczywiście każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie – to też wynika z wyroku TSUE – ale fakt powołania przez organ władzy komunistycznej, fakt orzekania w interesie PZPR, stosowania dekretu o stanie wojennym, powinien być przy takim rozpatrywaniu okolicznością obciążającą. Także dla tych, którzy są już dziś w stanie spoczynku.

PAP: Czy to nie pogłębi chaosu? Opozycja i sędziowie zarzucają rządowi, że na reformie sądownictwa najbardziej stracili obywatele, bo sytuacja w polskim wymiarze sprawiedliwości się nie poprawiła.

PMM: Jesteśmy nadal na etapie przejściowym – ale przyczyną tych trudności nie jest próba zreformowania sądownictwa i walka z patologiami wymiaru sprawiedliwości, tylko opór jaki postawiła zagrożona tymi reformami część środowiska sędziowskiego. Od lat słyszałem, że wszyscy zgadzają się, co do konieczności reform. Takie próby były nawet podejmowane – i zawsze blokowała je właśnie wpływowa grupa z tego środowiska. Przecież nawet nasi oponenci jak prof. Andrzej Rzepliński postulowali głębokie zmiany w KRS. To on już w 2004 roku pisał, że to właśnie ówczesna KRS konserwuje korporacyjne interesy, źle służące polskiemu sądownictwu. Miał rację. Ale zmian jak nie było, tak nie było.

PAP: Czy jest możliwy dialog ze środowiskiem sędziowskim na temat reformy wymiaru sprawiedliwości?

PMM: Bardzo bym chciał, żeby to było możliwe, ale widząc ten ogromny opór bardzo wątpię, aby istniała w tej wpływowej części środowiska rzeczywista wola zmian. Wielokrotnie słyszałem jak przyznawało ono, że reformy są konieczne – tylko że kiedy zapytać o konkrety, to albo ich nie było, albo zmierzały one do jeszcze większego braku odpowiedzialności sędziów. A nie można mylić niezawisłości z nieodpowiedzialnością. Prawo i Sprawiedliwość jako pierwszy obóz polityczny w historii Polski tę bardzo trudną reformę przeprowadza. Ona budzi wielki opór – ale nie wycofamy się z niej, bo sposób w jaki przez 30 lat III RP działają sądy jest nie do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawnym. Nie mówiąc już o tym, że jest to kulą u nogi rozwoju gospodarczego o czym wie każdy uczciwy przedsiębiorca, który przeszedł przez sądowe procedury.

]]

Coach innowacji dla polskich przedsiębiorców

Dec 12 2019
<![CDATA[

Szukasz ścieżki rozwoju dla swojego przedsiębiorstwa? Słyszałeś o innowacjach, pracach badawczo-rozwojowych, ale kojarzą Ci się z poszukiwaniem leku na raka lub konstrukcją łazika na Marsa? To nie do końca tak. Skorzystaj z instrumentu Innovation Coach i dołącz do grona przedsiębiorców-innowatorów. Pomożemy Ci zbadać potencjał innowacyjny Twojego przedsiębiorstwa, przeanalizujemy branżę, w której działasz, Twoje dotychczasowe działania, zasoby kadrowe, kulturę innowacji. Na koniec przygotujemy specjalnie dla Ciebie koncepcję wdrożenia innowacji w Twojej firmie.

Innovation Coach to instrument wsparcia dla tych przedsiębiorców, którzy nie mają doświadczenia w pozyskiwaniu środków na działania B+R+I w szczególności ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój i Horyzont 2020 i nie prowadzili samodzielnie lub prowadzili tylko w ograniczonym zakresie projekty B+R+I. Jest to również druga ścieżka instrumentu STEP realizowanego przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.

Innoavtion Coach jest jednym z narzędzi w ramach instrumentu STEP - Sprawdzimy Twój eksperymentalny Pomysł, za pomocą których staramy się stworzyć klimat przyjazny przyszłym innowatorom. Dlatego Innovation Coach to przede wszystkim pas transmisyjny wiedzy, know-how i doświadczeń. Dzięki instrumentowi STEP przedsiębiorcy, którzy nigdy nie realizowali projektów innowacyjnych mogą nieodpłatnie i kompleksowo zasięgnąć porady ekspertów, którzy pomogą im we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań w przedsiębiorstwach oraz w przekuwaniu pomysłów w projekty, które będą mogły ubiegać się o dofinansowanie ze środków UE. – mówi Małgorzata Jarosińska-Jedynak, Minister Funduszy i Polityki Regionalnej.

Aby skorzystać z instrumentu należy zarejestrować przedsiębiorstwo na www.innovationcoach.pl, poczekać na kontakt ze strony konsultanta, który wstępnie przeanalizuje doświadczenie firmy. W tym przypadku im mniejsze doświadczenie, tym lepiej. W przypadku spełniania warunków przedsiębiorcy przydzielony zostanie coach innowacji z bazy ekspertów prowadzonej przez Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE. Coach najpierw przeanalizuje branżę, środowisko i dotychczasowe doświadczenie przedsiębiorstwa, a następnie w trakcie bezpośredniej współpracy z przedsiębiorcą zbada potencjał przedsiębiorstwa, możliwości i zasoby w zakresie B+R+I – sytuację finansową, kadrową, infrastrukturalną, kulturę innowacji. W efekcie coach przedstawi rekomendacje dla przedsiębiorcy, zawierające kierunki i ścieżki wdrożenia innowacji w przedsiębiorstwie, wskaże możliwości pozyskania środków na innowacje z Unii Europejskiej.

Coachowie innowacji to eksperci branżowi, często ze środowiska naukowego, a także osoby z doświadczeniem w zakresie pozyskiwania funduszy europejskich. Coach na pracę z firmą ma poświęcić min. 9 godzin, włączając co najmniej dwa spotkania. Usługa coachingu jest więc szyta na miarę, co ma pozwolić na  rozpoznanie potrzeb i możliwości przedsiębiorstwa – mówi Katarzyna Walczyk-Matuszyk, Zastępca Dyrektora w Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE.

Ponadto przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z działań wspierających w postaci dni informacyjnych i warsztatów B+R. W trakcie wydarzeń będzie można dowiedzieć się więcej o projekcie Innovation Coach oraz I ścieżce instrumentu STEP – Wstępna Weryfikacja Pomysłu na Projekt i o środkach dostępnych dla przedsiębiorców w ramach Programu Inteligentny Rozwój oraz Horyzont 2020. W trakcie warsztatów przedsiębiorcy poznają specyfikę prowadzenia i strukturyzacji projektów badawczo-rozwojowych, tworzenia modeli finansowych, zasady ochrony własności intelektualnej, możliwości pozyskania dofinansowania na realizację swoich pomysłów biznesowych z Unii Europejskiej.

STEP to komplementarne narzędzie wsparcia stworzone przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej w odpowiedzi na potrzeby przedsiębiorców, którzy chcą inwestować w innowacje oraz prace badawczo-rozwojowe. Jego celem jest wsparcie zarówno tych przedsiębiorców, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z innowacjami, jak i tych, którzy chcieliby już inwestować w konkretne rozwiązania i pomysły.

Poznaj projekt i coachów innowacji – przyjdź na wydarzenie „Jak skutecznie tworzyć strategie B+R w polskim przemyśle?”, która odbędzie się w dniu  16 grudnia 2019 r. w Warszawie. Więcej na stronie http://konferencja2019.strategiebplusr.pl/ Więcej o Innovation Coach – II ścieżka instrumentu Sprawdzimy Twój Eksperymentalny Pomysł na Projektu: www.innovationcoach.pl.

Więcej o Wstępnej Weryfikacji Pomysł na Projekt – I ścieżka instrumentu Sprawdzimy Twój Eksperymentalny Pomysł na Projekt: www.poir.gov.pl/step.

]]

Wielkie firmy technologiczne wymknęły się spod kontroli państw

Dec 12 2019
<![CDATA[

W Warszawie w poniedziałek odbyło się posiedzenia Grupy D9+, w skład której wchodzą: Belgia, Dania, Finlandia, Estonia, Holandia, Luksemburg, Irlandia, oraz Szwecja, a Polska i Czechy mają status obserwatora. W spotkaniu uczestniczyli także przedstawiciele Niemiec, Chorwacji i Komisji Europejskiej. Ministrowie dyskutowali o planowanych pracach nad zmianami przepisów prawnych. Według uczestniczącej w konferencji wiceminister cyfryzacji Wanda Buk szczególnej uwagi wymaga problem zapobiegania monopolizacji gromadzenia danych i ograniczeń dostępu do danych.

Kawecki przypomniał, że internet ma już 50 lat. Jak mówił, gdy powstawał internet to "nikt nie przewidział, że należy nałożyć na niego pewne ramy prawne". "Przez długi czas firmy, które opierały swoje działanie na internecie, rozwijały się bez odpowiednich ograniczeń. Osiągnęły gigantyczne rozmiary, a ich budżety przekraczają budżety wielu państw" - zauważył Kawecki.

Jak dodał, jest późno na uregulowanie tych kwestii i staje się to coraz trudniejsze, bo nie mamy instrumentów, by wyegzekwować określone zachowania i działania z ich strony.

Jego zdaniem giganci technologiczni wybiórczo podchodzą do przestrzegania unijnych przepisów. "Weszły na przykład w życie nowe przepisy dotyczące prawa autorskiego, gdzie część przedsiębiorców mówi o tym, że będzie je stosowało je w ograniczonym zakresie w zależności od tego, gdzie są udostępniane treści" - wskazał.

Jego zdaniem najskuteczniejszym sposobem odzyskania wpływu na rozwój tych firm w Unii Europejskie jest nieuchwalanie kolejnych dyrektyw, a utworzenie organu regulacyjnego, który sprawowałby nad nimi nadzór.

"Podobny pomysł powstał w Wielkiej Brytanii, gdzie zlecono przygotowanie raportu, dotyczącego nadzoru nad mediami społecznościowymi. I jednym z wniosków była propozycja powołania unijnego organu nadzoru nad działaniem mediów społecznościowych - które stanowią znaczny odsetek GAFA-y. To jest moim zdaniem słuszny kierunek myślenia" - ocenił Kawecki.

Ekspert przypomniał, że nie powiodła się np. inicjatywa wprowadzenia unijnego podatku cyfrowego od tzw. firm GAFA (skrót od Google, Amazon, Facebook, Apple). "Hasło GAFA rozumiemy oczywiście dużo szerzej: podatek cyfrowy miał objąć ok. 160 firm działających na obszarze UE o globalnych przychodach powyżej 750 mln euro rocznie. We wprowadzeniu podatku cyfrowego nie chodziło tylko o dodatkowe dochody do unijnego budżetu, miał on spełniać także inne funkcje" - zaznaczył Kawecki.

Jak mówił, celem podatku było m.in. zdyscyplinowanie technologicznych gigantów, gdyż oprócz unikania płacenia podatków, firmy te poprzez swoją monopolistyczną pozycję mogą faktycznie w pewnym zakresie ograniczać rozwój konkurencji i powstawanie start-upów. "Wypierają mniejszych rywali, bo sami są bezkonkurencyjni w danym obszarze z uwagi na swoją skalę. Mają do tego jednak prawo. Ktoś mógłby powiedzieć, że są po prostu najlepsi" - wskazał ekspert.

"Problemem jest jednak to, że przedsiębiorcy ci swoje usługi dla użytkowników końcowych oferują z pozoru bezpłatnie, jednak zarabiają na danych, na gromadzonych w ten sposób informacjach o Europejczykach, nie zostawiając nic zwrotnie w UE. Dysproporcja między tym, co dostają Europejczycy a wartością przekazanych przez nich danych, staje się coraz większa. Podmioty te, wykorzystują też europejską infrastrukturę, na której tworzenie nie mieli wpływu" - zauważył Kawecki.

]]

TK: Niekonstytucyjne pozbawienie wspólników praw majątkowych spółki, która nie została przerejestrowana w terminie

Dec 12 2019
<![CDATA[

Od momentu uruchomienia Krajowego Rejestru Sądowego w 2001 roku spółki, fundacje czy spółdzielnie wpisane do starych rejestrów gospodarczych (głównie do Rejestru Handlowego B.) powinny były w ciągu trzech lat zostać do niego przerejestrowane. Niestety w praktyce organy znacznej części podmiotów gospodarczych, z różnych przyczyn, nie wypełniały obowiązków rejestrowych, więc termin ten kilkukrotnie był przesuwany.

W końcu ustawodawca zdecydował w nowelizacji ustawy o KRS i niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2014 r. poz. 1924), że podmioty, które do 31 grudnia 2015 roku nie zostały przerejestrowane zostaną wykreślone z rejestru i tym samy utracą byt prawny. Na mocy art. 9 ust. 2b ustawy prowadzającej ustawę o KRS z dniem 1 stycznia 2016 r. Skarb Państwa z mocy prawa nabył nieodpłatnie mienie wykreślonych podmiotów (i do wysokości przejętego majątku odpowiada za ewentualne zobowiązania wierzycieli). Natomiast wraz z chwilą wykreślenia np. spółki z rejestru, prawa jej wspólników do udziału w majątku likwidacyjnym wygasają.

Tak skonstruowaną regulację zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego Sąd Okręgowy dla Warszawy-Pragi w Warszawie. Rozpoznając sprawę jednego ze wspólników spółki wpisanej do RHB, który w wyniku sporu z drugim wspólnikiem nie wniósł skutecznie wniosku o wpis do KRS przed godziną zero, sąd doszedł do wniosku, że zamknięcie mu drogi do odszkodowania narusza art. 21 konstytucji, który przewiduje wywłaszczenie za słusznym odszkodowaniem, a ponadto narusza zasadę równości, zasadę proporcjonalności i narusza prawo własności.

Częściowa zgoda

TK częściowo zgodził się z sądem pytającym. Orzekł, że prawo własności narusza jedynie zdanie trzecie zaskarżonego przepisu, które stanowi, że prawa wspólników, członków spółdzielni i innych osób uprawnionych do udziału w majątku likwidacyjnym wygasają z chwilą wykreślenia podmiotu z rejestru. Taka regulacja jest sprzeczna z art. 64 ust. 1 ustawy zasadniczej chroniącym własność.

Badając konstytucyjność swoistych sankcji związanych z nieprzerejestrowaniem spółek do KRS, TK musiał sprawdzić, czy wprowadzone regulacje są w stanie doprowadzić do zamierzonych skutków. Po drugie, czy taka regulacja jest niezbędna dla ochrony interesu publicznego, a po trzecie, czy efekty pozostaną w odpowiedniej proporcji do nakładanych przez nią ciężarów.

– Z konstytucyjnego nakazu ochrony własności oraz innych praw majątkowych wynikają określone obowiązki dla ustawodawcy. Obowiązek stanowienia przepisów i procedur udzielających ochrony prawnej prawom majątkowym, a z drugiej obowiązek powstrzymywania się od tworzenia regulacji, które owe prawa mogłyby pozbawiać ochrony prawnej lub ją ograniczać – uzasadniał sędzia TK Leon Kieres. Jak dodawał, samo wprowadzenie konsekwencji w postaci wykreślenia z rejestru nieprzerejestrowanej na czas spółki i pozbawienia jej bytu prawnego nie budzi z punktu widzenia konstytucyjnego wątpliwości. Jednak doprowadzenie do przerejestrowania wszystkich podmiotów funkcjonujących w obrocie prawnym, a więc zagwarantowanie, że stan ujawniony w KRS będzie odpowiadał stanowi rzeczywistemu, nie wymagało, zdaniem TK pozbawienia wspólników ich praw majątkowych.

– Skutek w postaci utraty bytu prawnego spółek, które nie złożyły w przewidzianym czasie wniosku o przerejestrowanie, spowodował osiągnięcie zamierzonego przez ustawodawcę celu – mówił sędzia Kieres, dodając, że akceptowalne było również nabycie przez Skarb Państwa mienia wykreślonych spółek. Konieczne było jednoznaczne uregulowanie kwestii ich mienia a także ochrony praw ich wierzycieli. W ten sposób ustawodawca uniknął wątpliwości co do tego, do kogo należy mienie podmiotów, które utraciły byt prawny i kto odpowiada za jego rozwiązania.

– Nie budzi wątpliwości konstytucyjnych wprowadzenie regulacji, w których SP ponosi odpowiedzialność za zobowiązania wobec wierzycieli wykreślonej spółki wyłącznie z nabytego mienia. Jednak pozbawienie wspólników ich praw majątkowych wychodzi poza granice celowości wprowadzonych regulacji – mówił sędzia Kieres.

Wyważony wyrok

– Wyrok TK ma charakter wyważony i w dużym stopniu kompromisowy. Trybunał uznał, że niezgodne z konstytucją jest jedynie trzecie zdanie artykułu 9 ust. 2b zaskarżonej ustawy, którego cała treść była kwestionowana w pytaniu prawnym. Umarzając postępowanie w pozostałym zakresie trybunał uznał de facto, że z dniem 1 stycznia 2016 r. doszło do nieopłatnego nabycia przez Skarb Państwa mienia nieprzerejestrowanych spółek i innych podmiotów. W ten sposób nastąpiło niejako zamknięcie po wielu latach sprawy dawnych rejestrów sądowych – komentuje dr Przemysław Szymczyk z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

– Jednocześnie jednak pozostawiono uchyloną furtkę dla tych wszystkich osób (wspólników, akcjonariuszy, członków spółdzielni itd.), które były uprawnione do udziału w majątku likwidacyjnym nieprzerejestrowanego podmiotu i które nadal będą mogły dochodzić swych praw z tego majątku. Osoby te są uprawnione do kierowania roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa, przy czym jego odpowiedzialność, co należy podkreślić i czego również nie podważył trybunał, ogranicza się wyłącznie do wartości nabytego mienia. Innymi słowy, wilk syty i owca cała.

100 tys. spółek według szacunków ustawodawcy nie zostało przerejestrowanych z Rejestru Handlowego B. do KRS w momencie uchwalenia przepisów nakładających sankcję w postaci ich wykreślenia

orzecznictwo

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 grudnia 2012 r., sygn. akt P13/18.

]]

Ustawa antyzatorowa od 1 stycznia. Ma pomóc firmom z nieterminowymi płatnościami

Dec 11 2019
<![CDATA[

Dodała, że nowe regulacje w wchodzą w życie 1 stycznia.

"Nieterminowe płatności szkodzą polskim firmom i całej gospodarce. Wywołują efekt domina" - podkreśliła minister rozwoju Jadwiga Emilewicz podczas środowej konferencji poświęconej ustawie o ograniczeniu zatorów płatniczych, która wchodzi w życie 1 stycznia 2019 r.

Jak mówiła Emilewicz, firma, która nie dostaje pieniędzy w terminie, sama nie ma za co płacić swoim kontrahentom, brakuje jej pieniędzy na spłatę kredytów czy opłaty. Szefowa MR zwróciła uwagę, że nieterminowe płatności powodują w najlepszym przypadku spadek inwestycji firm, ale też decydują o tym, że przedsiębiorca nie zatrudnia bądź zwalania pracowników. W skrajnych przypadkach zatory doprowadzają nawet do bankructwa przedsiębiorstwa" - zaznaczyła.

Z problemem zatorów płatniczych, jak dodała, zetknęło się ok. 80-90 proc. polskich przedsiębiorców. "Mówimy o sytuacji narzucania im 180-dniowego terminu płatności. To jest rekord, jeśli chodzi o kraje UE" - powiedziała. Średnio ok. 6 proc. kosztów firm stanowią wydatki na cele związane ze skutkami przeciwdziałania opóźnieniom płatniczym. "Prawie 60 proc. firm mówi, że przeterminowane płatności są podstawowym powodem ich strukturalnych problemów" - powiedziała.

Rozwiązania, które będą obowiązywać od Nowego Roku, mają "penalizować tych, którzy ten korek na autostradzie powodują". "Są pierwszymi, za sprawą których podwykonawca nie płaci następnemu" - tłumaczyła.

Kluczowe rozwiązania ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych to: skrócenie terminów zapłaty; uprawnienie prezesa UOKiK do ściągania przedsiębiorstw powodujących największe zatory; zobowiązanie większych firm do raportowania do MR swoich praktyk płatniczych; ulga za złe długi w PIT i CIT - przedsiębiorca, któremu zleceniodawca nie zapłacił za dostarczone towary czy usługi będzie miał możliwość pomniejszenia podstawy opodatkowania o wierzytelność. Jednocześnie - jak tłumaczyła Emilewicz - pojawi się obowiązek podwyższenia podstawy opodatkowania przez dłużnika. Dodała, że odsetki za opóźnienia w transakcjach handlowych wzrosną o 2 pkt. proc., czyli do poziomu 11,5 proc. za opóźnienia w transakcjach handlowych, by kredytowanie się kosztem firm było droższe niż uzyskanie pieniędzy np. z kredytu komercyjnego.

"Zaczynamy od sektora publicznego - w relacji administracja-przedsiębiorca skróciliśmy termin płatności do 30 dnia" - powiedziała Emilewicz. Podkreśliła, że w relacji duży przedsiębiorca do małego termin ten został skrócony do 60 dni.

Szefowa MR zastrzegła, że zjawiska zatorów płatniczych nie da się w pełni wyeliminować, ale można je znacząco ograniczyć. "Chcielibyśmy (w kolejnych latach - PAP) móc raportować, że ten problem zniknął z pierwszej piątki najbardziej dokuczliwych i bolesnych problemów, z jakimi borykają się polscy przedsiębiorcy, zwłaszcza z sektora MŚP" - podkreśliła.

Wiceminister rozwoju Marek Niedużak zwrócił uwagę, że "stanowcza większość tych rozwiązań" już funkcjonuje w innych państwach europejskich - np. w Wielkiej Brytanii, Francji, Irlandii czy Holandii. Zadeklarował, że po wejściu w życie ustawy resort będzie monitorować to, jak się sprawdza, "bo firmy stosujące niechlubne praktyki zazwyczaj chcą omijać nowe regulacje".

Wysokość kar ma wymierzać prezes UOKiK - uzależniając tę decyzję od wartości niezapłaconej faktury oraz długości przeterminowania. Chodzi o to, jak mówił wiceprezes UOKiK Tomasz Chróstny, by uczciwi przedsiębiorcy odzyskali kontrolę nad swoimi pieniędzmi, które im się należą. "Będziemy się koncentrować na podmiotach, które są sprawcami zatorów płatniczych, a nie na ich ofiarach; stąd chcemy eliminować ten problem u źródła" - deklarował. Jak tłumaczył Chróstny, by Urząd mógł wszcząć postępowanie przeciw nieuczciwemu przedsiębiorcy, "suma nieopłaconych w terminie zobowiązań musi przekroczyć 5 mln zł od stycznia 2020 r, a dwa lata później 2 mln zł". Podkreślił, że dzięki stosowaniu nowoczesnych narzędzi analitycznych, będzie można "skracać okres realizacji samego postępowania". "Zatem skracać również czas do wydania decyzji nałożenia kary administracyjnej" - podkreślił.

]]

Dlaczego ceny mieszkań z rynku wtórnego są coraz częściej wyższe niż kupowanych od dewelopera

Dec 11 2019
<![CDATA[

Jak to jest możliwe, że mieszkanie, które ma kilkanaście lat jest dużo droższe od nowego? Jest kilka powodów. Mieszkania mogą być droższe, bo zostały wyremontowane i nie trzeba wydawać pieniędzy np. na położenie parkietu. Natomiast po kupieniu mieszkania z rynku pierwotnego musimy wydać dodatkowo sporo pieniędzy, aby je wykończyć.

- Te różnice w cenach są także konsekwencją tego, że dotyczą danych o ofertach, a nie cenach transakcji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Sadowski z Expandera.

Mieszkanie sprzedaje się raz bądź dwa razy w życiu. Nie sposób więc mówić o rynkowym doświadczeniu sprzedających w prowadzeniu takich transakcji. Informacje o rosnących cenach na rynku pierwotnym pobudzają wyobraźnię. W ogłoszeniach sprzedający wystawiają cenę, która dla nich jest atrakcyjna. Zawyżone ceny nakręcają kolejne osoby do wystawiania wysokich cenowo ofert.

- Na rynku wtórnym może się zdarzyć, że cena ofertowa jest zawyżona o 10-20 proc. – ocenia ekspert Expandera.

Inaczej jest na rynku pierwotnym. Cena z oferty najczęściej jest tą, którą trzeba zapłacić.

- Lepiej poczekać miesiąc czy dwa z próbą kupienia mieszkania z rynku wtórnego, którego dotycząca oferta właśnie się pojawiła – sugeruje J.Sadowski.

]]

Executive MBA to inwestycja w karierę

Dec 11 2019
<![CDATA[

Dlaczego lepiej wybrać studia Executive MBA niż studia podyplomowe związane z ekonomią czy finansami?To zupełnie inny typ i etap edukacji. Studia Executive MBA są przeznaczone dla menedżerów wysokiego szczebla, którzy są już na zaawansowanym etapie swojej kariery. To nie są też studia profilowane na jeden obszar – uczą zarządzania w wielu wymiarach. W programie jest zawarta twarda wiedza z finansów, rachunkowości czy statystyki, ale też elementy miękkie, jak przywództwo bądź zarządzanie ludźmi. Te studia są wszechstronne pod względem programu, ale trzeba też podkreślić aspekt ludzki. Osoby przychodzące do programów Executive MBA uczą się od bardzo doświadczonych menedżerów. Dużą wartością takich programów jest fakt, że uczestnicy uczą się od innych studentów. Dobieramy ich tak, aby reprezentowali odpowiednio wysoki poziom.Można pomyśleć – „pracuję w biznesie od lat, odnoszę sukcesy. Po co mi te studia”?Znamy opinie absolwentów. Przyznają, że te studia otwierają im oczy na problemy i wyzwania, których do tej pory nie dostrzegali. W swojej pracy większą uwagę zwracają na przywództwo czy aspekty kulturowe. Ludzie, którzy dotychczas specjalizowali się w rachunkowości czy finansach mówili, że dzięki studiom Executive MBA dostali narzędzia do dialogu z innymi działami organizacji – zaczynają rozumieć, co do nich mówią przedstawiciele tych działów. Zaczynają również zauważać znaczenie poszczególnych krajów w światowej gospodarce – np. w ramach Programu MBA-SGH w Szkole Głównej Handlowej jest przewidziany między innymi wyjazd studyjny do Chin. Dzięki temu studenci wyzbywają się europocentryzmu – widzą, że współczesny biznes to nie tylko Stary Kontynent. Większość naszych słuchaczy zmienia pracę jeszcze w czasie studiów. I to nie na gorszą – na znacznie lepiej płatną i bardziej rozwijającą. Co ciekawe, nie zawsze musi oznaczać to pracę w korporacji. Część woli się usamodzielnić, a studia Executive MBA przygotowują także do podejmowania odważnych decyzji. Innym ważnym elementem jest możliwość nawiązania kontaktów. Gdy z kimś studiuje się przez dwa lata co weekend, to rodzą się relacje przydatne w codziennym biznesie.W jaki jeszcze sposób Executive MBA ukazuje tę szerszą, międzynarodową perspektywę?W naszym Programie MBA-SGH współpracujemy choćby z Carlson School of Management – jedną z czołowych szkół biznesowych na świecie – nasi studenci wspólnie z amerykańskimi kolegami realizują projekt biznesowy dla korporacyjnego partnera. Uczą też u nas profesorowie ze świata – ponieważ prowadzimy zajęcia w języku polskim, są to osoby od wielu lat wykładające za granicą i posiadające międzynarodowe doświadczenie.A jak takie studia uwzględniają krajową specyfikę? Co wyniesie z nich polski przedsiębiorca?Jesteśmy świadomi, że same międzynarodowe kontakty nie wystarczą. Dlatego siłą studiów Executive MBA w Szkole Głównej Handlowej jest uwzględnienie lokalnych warunków. Uczymy na wielu polskich prawdziwych przypadkach biznesowych – tak, aby uwzględnić naszą rzeczywistość kulturową. Pokazać lokalność i globalny wymiar jednocześnie. Poza tym dyplom MBA-SGH otwiera bardzo wiele drzwi.W jaki sposób większa liczba absolwentów Executive MBA przekłada się na polską gospodarkę?Polskie firmy bardzo potrzebują profesjonalizmu w prowadzeniu biznesu. Problemem jest też to, że wielu polskich menedżerów ma niezaspokojoną potrzebę rozwoju. Te studia dają okazję do tego, by taką potrzebę zrealizować. Dzięki temu powstaje więcej dobrze opracowanych i ambitnych projektów.Studia Executive MBA nadążają za zmieniającą się gospodarką?Świat zbyt szybko się zmienia, byśmy mogli stać w miejscu – przede wszystkim w zakresie nowych form komunikacji i technologii. Uwzględniamy takie aspekty jak robotyzacja czy wejścia na rynek kolejnych pokoleń: Y czy Z. Nie zawsze przekłada się to na nowe kursy, ale na ewolucję już istniejących – „Zarządzanie strategiczne” czy „Przywództwo” od lat nazywa się tak samo, choć przekazywana treść bardzo się zmieniła. Unowocześnianie studiów to zresztą wymóg instytucji akredytujących – W SGH mamy akredytację AMBA, którą ma jedynie ok. 250 uczelni na świecie. Jesteśmy w tym elitarnym klubie najlepszych uczelni MBA świata.Na co zwrócić uwagę przy wyborze studiów Executive MBA?Na prestiż uczelni, wymagania i międzynarodowe akredytacje będące gwarancją jakości. Sam szyld MBA jest bardzo mylny – brak szczegółowych kryteriów powoduje, że często poziom jest zbyt niski. Liczba programów rośnie, ale niekoniecznie tych profesjonalnych. A te studia powinny być trudne – tylko wtedy zmienią studentów i otworzą nowe ścieżki rozwoju. Szukanie tanich zamienników może okazać się stratą dwóch lat życia. Nie ukrywam, że my w Programie MBA-SGH wymagamy dużo – większość osób kończy ten kurs, ale musi wykazać się determinacją i pracą również poza uczelnią. Wysoko stawiamy poprzeczkę już na samym wejściu – konieczne jest odpowiednie doświadczenie w biznesie na stanowisku menedżerskim oraz przejście testów i rozmowy kwalifikacyjnej. W rekordowych rekrutacjach mieliśmy ponad dwóch kandydatów na jedno miejsce.Większość studentów to osoby wysłane na te studia przez pracodawcę?Współpraca z pracodawcą jest niezbędna – inaczej byłoby bardzo trudno podołać obowiązkom. Studia opłacają jednak coraz częściej sami studenci. Traktują to jako trampolinę do kariery i chcą zachować elastyczność na rynku pracy.Materiał powstał przy współpracy z SGH

]]