Informacje prasowe

GP/BIZNES

Nowy unijny fundusz dla europejskich czempionów?

Aug 23 2019
<![CDATA[

Propozycja nowego europejskiego funduszu miałaby – zdaniem portalu – znaleźć się wśród śmiałych planów, jakie brukselskie urzędnicy chcieliby przedstawić do umieszczenia na agendzie nowej szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Przejmuje ona urząd 1 listopada.

Powołując się na dokument, do którego mieli dostęp, dziennikarze Politico wskazują, że fundusz - przy uzyciu środków z unijnego budżetu - miałby zmobilizować co najmniej 100 mld euro prywatnego i publicznego finansowania. W przeciwieństwie do innych unijnych funduszy, środki miałyby być inwestowane “bezpośrednio w aktywa”. Zdaniem dziennikarzy portalu może to być zapowiedź złagodzenia podejścia do publicznej pomocy na rzecz przemysłu. Początkowe środki miałyby pochodzić z “unijnej koperty” przeznaczone na fundusze venture capital , badania i rozwój regionalny.

Propozycja miałaby też zawierać m.in. nowe zasady przejrzystości dla techów działających w sieci, np. w zakresie politycznej reklamy. Ponadto mogą być zaproponowane środki blokującedostęp chińskich firm do europejskich przetargów. Rzeczniczka von der Leyen nie potwierdziła jednak oficjalnie doniesień portalu.

W lipcu Warszawa podpisała wspólną deklarację z Niemcami i Francją w sprawie modernizacji europejskiej polityki konkurencyjności. Chodzi m.in. o uwzględnienie głosu krajów członkowskich przy rozpatrywaniu fuzji. Sygnatariusze wskazali , że Europa potrzebuje swoich czempionów w globalnej konkurencji, m.in. z dotowanymi przez państwo tygrysami z Azji.

Niemcy i Francja rozpoczęły kampanię na rzecz poluzowania zasad europejskiej polityki konkurencyjności po tym, gdy w lutym Komisja Europejska zablokowała fuzję kolejowych spółek niemieckiego Siemensa i francuskiego Alstomu (spółki nie chciały sprzedać tylu aktywów, ile chciała Komisja). Tymczasem do 22 stycznia 2020 r. Komisja ma prowadzić pogłębioną analizę polskiego wniosku w sprawie fuzji Orlenu i Lotosu. W pierwszym etapie Bruksela miała wątpliwości co do możliwego zaburzenia konkurencji tym połączeniem. Warszawa ma nadzieję, że nowy komisarz ds. ochrony konkurencji będzie miał podejście bardziej sprzyjające tworzeniu europejskich czempionów.

Rządy w Paryżu i Berlinie były bowiem głęboko zawiedzione zatrzymaniem przez zasadniczą komisarz i jej team fuzji kolejowych spółek niemieckiego Siemensa i francuskiego Alstomu (spółki nie chciały sprzedać tylu aktywów, ile chciała Komisja) w lutym tego roku. Dlatego oba kraje rozpoczęły kampanię na rzecz zmiany reguł gry. W lipcu także Warszawa podpisała wspólną deklarację z Niemcami i Francją w sprawie modernizacji europejskiej polityki konkurencyjności. Chodzi m.in. o uwzględnienie głosu krajów członkowskich przy rozpatrywaniu fuzji. Sygnatariusze wskazują, że Europa potrzebuje swoich czempionów w globalnej konkurencji, m.in. z dotowanymi przez państwo tygrysami z Azji.

]]

"Mniej nadzienia w pyzach, więcej bulionu we flaczkach". Opublikowano wyniki kontroli wyrobów garmażeryjnych

Aug 23 2019
<![CDATA[

"W pierwszym kwartale 2018 roku Inspekcja Handlowa skontrolowała wyroby garmażeryjne. Inspektorzy ocenili zarówno produkty oferowane w opakowaniach- mączne, ziemniaczane, mięsne, podrobowe i inne, jak i produkty oferowane luzem np. na wagę" - mówi Agnieszki Orlińskiej z UOKiK.

Inspektorzy odwiedzili 78 małych i sieciowych sklepów oraz hurtowni. Ocenili 405 partii, w tym między innymi pierogi, pyzy, zupy, dania mięsne - oferowane zarówno w opakowaniach (326), jak i luzem - na wagę (79).

"Nieprawidłowości stwierdzili w 43 placówkach (55 proc. skontrolowanych). Mieli zastrzeżenia do 113 partii (28 proc.), w tym do połowy skontrolowanych produktów sprzedawanych luzem" - poinformował UOKiK.

Urząd przekazał, że 78 partii produktów zostało przebadanych w laboratorium. Pracownicy zakwestionowali 27 z nich (35 proc.). Przykładowe nieprawidłowości to mniej produktu, niż wskazywała deklaracja na opakowaniu (np. o 7-9 proc. mniej ozorów w galarecie), mniej nadzienia w pyzach (było 25 proc. przy deklaracji nie mniej niż 30 proc.), więcej bulionu we flaczkach wieprzowych (było 78,8 proc. przy deklaracji 73 proc.), czy wołowina w kotletach mielonych i drób w pierogach z mięsem, których nie było w wykazie składników na opakowaniach.

Inspektorzy stwierdzili, że 83 partie produktów były nieprawidłowo oznakowane. Najgorzej pod tym względem wypadły produkty sprzedawane na wagę. Brakowało m.in. oznaczeń, np. w języku polskim, pełnej nazwy wyrobu, alergeny nie zostały wyróżnione na opakowaniu, a data minimalnej trwałości lub termin przydatności do spożycia były podane nieprawidłowo – np. źle wskazano miejsce, gdzie znajduje się data. Ponadto na opakowaniu były pokazane warzywa lub przyprawy, które nie wchodziły w skład produktu (np. pietruszka, czosnek i pomidor na opakowaniu knedli z truskawkami).

Inspekcja stwierdziła, że w przypadku produktów sprzedawanych luzem w miejscu sprzedaży brakowało pełnej nazwy produktu, oznaczenia wprowadzały w błąd (np. informacja „a’la domowa”, choć produkt zawierał konserwanty), brakowało wykazu składników, w tym alergenów. Inspektorzy stwierdzili także, że w jednym miejscu wyroby były niewłaściwie przechowywane, w trzech – cztery partie wyrobów garmażeryjnych były przeterminowane.

"W wyniku kontroli sześć osób winnych popełnienia wykroczenia otrzymało mandaty karne. Wobec przedsiębiorców, którzy wprowadzili do obrotu wyroby garmażeryjne o niewłaściwej jakości handlowej zostały wszczęte postępowania administracyjne w sprawie wymierzenia kar pieniężnych. Inspekcja Handlowa skierowała 23 informacje o nieprawidłowościach do wojewódzkich inspektoratów jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych i trzy do organów nadzoru sanitarnego" - czytamy w komunikacie UOKiK.

Urząd zachęca, aby kupując wyroby garmażeryjne, m.in. przyjrzeć się opakowaniu, sprawdzić, czy nie jest uszkodzone, a zawartość nie jest zbrylona, zapoznać się ze składem i informacjami graficznymi, sprawdź datę ważności i warunki przechowywania oraz zwrócić uwagę, czy wyróżnione są alergeny w składzie.

]]

Jak pracować inaczej. Na czym polega turkusowe zarządzanie? [PODCAST]

Aug 23 2019
<![CDATA[

Termin „turkusowe zarządzanie” zawdzięczamy Fredericowi Lalouxowi. Autor w książce zatytułowanej „Pracować inaczej” posługując się paletą barw w bardzo przejrzysty sposób zobrazował ewolucję systemów związanych za zarządzaniem organizacją.

Laloux wyróżnił pięć styli organizacji: czerwony, bursztynowy, pomarańczowy, zielony oraz ten, który interesuje nas najbardziej – turkusowy. Aby lepiej jednak zrozumieć ideę turkusowej organizacji przyjrzyjmy się wcześniej wymienionym kolorom.

Chcesz dowiedzieć się na czym polega turkusowe zarządzanie? Posłuchaj naszego podcastu.

Czym charakteryzować będzie się czerwona organizacja? Panuje w niej bezwzględne posłuszeństwo wobec szefa, który posiada despotyczny charakter. Tego stylu zarządzania nie powinniśmy jednak spotykać we współczesnych firmach. Jest on bowiem charakterystyczny dla struktury jaką jest mafia czy gang.

Kolor bursztynowy charakteryzuje natomiast organizacje, w których występuje silna hierarchiczność wraz z podziałem na sformalizowane role. Bursztynowe zarządzanie odnajdziemy takiej instytucji jak Kościół czy wojsko.

Pomarańczowa organizacja z kolei skupia się przede wszystkim na osiągnięciu założonego celu. Liczy się efektywność pracowników oraz wzrost konkurencyjności.

Kolor zielony można przypisać większości funkcjonujących obecnie firm. Zielona organizacja będzie motywować pracowników, stawiać na wzajemny szacunek oraz równość. Ciągle jednak mamy do czynienia z hierarchiczną strukturą oraz delegowaniem zadań do poszczególnych pracowników.

]]

Zmiany w KSH: Od września zgromadzenie wspólników na odległość

Aug 23 2019
<![CDATA[ Rozwiązanie nowe, ale jak z XX wieku

Takie uproszczenie przewiduje ustawa z 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy ‒ Kodeks spółek handlowych (Dz.U. poz. 1543), której projekt opracował Prezydent RP. Nowe przepisy wejdą w życie już 3 września 2019 r. I trudno znaleźć kogokolwiek, kto by je krytykował. Eksperci i przedstawiciele biznesu mówią raczej o tym, że przykre jest, iż tyle czasu trzeba było czekać na tak potrzebną korektę. Skorzystają przede wszystkim te podmioty, w których udziałowcami są osoby daleko od siebie mieszkające, w szczególności obcokrajowcy lub zagraniczne osoby prawne. Przedsiębiorcy powinni jednak mieć się na baczności. Choć zmiany są dla nich korzystne, to nadal nie wszystko będzie dozwolone i nie wszystkie środki komunikacji elektronicznej będzie można wykorzystać.

Wyobraźmy sobie średniej wielkości spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która ma pięciu wspólników. Siedziba spółki mieści się w Warszawie. W stolicy Polski mieszka również dwóch wspólników. Trzeci jest z Krakowa, czwarty ze Szczecina, a piąty od dawna mieszka w Brazylii. Zachodzi konieczność zwołania zgromadzenia wspólników. Zainteresowani zaglądają więc do ustawy z 15 września 2000 r. ‒ Kodeks spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 505). W art. 234 par. 1 znajdują przepis określający, że zgromadzenia wspólników odbywają się w siedzibie spółki, jeżeli umowa spółki nie wskazuje innego miejsca na terytorium RP. Paragraf 2 z kolei określa, że zgromadzenie wspólników może się odbyć również w innym miejscu na terytorium RP, jeżeli wszyscy wspólnicy wyrażą na to zgodę na piśmie. W praktyce oznacza to, że zgromadzenie co do zasady powinno zostać zorganizowane w Warszawie. Jeśli wszyscy się zgodzą na to, by przyjechać do jednego ze wspólników do Szczecina, to nic nie stoi na przeszkodzie. Gorzej, jeśli wspólnicy chcieliby się spotkać w Brazylii. Takiej możliwości ustawodawca nie przewidział. Profesor Andrzej Kidyba w komentarzu do kodeksu spółek handlowych, wydanym przez Wolters Kluwer, wskazuje, że w art. 234 k.s.h. występuje ograniczenie: miejsce zgromadzenia musi być wyznaczone na terytorium Polski. I nie może to być ambasada Polski. „Nie będzie spełniony wymóg odbycia zgromadzenia na terenie Polski, gdy odbywa się to w samolocie, statku morskim, nawet gdy odbywa się to na obszarze terytorium (wód terytorialnych, obszarze powietrznym) Polski. Określenie miejsca siedziby powinno być dokonane konkretnie przez wskazanie miejscowości” ‒ wyjaśnia prof. Kidyba.

Tyle że, jak zauważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, regulacja ta jest kompletnie nieżyciowa. ‒ W praktyce prowadzi do tego, że w wielu spółkach zgromadzenia w ogóle się nie odbywają, a wspólnicy jedynie podpisują dokumenty, w których potwierdzają, że uczestniczyli w zgromadzeniu. Fikcja. I zarazem kłopot, jeśli ktoś mieszkający daleko od siedziby spółki naprawdę chciałby wziąć udział w zgromadzeniu ‒ wskazuje Kaźmierczak.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>

]]

Skiba: Nie zabraknie nam pieniędzy na nowe wydatki [WYWIAD]

Aug 22 2019
<![CDATA[

Czy przyjęte przy konstruowaniu przyszłorocznego budżetu prognozy wzrostu gospodarczego – 4 proc. PKB w tym roku i 3,7 proc. w przyszłym – są aktualne w kontekście szybko pogarszającej się koniunktury za granicą? Niemcy zaliczyły już spadek PKB w II kwartale.

Przyglądamy się temu, co się dzieje na świecie, zwłaszcza w strefie euro, w tym w Niemczech. Nie widać na razie silnego wpływu niemieckiego spowolnienia na polską gospodarkę, bo mamy swoje wewnętrzne silniki wzrostu. Ale siła powiązań między krajami jest duża i rzeczywiście nie należy lekceważyć tego, co się dzieje za Odrą.

Pierwsze niepokojące sygnały chyba już mieliśmy, np. spadek produkcji przemysłowej w czerwcu.

Na podstawie danych z jednego miesiąca nie można wysnuwać daleko idących wniosków. Do tej pory przez wiele miesięcy niemieckie kłopoty, szczególnie w sektorze motoryzacyjnym, nie powodowały problemów w Polsce. Musimy poczekać na kolejne dane, które pozwolą nam odpowiedzieć na pytanie, czy kształtuje się jakiś trend. Chociaż już dane pokazały, że w lipcu produkcja przemysłowa zwiększyła się i zdołała wyhamować spadkową tendencję (jak podał wczoraj GUS, w lipcu produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 5,8 proc. niż rok wcześniej – red.). Skokowa zmiana dynamiki rocznej w ostatnich dwóch miesiącach wynikała bowiem w dużym stopniu z efektów kalendarzowych.

Eksport towarów w czerwcu też spadł.

Nikt nie dyskutuje z tym, że spowolnienie na świecie będzie na nas oddziaływać, zresztą w naszych scenariuszach założyliśmy przecież niższą od ubiegłorocznej dynamikę PKB. Pytanie tylko o skalę tego oddziaływania. Na razie polska gospodarka osiąga dobre wyniki, w II kwartale wzrost wyniósł 0,8 proc. w porównaniu do I kwartału, co jest bardzo obiecującym wynikiem. Żeby mieć większą wiedzę co do tego, czy ucierpimy w wyniku pogorszenia koniunktury na świecie i jeśli tak, to jak bardzo, musimy poczekać do pełnych danych co najmniej za III kwartał. Nie ma więc powodów, by kwestionować przyjęte prognozy wzrostu w tym i przyszłym roku. Najnowsza projekcja NBP, z lipca, wskazuje nawet na jeszcze wyższy wzrost. Dostępne prognozy analityków rynkowych i innych ośrodków prognostycznych także pokazują szybsze od oficjalnych prognoz tempo wzrostu PKB w bieżącym roku, natomiast na 2020 r. konsensus rynkowy jest zbieżny z naszymi prognozami.

To oznacza, że Ministerstwo Finansów napisze przyszłoroczny budżet na ich podstawie. Nie boi się pan, że plan dochodów może być przez to przeszacowany?

Zwracam uwagę, że nie tylko skala spowolnienia może mieć wpływ na budżet – czy też konkretnie na wielkość prognozowanych w nim dochodów – ale też jego charakter. Spadek dynamiki eksportu nie przełoży się bezpośrednio na wielkość wpływów z podatków. Być może częściowo widać by to było w dochodach z CIT i PIT, ale z VAT raczej nie. A jeśli już, to z opóźnieniem.

A jaki może być charakter spowolnienia?

W przypadku pogorszenia koniunktury wynikającego ze spadku popytu za granicą w pierwszej kolejności widać to przede wszystkim w eksporcie. Osłabienie eksportu prowadziłoby do spowolnienia wszystkich pozytywnych procesów na rynku pracy, czyli wzrost wynagrodzeń mógłby być słabszy, a bezrobocie spadałoby wolniej, co w efekcie doprowadziłoby do niższego wzrostu konsumpcji. Ale z drugiej strony dość szybko może zadziałać ewentualne osłabienie złotego, które podtrzyma konkurencyjność eksporterów i zmniejszy atrakcyjność importu, dzięki czemu zyskają krajowi producenci.

O konsumpcję chyba nie musimy się martwić, skoro piątka Kaczyńskiego wesprze ją ok. 40 mld zł.

Wielu ekonomistów zwraca uwagę na to, że wprowadzanie rozwiązań z nowej piątki idealnie zbiegło się w czasie z niekorzystnymi dla nas wydarzeniami na świecie. Jeden z komentatorów nazwał to nawet jednym z najlepiej dopasowanych pakietów stymulacyjnych. Faktycznie, ten impuls wewnętrzny może mieć duże znaczenie dla podtrzymania popytu krajowego, dzięki czemu również firmy przeszłyby łagodnie ciężki okres. Zwracam uwagę, że nie tylko Polska stosuje takie zabiegi, również w Niemczech mamy dyskusję na temat wprowadzenia pakietu fiskalnego.

Z tym, że impuls fiskalny w Niemczech miałby iść w inwestycje związane z ochroną klimatu. U nas niemal w większości idzie w transfery socjalne i nie wszyscy ekonomiści go za to chwalą. Niektórzy mówią, że lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na poprawę jakości usług publicznych, jak oświata i ochrona zdrowia, bo to mogłoby zwiększyć produktywność w przyszłości i stanowiłoby coś w rodzaju inwestycji w trwałość wzrostu PKB.

Ale inwestycje w usługi publiczne następują, np. mamy zaplanowany solidny wzrost płac w całej bud żetówce, w szczególności dla nauczycieli. Podwyżki w oświacie mają nastąpić w drugiej połowie roku, Ministerstwu Finansów udało się znaleźć na ten cel dodatkowy miliard złotych. Inny przykład to wydatki na zdrowie, które przecież rosną zgodnie z ustawą do pułapu 6 proc. PKB. Z pewnością ministrowie zdrowia i edukacji bacznie wczytują się we wszystkie eksperckie propozycje poprawy jakości tych usług. Bo zgadzam się, że to właśnie powinno być rezerwuarem wzrostu gospodarczego w przyszłości, gdyż bezpośrednio przekłada się na jakość kapitału ludzkiego. Choć dużo trudniej to uzyskać, a efekt jest rozłożony w czasie.

Czy w finansach publicznych w najbliższych latach nie będzie jakichś napięć, jeśli jednak spowolnienie będzie głębsze, niż się w tej chwili zakłada? To może zagrozić planowi dochodów, a przestrzeń do cięć wydatków, by utrzymać stabilność, jest bardzo ograniczona, co Ministerstwo Finansów samo przyznaje.

W budżecie rzeczywiście jest dużo wydatków sztywnych, narzuconych ustawami. Wśród elastycznych przeważają nakłady na inwestycje. Pytanie, czy bud żet, w którym można rezygnować z wydatków z dnia na dzień, byłby optymalny. Moim zdaniem lepiej mieć twardą podstawę prawną do wydawania pieniędzy na określony cel. Oczekiwanie, że budżet będzie składał się głównie z wydatków elastycznych, jest nierealne. Lepszy jest obecny system, w którym finanse państwa planuje się na kilka lat, dzięki czemu można dopasowywać stronę wydatkową do wielkości planowanych dochodów.

Co jednak, jeśli gospodarka wyhamuje tak bardzo, że zabraknie pieniędzy nawet na wydatki sztywne?

To nam nie grozi. Pamiętajmy, że zgodnie z wymogami unijnymi nasz deficyt nie może przekroczyć 3 proc. PKB. Przyjęte w APK (aktualizacji programu konwergencji, dokumencie przekazywanym co roku przez rząd Komisji Europejskiej – red.) założenie na przyszły rok to uzyskanie 1,6 proc. deficytu strukturalnego. Żeby w ogóle zbliżyć się do 3-proc. limitu deficytu to ‒ biorąc pod uwagę siłę reakcji sektora fiskalnego na zmiany dynamiki PKB obliczaną przez ekspertów Komisji Europejskiej ‒ nasza gospodarka musiałaby się skurczyć, czyli dynamika PKB spaść wyraźnie poniżej 0 proc. To mało prawdopodobny scenariusz. Z tych wyliczeń wynika, że jesteśmy dobrze przygotowani do turbulencji w światowej gospodarce i to mimo dodatkowych wydatków związanych z nową piątką.

Oprócz wymogów unijnych obowiązuje nas jeszcze własna reguła wydatkowa, przez którą rząd nie może sobie dowolnie ustalać, ile wyda pieniędzy. Reguła chyba bardziej wiąże ręce niż kryteria fiskalne UE.

Budżet na 2020 r. będzie zgodny z regułą wydatkową. A to właśnie przyszły rok będzie dla nas największym wyzwaniem. Poradziliśmy sobie z tym, bo znaleźliśmy dodatkowe źródła finansowania. Pokazaliśmy część z nich w aktualizacji programu konwergencji. Jest to szereg działań, w szczególności w zakresie ściągalności podatków i składek, jak również jednorazowych, wśród których najważniejsze to opłata przekształceniowa w związku z zamianą OFE na IKE.

Jednak niektórych rozwiązań zapowiedzianych w aktualizacji programu konwergencji – jak np. test przedsiębiorcy – nie będzie. To ponad miliard złotych. Jak MF uzupełniło te luki w projekcie budżetu?

Kluczem jest poprawa ściągalności podatków. Może wpływy z VAT już nie rosną tak dynamicznie jak w 2017 r., ale uzyskany pułap dochodów jest już stały. A mamy w planach wprowadzenie takich rozwiązań, jak rozszerzenie zakresu pakietu SENT, obowiązkowy split payment, uruchomienie wirtualnych kas fiskalnych, rozwijać będziemy STIR, czyli system przeciwdziałający wykorzystywaniu banków do przestępstw skarbowych. Trwałe podniesienie dochodów jest dla nas ważniejsze niż wpływy jednorazowe w rodzaju opłaty przekształceniowej. Warto pamiętać, że dochody jednorazowe pozwalają na wzrost limitu wydatków w ramach reguły, ale jeśli ich zabraknie w roku kolejnym, to ten limit musi być odpowiednio zmniejszony.

Z tego wynika, że piątka Kaczyńskiego zmieści się w regule wydatkowej w roku 2020, może w 2021. Bo wtedy wpłynie 19,3 mld zł opłaty przekształceniowej, której zabraknie w kolejnych latach. Może warto przyznać, że przed nami debata o nowym kształcie reguły?

Reguła wydatkowa jest bardzo istotnym elementem planowania budżetowego. To kotwica, która uniemożliwia dobrowolne kształtowanie limitu wydatków. Polityka fiskalna będzie prowadzona tak, by pogodzić potrzeby społeczne z wymogami reguły.

]]

Dobry start Total Casino. Jedyne legalne kasyno internetowe ma znakomite wyniki

Aug 21 2019
<![CDATA[

"Od początku roku osiągnęliśmy poziom sprzedaży na poziomie 5,2 mld zł" - powiedział w środę PAP Cieślik.

Przypomniał, że w ubiegłym roku TS uzyskał ponad 6 mld zł ze sprzedaży wszystkich oferowanych przez spółkę produktów.

Spółka na środowej konferencji prasowej poinformowała o wynikach kasyna internetowego Total Casino. Na początku grudnia 2018 r. Totalizator Sportowy ogłosił wejście spółki na rynek e-commerce. Jednym z uruchomionych w tym czasie platform online było jedyne legalne kasyno internetowe - Total Casino.

"Wdrożenie kasyna internetowego było ogromnym wyzwaniem oraz ważnym krokiem w realizacji planów Totalizatora Sportowego związanych z wejściem w nowe obszary rynku. Po kilku miesiącach działalności w tym segmencie widzimy, że zarówno zainteresowanie graczy, jak i wyniki finansowe, w tym wpływy do budżetu państwa, nie tylko spełniły nasze oczekiwania, ale są lepsze niż zakładaliśmy" - powiedział na konferencji Cieślik.

Poinformował, że od grudnia 2018 roku, dzięki działalności legalnego kasyna internetowego w Polsce, Totalizator Sportowy przekazał do budżetu państwa ponad 48 mln zł. Suma wniesionych stawek w tym okresie przekroczyła 2,3 mld zł, a ponad 2,2 mld zł wróciło do graczy w postaci wygranych, od których nie muszą płacić podatku.

"Wartości, czyli 2 mld 300 mln zł, które po ośmiu miesiącach wygenerował Total Casino, przekroczyły bardzo mocno nasze oczekiwania. Co powoduje, że z kanału sprzedaży on-line uzyskujemy poziom 40 proc. sprzedaży" - powiedział.

Platforma oferuje ponad 100 tytułów, możliwość gry przez aplikację mobilną oraz różnorodne metody płatności. W tej chwili kasyno internetowe Totalizatora Sportowego ma ponad 64 tys. klientów.

Z danych spółki wynika, że klientami kasyna internetowego są przede wszystkim osoby, które miały już wcześniej do czynienia z tym segmentem rynku. Większość stanowią mężczyźni i ludzie młodzi. Średni depozyt gracza to 120 zł, a średnia wypłata to ponad 526 zł.

Prezes przekazał, że spółka rozwija sieć naziemną tradycyjną, jak i nowe obszary, co będzie powodować też wzrosty sprzedażowe. "Będziemy dbali o to, żeby przekroczyć ten trend rynkowy, w którym świat on-line jest na poziomie 11-12 proc. Będziemy chcieli być przynajmniej parę kroków do przodu" - powiedział PAP Cieślik. Dodał, że spółka w ciągu dwóch lat przewiduje podwojenie wyniku sprzedażowego.

TS rozpoczął realizację wdrożenia kasyna internetowego po nowelizacji ustawy o grach hazardowych, która spowodowała objęcie tego obszaru rynku monopolem państwa. W tym celu spółka nawiązała współpracę z konsorcjum Playtech Services oraz Playtech Software. W ofercie Total Casino znajduję się kilkadziesiąt gier, w tym m.in. karciane i ruletka.

Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO, jest spółką Skarbu Państwa.

]]

Polski biznes potrzebuje zastrzyku B+R

Aug 21 2019
<![CDATA[

Ostatnie lata w polskiej gospodarce to festiwal rosnącej aktywności w sferze badań i rozwoju. Wygląda na to, że udział wydatków B+R na poziomie ponad 1 proc. PKB będzie początkiem trendu wzrostowego. Przez ostatnią dekadę udało się zbudować szkielet ekosystemu B+R – w jego skład wchodzą liczne i wymierne granty, ulgi oraz zachęty, oferowane przez sektor publiczny. Biznes potrafi z nich korzystać – tylko w 2018 r. w programie NCBR „Szybka Ścieżka”, najpopularniejszym wśród przedsiębiorców źródle finansowania nowatorskich projektów, zgłoszono 1200 wniosków na łączną kwotę ponad 9,5 mld zł.

Jednak stan obecny w dziedzinie wkładu B+R w polską gospodarkę musimy traktować jako etap, a nie finisz. Hurraoptymizm studzą bowiem twarde liczby: nasza strata do czołówki wyścigu jest wciąż ogromna. Sięgając do danych Banku Światowego, widzimy jak na dłoni, że w udziale wydatków na B+R w PKB wciąż bardzo daleko nam do takich gospodarek jak Niemcy, Francja, Korea Południowa, Japonia czy Stany Zjednoczone. Polska jest wyraźnie poniżej unijnej średniej (2 proc.) i daleko za Niemcami (ponad 3 proc.) czy USA (2,8 proc.) i grupą kilkudziesięciu innych państw. Co więcej, wyprzedzają nas także (i to dość wyraźnie) m.in. Czesi czy Estończycy.

Dlaczego badania i rozwój są tak istotną częścią nowoczesnej gospodarki? Bo za suchymi liczbami kryje się tu przepis na długoterminowe prosperity, osadzone na nader mocnych fundamentach. Przekonanie o tym płynie z wielu badań i analiz – dość powiedzieć, że Paul Romer, laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii z 2018 r., dostał to wyróżnienie za dowiedzenie faktu, że B+R stały się kluczowym składnikiem sukcesu poszczególnych gospodarek. W dzisiejszych realiach tego typu działania postrzegane są jako paliwo rakietowe dla narodowych ekonomii. Jak działa ten mechanizm, udowadniają firmy z nowej, technologicznej fali, napędzające swój wzrost właśnie efektami prac B+R i jednocześnie gwałtownie zwiększające swoją wartość w oczach inwestorów. Alphabet (Google) czy Facebook w sprawozdaniach finansowych wykazują, że niemal od 15 do 20 proc. swoich przychodów ze sprzedaży inwestują właśnie w prace badawczo-rozwojowe.

Nawiązanie do firm i zarazem krajowych liderów nie jest tu przypadkowe. Choć od lat w kwestii B+R oczy firm działających w Polsce zwrócone są najczęściej na NCBR, to warto powiedzieć jasno: instytucje państwowe nie są w tym przypadku remedium na wszystkie bolączki czy potrzeby i nie mogą do takiej roli aspirować. Widmo pułapki średniego dochodu nie zniknie znad naszych głów dzięki zalewowi publicznych grantów. Możemy się cieszyć z obecności w Polsce np. największej na świecie (po rozbudowie), supernowoczesnej fabryki ogniw bateryjnych, ale jednocześnie nie możemy nie zadać pytania o to, dlaczego takowe ogniwa niemieckie fabryki eksportują w cenie dwukrotnie wyższej niż polskie zakłady. Pewne jest to, że same publiczne granty – choć kluczowe we wczesnej fazie rozwoju projektów – nie wystarczą, by machina zwana Polską innowacyjną napędzała się samoistnie z roku na rok. Taka fala finansowania wspartego środkami unijnymi może się w najbliższym czasie nie powtórzyć, a jeśli się powtórzy – warto być na nią jeszcze lepiej przygotowanym. Nadchodzi czas na to, by także prywatny biznes aktywniej włączył się we współtworzenie koncepcji kofinansowania B+R.

Około 46 proc. – taki jest udział polskich firm w ogólnej sumie wydatków na B+R w Polsce według wyliczeń Instytutu Statystycznego UNESCO. W krajach, w których machina innowacji pędzi pełną parą, udział prywatnego sektora w B+R sięga między 60 (np. Francja) a nawet 80 proc. (Korea Płd., Izrael, Japonia). Na otwartym rynku oznacza to, że przedsiębiorcy z innych krajów inwestują krocie w długoterminowe przewagi technologiczne i zamierzają je wykorzystywać, także konkurując na rynku polskim. Zatem warto, by już dziś polski biznes, korzystając z prosperity i dostępnych narzędzi, podniósł sobie poprzeczkę w kwestii inwestycji w badania i rozwój, docelowo mierząc się z wyzwaniem rzuconym przez zachodnie firmy. W innym przypadku z ambicji bycia europejskim tygrysem zostanie nam wspomnienie niewykorzystanych szans. 

]]