Informacje prasowe

GP/BIZNES

Nadchodzi Plastic Tax! Co jego wprowadzenie oznacza dla producentów opakowań i konsumentów?

Sep 21 2020
<![CDATA[

Ceny za odbiór i utylizację odpadów od kilku lat systematycznie idą w górę. Jednocześnie, w związku z rosnącą konsumpcją, w gospodarstwach domowych wytwarzanych jest coraz więcej śmieci, w tym tych trudnych lub niemożliwych do przetworzenia.  Problem ten dotyczy także Polski. Wystarczy przypomnieć sobie pożar, do którego doszło chociażby dwa lata temu w Zgierzu. Jednak podobnych tajemniczych „samozapłonów” było w ostatnim czasie więcej.

    Dziś najwięcej odpadów produkują kraje wysoko rozwinięte, w efekcie kłopotliwe zużyte opakowania, w tym butelki, opony, folie itp. trafiają do innych, biedniejszych krajów. Pilnie potrzeba więc regulacji, które może nie zminimalizują od razu ilości odpadów (cały czas trzeba pracować nad świadomością społeczną dotyczącą odpowiedzialnej konsumpcji), ponieważ rozwoju cywilizacyjnego nie da się zatrzymać, ale sprawią, że coraz większą ich ilość – w tym tych najbardziej uciążliwych z tworzyw sztucznych – będzie można przetworzyć i ponownie wykorzystać. Według danych Eurostatu za 2017 rok, w Unii Europejskiej blisko 42% odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych poddano recyklingowi. W Polsce było to niecałe 35%. Mimo że z roku na rok ten udział procentowo się zwiększa, nadal większość takich odpadów trafia na składowiska bądź do spalarni.

Regulacje ograniczające zaśmiecanie planety

Od lipca przyszłego roku kraje członkowskie mają wdrożyć tzw. Dyrektywę Plastikową, wprowadzającą zakaz sprzedaży i używania często stosowanych plastikowych produktów jednorazowego użytku, jak słomki, kubki czy sztućce. Wiele firm, w tym sieci fastfoodowych, już dziś się z nich wycofuje. Ale Dyrektywa Plastikowa ma wytyczać tak naprawdę nowe trendy. Chodzi o to, aby uszkodzone urządzenia, w których znajdują się elementy z tworzyw sztucznych były naprawiane, a butelki czy puszki trafiały do skupu, były myte i ponownie wykorzystywane.

    Jeszcze wcześniej, bo już od 1 stycznia przyszłego roku, ma zacząć obowiązywać tzw. Plastic Tax. Chodzi o to, aby producent zapewnił recykling swoich tworzyw sztucznych. W przeciwnym razie zapłaci od nich podatek. Ma to skłonić firmy do dbałości zarówno o półprodukty wykorzystywane do produkcji opakowań, jak i produkt końcowy, Podatek od plastiku został uchwalony przez Radę Europy Unii Europejskiej w lipcu tego roku. Za jego przyjęciem opowiedziała się większość państw członkowskich, w tym Polska. Wpływy z podatku mają zasilić budżet UE, nadszarpnięty wydatkami z tytułu COVID-19 oraz zostać przeznaczone na odbudowę Europy po pandemii. Nowy podatek ma objąć plastik, wykorzystywany do produkcji opakowań z tworzyw sztucznych, który nie zostanie poddany recyklingowi. Za każdy kilogram takiego nieprzetwarzalnego surowca trzeba będzie odprowadzić 80 centów. Do planów Unii odniósł się Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych. PZPTS uważa, że rozwiązanie to dyskryminuje kraje o niższym poziomie recyklingu, w tym Polskę. Dodaje, że wystarczająco dużym wyzwaniem dla branży są dyrektywy unijne, zobowiązujące kraje członkowskie do wprowadzenia do 2030 wyłącznie opakowań, które po wykorzystaniu będzie można poddać recyklingowi. Związek stoi na stanowisku, że kolejna restrykcja zaowocuje wprowadzaniem na rynek innych opakowań, które wprawdzie będzie można przetworzyć, ale które będą też miały wyższy ślad środowiskowy niż tworzywa sztuczne. W efekcie spowoduje to efekt odwrotny od zamierzonego, negatywnie wpływając na nasze otoczenie. PZPTS szacuje, że wprowadzenie Plastic Tax spowoduje wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych od 30% do nawet 100%. Czy te obawy i prognozy rzeczywiście są uzasadnione?

Co wprowadzenie podatku od plastiku oznacza dla konsumentów?

Jeśli wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych rzeczywiście będzie tak gwałtowny jak prognozuje PZPTS należy spodziewać się, że ich wyższe ceny producenci żywności i nie tylko będą – przynajmniej w początkowej fazie – starali się przerzucić na konsumentów. Jednocześnie zaczną też wprowadzać na rynek zastępcze opakowania, które będzie można w całości przetworzyć. Sami konsumenci też będą mogli wybierać między opakowaniami, których nie da się poddać recyklingowi, a nadającymi się do ponownego wykorzystania. Duże znaczenie będzie miała tu edukacja w zakresie segregacji oraz kształtowanie postaw proekologicznych. Takie działania już są podejmowane. Głównie inicjują je gminy, na których barkach spoczywa dziś obowiązek odbioru i zagospodarowania odpadów. Nie jest jednak wykluczone, że z czasem coraz więcej proekologicznych kampanii będą prowadzić także firmy z różnych branż, wykorzystujące opakowania z tworzyw sztucznych i nie tylko. Wprowadzane przez nie rozwiązania mogą bowiem coraz częściej przekładać się na wybory klientów. Ważny będzie już nie tylko sam produkt, ale na znaczeniu będzie zyskiwał także materiał, w który został opakowany.

    Aby wprowadzenie w życie Plastic Tax dało pozytywne efekty, potrzebne jest stabilne prawo. Odnosząc się do planów Unii Europejskiej, Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych zgłosił szereg wątpliwości, które – jak twierdzi – powinny doczekać się klarownej interpretacji. Zaznaczył, że trzeba zacząć od stworzenia spójnej definicji opakowania z tworzywa sztucznego, aby było wiadomo, co tak naprawdę się do niego zalicza. Podniósł też kwestię preferencji dla przedsiębiorców, którzy zdecydują się wspierać rynek recyklingu. PZPTS proponuje stworzyć rejestr opakowań służących higienie i zabezpieczających żywność, które będą wyłączone z Plastic Tax. Podobnie zresztą jak torby na zakupy, od których pobierana jest już wysoka opłata recyklingowa. Postuluje też wprowadzenie okresów przejściowych dla planowanej regulacji, argumentując że w tak krótkim czasie przedsiębiorcy nie zdążą dostosować się do nowych wymogów. Propozycje te wydają się rozsądne.

    Uwagi do nowego podatku mają również organizacje odzysku opakowań. Zdaniem firmy Interseroh powinien on dotyczyć wyłącznie tworzyw, które są trudne lub niemożliwe do recyklingu, a nie - jak w obecnym kształcie - materiałów, które nie zostaną poddane recyklingowi.Mimo że podatek od plastiku budzi dziś sporo kontrowersji, wielu ekspertów jest zdania, że nowe przepisy, wyglądające na pierwszy rzut oka na restrykcyjne, mogą w dłuższej perspektywie okazać się korzystne dla wszystkich uczestników rynku, wyeliminować z obiegu „brudny” plastik i podnieść świadomość ekologiczną.

Najwyższa pora postawić na ekologiczne opakowania

Obecna polityka Unii Europejskiej zmierza do tego, aby skłonić producentów opakowań z tworzyw sztucznych do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje produkty. W zależności od ich właściwości, a konkretnie możliwości przetworzenia i zawartości niebezpiecznych substancji, będą oni ponosili zróżnicowane opłaty recyklingowe. Im opakowanie będzie mniej przyjazne dla środowiska, tym obciążenie producenta, który je wytworzył będzie wyższe. Za najbardziej problematyczne opakowania uchodzą obecnie takie, które zostały źle zaprojektowane, co utrudnia ich właściwą klasyfikację podczas sortowania, jak również wykonane z różnych materiałów, przez co trudno je zarówno właściwie posegregować, jak i podzielić potem na różne frakcje (np. pokryte aluminium torebki na przekąski). Dlatego szczególnie ważne jest dziś wykonanie właściwego, przyjaznego środowisku opakowania. Na rynku są firmy, które nie tylko profesjonalnie się tym zajmują, ale także opiniują gotowe opakowania oceniając, czy łatwo poddać je recyklingowi. Na życzenie klienta sugerowane są odpowiednie materiały oraz udzielane porady projektowe. Po przebadaniu prototypu opakowania klient otrzymuje raport zawierający ocenę jego potencjału recyklingowego oraz sugestie ewentualnych zmian. Minimalizuje to konieczność ponoszenia dodatkowych opłat.

Firma Interseroh aktywowała jakiś czas temu usługę Made for recycling. Na czym ona polega? - Chodzi o to, aby zawczasu wyjść naprzeciw problemowi recyklingu – wyjaśnia Paweł Lesiak, członek zarządu firmy Interseroh. - Proponujemy klientowi kompleksową ocenę opakowania pod kątem jego przydatności do ponownego przetworzenia. Najpierw poznajemy dane opakowanie i kierujemy je na badania laboratoryjne, mające ocenić jego potencjał recyklingowy w skali od 1 do 20. Jeśli opakowanie nie otrzyma wystarczającej liczby punktów (od 16 wzwyż), wskazujemy możliwe zmiany w jego projekcie. Oczywiście zmiany te nie mogą przyczynić się do skrócenia trwałości produktu. Przemyślany, ekologiczny projekt opakowania jest tu bardzo ważny, bo pozwala osiągnąć satysfakcjonujący poziom recyklingu – podkreśla Paweł Lesiak.

Jednocześnie zarówno wielu producentów opakowań, jak i konsumentów zadaje sobie pytanie, jak będą wyglądały ekologiczne opakowania w przyszłości. Odzyskiwanie surowców wtórnych z raz użytych opakowań wydaje się jedynie rozwiązaniem przejściowym, gdyż sam proces odzysku powoduje emisję do atmosfery dwutlenku węgla. Dlatego cały czas trwają prace nad opakowaniami biodegradowalnymi, które w przyszłości zastąpią plastik. Pod uwagę brane są różne koncepcje. Jedną z nich jest materiał zwany shrilkiem, który bardzo przypomina folię. Różnica polega na tym, że jest wykonany z naturalnej chityny oraz związków białka pochodzących z jedwabiu.

Ważna rola organizacji odzysku opakowań

Wiele firm ma dziś problemy z recyklingiem odpadów opakowaniowych i ciągle zmieniającymi się w tym zakresie przepisami. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest nawiązanie współpracy z jedną z Organizacji Odzysku Opakowań. Firmy takie oferują zwykle szeroki wachlarz usług w zakresie ich przetwarzania i utylizacji (ReCycle). Ale to nie wszystko, podejmują też działania zapobiegające powstawaniu odpadów (ReDuce), tworzą koncepcje dotyczące ponownego ich wykorzystania (ReUse), zarządzają wszystkimi siedzibami i filiami firmy pod kątem właściwego zagospodarowania „trudnych” śmieci (ReThink).

    Przedsiębiorca wprowadzający produkty w opakowaniach lub opakowania na polski rynek, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musi spełnić szereg wymogów dotyczących ich odzysku i recyklingu. Może zająć się tym we własnym zakresie, co jest dosyć kłopotliwe ze względu na dynamicznie zmieniające się przepisy lub odsunąć od siebie ten obowiązek, uiszczając opłatę marszałkowską, co jest z kolei bardzo kosztowne. Najlepszym, ale też najtańszym rozwiązaniem wydaje się nawiązanie współpracy z organizacją odzysku. Dzięki temu firma oszczędza pieniądze, które musiałaby przeznaczyć na opłatę marszałkowską, ma porządek w dokumentach i sprawozdaniach, niższe koszty związane ze sprawnym zarządzaniem odpadami oraz poczucie, że jej działania nie szkodzą środowisku naturalnemu. Profesjonalne Organizacje Odzysku Opakowań, na czele z Interseroh, biorą na siebie również wymagane przez prawo kampanie edukacyjne, pomagając budować ekologiczny wizerunek firmy. Edukacja taka obejmuje zarówno pracowników przedsiębiorstwa, działania w przestrzeni publicznej (np. sadzenie drzew) czy tworzenie dedykowanych rozwiązań ekologicznych.

    Dziś bardzo duża ilość plastiku poddawanego recyklingowi pochodzi z selektywnej zbiórki dokonywanej w gospodarstwach domowych. Właściwa segregacja śmieci usprawnia więc siłą rzeczy proces recyklingu i sprawia, że może on być pełniejszy. Ale to wciąż zbyt mało. Recykling musi stać się w przyszłości opłacalny. Do tego stopnia, aby płynące z niego profity przewyższyły koszty wprowadzanych przez poszczególne państwa czy Unię Europejską ekologicznych obostrzeń i rygorów. 

Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań SA

]]

YouTube i Facebook już nie będą uprzywilejowane przez sieci komórkowe

Sep 21 2020
<![CDATA[

Ubiegłotygodniowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest pierwszym, w którym dokonano wykładni rozporządzenia gwarantującego neutralność internetu. Za niedozwolone uznano w nim oferty operatorów telekomunikacyjnych, które pozwalają korzystać bez limitu z wybranych serwisów (np. społecznościowych, muzycznych czy wideo) po wyczerpaniu wykupionego pakietu danych, co zazwyczaj wiąże się z tym, że dostęp do pozostałych usług znacząco spowalnia.

Na ile wyrok ten będzie miał wpływ na polski rynek? Trudno w tej chwili przesądzać. Większość operatorów sprzedaje pakiety reklamowane jako „no limit”. Orange ma usługę Social Pass nastawioną na użytkowników często korzystających z mediów społecznościowych. Używając aplikacji takich jak Facebook, Messenger, Instagram czy Twitter nie wyczerpują oni swego pakietu danych. Operator zapewnia jednak, że działa zgodnie z prawem unijnym.

– W Orange Polska od początku przyjęliśmy zasadę, że ruch w naszych usługach typu Social Pass czy Video Pass nie może być realizowany, jeśli klient wyczerpał podstawowy pakiet danych. Uważamy, że takie rozwiązania nie naruszają zasady neutralności internetu – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy operatora.

Na czym polega różnica? Na tym, że w ramach wspomnianych pakietów użytkownicy nie wykorzystują wykupionego limitu danych, oglądając filmy na YouTubie czy przeglądając Facebooka. Gdy już jednak wspomniany limit wykorzystają, to usługa ta przestaje działać.

Zgadzają się z tym zapytani przez nas prawnicy.

– Zgodnie z wyrokiem TSUE operatorzy nadal mogą oferować oferty typu „zero rating” pod warunkiem, że usługi lub aplikacje objęte „stawką zerową” także będą spowolnione lub blokowane po wyczerpaniu ogólnej puli danych przysługujących danemu użytkownikowi – wyjaśnia Marcin Alberski, członek międzynarodowego zespołu Tech & Comms w polskim biurze Bird & Bird.

– Trybunał orzekł jedynie o zakazie ofert, w których użytkownicy mogliby bez ograniczeń korzystać z usług lub aplikacji objętych „stawką zerową” już po wyczerpaniu ilości danych przysługujących użytkownikowi – doprecyzowuje.

Oferty do prześwietlenia

Także inni polscy operatorzy oferują pakiety „zero rating”. W T-Mobile można wykupić chociażby Supernet Video, który oferuje poza pakietem serwisy takie jak YouTube, Netflix czy Player. Klienci Plusa mogą liczyć na nielimitowany transfer podczas oglądania filmów w serwisie Ipla i słuchania muzyki w Plus Music. Jak ci operatorzy oceniają wyrok TSUE i zgodność z nim swych ofert?

– Analizujemy wspomniany wyrok w kontekście oferowanych przez nas usług oraz dalszego kształtowania oferty – odpisał DGP Arkadiusz Majewski z Plusa. T-Mobile nie odpowiedziało na nasze pytania.

Na pewno wszystkie telekomy muszą liczyć się z tym, że ich oferty zostaną prześwietlone.

„Rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE zgodnie z prawem unijnym ma wiążący charakter i wykładnia przepisów zaprezentowana w tym orzeczeniu wiąże również prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej” – odpisał na nasze pytania Wydział Komunikacji UKE. Zaznaczył przy tym, że ocena zgodności poszczególnych wzorców umownych i praktyk handlowych może być dokonana wyłącznie w toku kontroli lub postępowania administracyjnego.

Kontrolę, przynajmniej teoretycznie, może też przeprowadzić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Praktyki takie mogą zostać uznane za naruszające zbiorowe interesy konsumentów, co grozi przedsiębiorcom karą pieniężną do 10 proc. obrotu rocznego. Poza tym UOKiK często ulega pokusie stosowania wobec operatorów rekompensaty publicznej (nakładając dodatkowe obowiązki finansowe bezpośrednio na rzecz konsumentów), co zwiększa ryzyko – wylicza Krzysztof Witek, adwokat współpracujący z kancelarią Affre i Wspólnicy.

– Poza tym prezes UOKiK może też nałożyć dodatkową karę finansową na osobę zarządzającą przedsiębiorstwem, która umyślnie dopuściła do naruszenia zakazu stosowania zbiorowych interesów konsumentów. Na marginesie, można się zastanowić, czy porozumienia operatorów z dostawcami poszczególnych aplikacji nie zachęcą UOKiK do zbadania także ich wpływu na konkurencję na rynku. To z kolei mogłoby grozić dalszymi postępowaniami – dodaje.

Dyskryminacja usługodawców

Wyrok TSUE dotyczy węgierskiego operatora Telenor Magyarország. W jednym z pakietów oferował on 1 GB danych do wykorzystania w dowolny sposób. Po przekroczeniu tego limitu internet znacząco spowalniał. Nie dotyczyło to jednak wybranych aplikacji służących do przeglądania sieci społecznościowych i wysyłania wiadomości. Z nich można było korzystać bez ograniczeń. Inny pakiet, którego dotyczy druga sprawa, pozwalał bez ograniczeń korzystać z usług wybranych aplikacji muzycznych. Węgierski krajowy urząd ds. mediów i komunikacji (Nemzeti Média- és Hírközlési Hatóság Hivatala) uznał praktyki operatora za sprzeczne z prawem unijnym i nakazał ich zaprzestania. Sąd, do którego odwołał się Telenor, postanowił zaś skierować wniosek prejudycjalny do TSUE.

Kluczowe dla rozstrzygnięcia tych spraw było rozporządzenie 2015/2120 ustanawiające środki dotyczące dostępu do otwartego internetu (patrz: ramka). Artykuł 3 ust. 2 zakazuje ograniczać prawa użytkowników końcowych w zawieranych z nimi umowach. Z kolei ust. 3 nakazuje operatorom traktować wszystkie transmisje danych równo, bez dyskryminacji i ograniczania.

Zdaniem trybunału pojęcie użytkowników końcowych odnosi się zarówno do abonentów, jak i do dostawców treści oraz aplikacji. Ci również, zgodnie z rozporządzeniem, nie mogą być dyskryminowani.

– W dużym uproszczeniu trybunał twierdzi, że jeśli środki zarządzania ruchem polegają na tym, że część aplikacji nie zużywa transferu danych z pakietu, a pozostałe zużywają i po osiągnięciu limitu te pozostałe są spowalniane, to te aplikacje są dyskryminowane – wyjaśnia Krzysztof Witek.

Zdaniem TSUE efekt może być taki, że abonenci częściej korzystają z serwisów „no limit” niż z tych, które zaczynają spowalniać. Narusza to zasadę neutralności internetu.

orzecznictwo

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 15 września 2020 r. w sprawach połączonych C-807/18 i C-39/19.

]]

Brexit. Czy przyjmując ustawę o rynku wewnętrznym Wielka Brytania łamie prawo międzynarodowe?

Sep 18 2020
<![CDATA[

W mijającym tygodniu Izba Gmin wstępnie poparła projekt tzw. ustawy o rynku wewnętrznym. Teraz został on skierowany do dalszych prac w komisjach. Kontrowersje budzą zapisy dokumentu, pozwalające unieważnić niektóre kwestie dotyczące Irlandii Północnej, które już znalazły się w umowie wyjściowej, wcześniej podpisanej przez Wielką Brytanie i Unię Europejską.

Porozumienie wyjściowe obowiązuje od 1 lutego br., czyli od momentu, kiedy Zjednoczone Królestwo formalnie opuściło UE i zaczął się okres przejściowy. Na mocy prawa międzynarodowego sygnatariusze umowy (tj. Wielka Brytania i Unia Europejska) nie mogą w sposób jednostronny odstąpić od porozumienia, ignorować lub zmieniać przepisy, bowiem jest to niezgodne z regulacjami międzynarodowymi.

Izba Gmin uważa, że „nowe prawo brexitowe” jest „rozsądną opcją awaryjną” w przypadku zerwania negocjacji z Unią. Posłowie twierdzą, iż zapisy, które się znalazły w umowie wyjściowej zagrażają integralności Wielkiej Brytanii, a nowa ustawa o rynku wewnętrznym stanowi ochronę Porozumienia Wielkopiątkowego. Jest też gwarancją pokoju i stabilności na obu wyspach.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że to właśnie premier Johnson w październiku ubiegłego roku wynegocjował taką a nie inną umowę, zgodził się na powstanie granicy na Morzu Irlandzkim, podpisał porozumienie wyjściowe i w trakcie niekończących się negocjacji brexitowych uznał, że przepisy dotyczące Irlandii Północnej są niezgodne z prawem krajowym.

Wygląda jednak na to, że Boris Johnson trzyma się ducha mainstreamowego populizmu i testuje ile brytyjskiemu rządowi wolno na arenie międzynarodowej, po to, by utrzymać swoją pozycję na arenie krajowej. Nie należy również wykluczać faktu, że obecne zachowanie Westminsteru jest kolejną taktyką negocjacyjną, która mogłaby przyspieszyć rozmowy miedzy Londynem a Brukselą w sprawie przyszłej umowy handlowej.

Jak tłumaczy gazetaprawna.pl dr Paweł Kowalski z Wydziału Prawa SWPS w Warszawie, każde działanie, do którego będzie prowadził brytyjski premier, będzie naruszeniem prawa międzynarodowego, ponieważ podpisana wcześniej przez Johnsona umowa jest wiążącym aktem prawnym dla jego państwa.

- Prawo krajowe nie powinno dopuścić do zawarcia umowy międzynarodowej, która byłaby niezgodna z porządkiem prawnym danego państwa. Jeżeli już do tego dojdzie, to są zasady w ramach prawa międzynarodowego, gdzie jest jasno powiedziane, że to prawo międzynarodowe jest ponad prawem krajowym. Innymi słowy, podpisana umowa dwustronna lub wielostronna jest nad prawem krajowym. Fakt, że premier dopiero teraz się zorientował, iż podpisany dokument jest niezgodny z prawem krajowym, nie ma żadnego znaczenia. Bilateralne porozumienie obowiązuje, a więc jeżeli dojdzie do przyjęcia tzw. ustawy o rynku wewnętrznym, będziemy mieli do czynienia ze złamaniem prawa międzynarodowego – tłumaczy dr Paweł Kowalski.

W swoim orędziu w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen odniosła się do kwestii brexitu i kontrowersyjnej ustawy, której projekt wstępnie został przyjęty przez Izbę Gmin. Szefowa KE przetoczyła wypowiedź Margaret Thatcher, mówiąc, że to, co było aktualne kiedyś, jest jak najbardziej aktualne teraz: „Wielka Brytania nie łamie postanowień traktatów. Byłoby to złe dla Wielkiej Brytanii, dla stosunków z resztą świata i dla każdego przyszłego traktatu handlowego”.

- Państwo, od którego uczyliśmy się dyplomacji, kończy negocjacje brexitowe jako kraj o totalnym upadku dyplomacji. Bardzo to przykre – podsumowuje dr Paweł Kowalski z SWPS.

]]

Rząd szuka nowych źródeł dochodu na przyszły rok

Sep 17 2020
<![CDATA[

Niemal pewnym źródłem dodatkowych dochodów będzie podatek od sprzedaży detalicznej. Ministerstwo Finansów wpisało 1,5 mld zł wpływów z tego tytułu do planu na 2021 r. Źródło jest „niemal” pewne, bo Polska nadal czeka na rozstrzygnięcie sporu, jaki toczy w tej sprawie z Komisją Europejską. Na razie rząd wygrał pierwsze starcie; w maju 2019 r. Sąd UE zakwestionował decyzję KE, która uznała podatek za niedopuszczalną pomoc publiczną dla wybranych podmiotów z sektora handlu detalicznego. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE i teraz czekamy na jego rozstrzygnięcie. Formalnie pobór podatku jest zawieszony do końca roku. Ale MF jest dobrej myśli ze względu na precedens, jakim była wygrana Węgier w podobnej sprawie.

Resort jest już ostrożniejszy w sprawie dalszych zmian w otwartych funduszach emerytalnych. Rząd, co zadeklarował już premier Mateusz Morawiecki, jest zdeterminowany, by zrealizować projekt zakładający przekształcenie OFE w prywatne indywidualne konta emerytalne. Przy przeniesieniu aktywów z OFE do IKE rząd miałby pobierać opłatę w wysokości 15 proc. wartości tych aktywów, która miałaby trafić do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Choć pieniądze nie trafiłyby bezpośrednio do budżetu, to jednak miałyby wpływ na jego kształt, bo dzięki dodatkowym przychodom FUS można zmniejszyć budżetową dotację dla niego. Rząd szacował przed pandemią, że już w tym roku uzyska z opłaty 13 mld zł. Ale po wybuchu kryzysu reforma została zawieszona. MF nie wpisało żadnych wpływów z opłaty przekształceniowej do budżetu na 2021 r., choć po cichu liczy na to, że ją uzyska.

Dużo kontrowersji budzi pomysł obłożenia podatkiem CIT spółek komandytowych. Dziś spółka komandytowa nie musi płacić podatku dochodowego od osób prawnych, bo nie jest taką osobą. Ale według MF ta specyfika była wykorzystywana do optymalizacji podatkowej, o czym może świadczyć duży wzrost liczby takich spółek w ostatnich latach. Z analiz Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że ten rodzaj formy prawnej był wykorzystywany do transferu zysków do rajów podatkowych. Sprzeciw wobec nakładania CIT na spółki komandytowe zgłaszają organizacje przedsiębiorców i rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw. Według niego może się to skończyć podwójnym opodatkowaniem takich spółek, bo daninę raz płaciliby komandytariusze i komplementariusze (wspólnicy), a drugi raz sama spółka.

Likwidacja zbiegów świadczeń, czyli pełne oskładkowanie umów-zleceń, to z kolei pomysł, który od kilku lat czeka w szufladzie. – Prace trwają – potwierdza nam urzędnik KPRM. O powrocie do tej koncepcji napisał niedawno portal Money.pl. W Aktualizacji Planu Konwergencji na 2019 r. szacowano, że wprowadzenie tej zmiany ma zwiększyć wpływy do ZUS o 3,1 mld zł, a w całym systemie finansów publicznych o 2,5 mld zł. Dziś z jednej strony obowiązuje limit opłacania składki na umowę-zlecenie przynajmniej do wysokości minimalnego wynagrodzenia, a z drugiej – zasada, że jeśli pracownik łączy etat z umową-zleceniem dla innego pracodawcy, nie musi opłacać składek, o ile na etacie odprowadza składkę od przynajmniej minimalnego wynagrodzenia. To może być wykorzystywane do optymalizacji składek.

Zmiana ma oznaczać, że od każdej umowy trzeba będzie opłacić składki do wysokości limitu składek na ubezpieczenia społeczne, czyli tzw. 30-krotności. – To likwidacja luki systemowej i lepsze wyjście niż podwyżka podatków czy innych danin. Rozwiązanie uporządkuje rynek i polepszy zabezpieczenie emerytalne pracowników. Dziś te przepisy są skomplikowane i rodzą ryzyko dla przedsiębiorców – mówi Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Zmiana może jednak uderzyć w takie branże jak gastronomia, w których umowy-zlecenia są podstawą wynagrodzeń, co może zwiększyć chęć szukania obejścia oskładkowania.

A co z samą 30-krotnością? W rządowych szufladach nadal leży gotowy projekt zniesienia limitu składek na ubezpieczenia społeczne. W PiS jest sporo zwolenników jego wprowadzenia i jeśli będzie polityczne zielone światło, zmiana może być wprowadzona w każdej chwili. – To zależy tylko od Jarosława Gowina. Jeśli się zgodzi, nie ma powodów, by projekt nie wszedł w życie – mówi jeden z polityków PiS. To właśnie lider Porozumienia zablokował wprowadzenie tego rozwiązania w zeszłym roku. Zmiana miałaby dać ZUS 7 mld zł więcej, a bilans całych finansów publicznych polepszyć o ponad 5 mld zł.

Możliwa jest też wyższa danina solidarnościowa. Dziś płacą ją osoby z dochodem powyżej 1 mln zł, a jej stawka wynosi 4 proc. Wariant, o którym usłyszeliśmy, zakłada obniżenie progu, od jakiego pobierana jest danina, do 250 tys. zł i zwiększenie stawki podatku do 8 proc. Taki ruch znacząco zwiększyłby wpływy. Sama zmiana stawki przy obecnym progu oznacza podwojenie wpływów, które resort finansów szacował na 1,15 mld zł w 2019 r. Obniżenie progu, od którego byłaby pobierana danina, oznacza, że byłyby jeszcze wyższe. Nie wiadomo jednak, czy rząd wyjdzie z tym pomysłem jeszcze jesienią. 

]]

Przetargi w spółdzielniach mieszkaniowych pełne patologii

Sep 17 2020
<![CDATA[

Firma, która chce wykonać dużą robotę dla spółdzielni mieszkaniowej, musi złożyć swoją ofertę w przetargu. Aby to uczynić, najpierw musi zapoznać się ze specyfikacją istotnych warunków zamówienia (SIWZ) oraz – w niektórych przypadkach – wnieść wadium. Szkopuł w tym, że wiele spółdzielni wymaga kilkusetzłotowych opłat za samo przekazanie SIWZ. A o tym, ile wynosi wadium, informuje nie publicznie, lecz... właśnie w specyfikacji.

Aktywiści – spółdzielcy sugerują, że najwyższy czas zmienić prawo.

Ograniczanie ofert

– Pobieranie opłat za specyfikację w oczywisty sposób ogranicza liczbę startujących firm. Wiele odpuszcza, uważając, że i tak mają małe szanse na zwycięstwo w przetargu, i nie chcą ponosić kosztów – twierdzi Adam Rymski, prezes warszawskiego stowarzyszenia „Razem dla Targówka”, które pomaga osobom spierającym się ze spółdzielniami mieszkaniowymi.

Zdaniem Rymskiego w wielu kooperatywach chodzi o jedno: by przetargi wygrywały firmy z jakichś przyczyn lubiane przez zarządzających spółdzielnią.

– Często firmy, które wygrywają, są osobowo powiązane z członkami zarządów, rad nadzorczych lub pracownikami spółdzielni. A wygrywające firmy wykonują pracę tylko dla jednego podmiotu – spółdzielni – zauważa Rymski.

Formą ograniczenia konkurencji jest również mizerne informowanie o trwających postępowaniach przetargowych. Adam Rymski wskazuje, że najczęściej informację można znaleźć jedynie na stronie internetowej spółdzielni. Na dodatek jest ona ukryta pomiędzy innymi informacjami, które potencjalnych oferentów nie interesują.

Grzegorz Jakubiec, prezes spółdzielni mieszkaniowej „Służew nad Dolinką”, podkreśla, że nie popiera praktyki spółdzielni pobierających opłatę za specyfikację. W zarządzanej przez niego kooperatywie żadnych pieniędzy się nie pobiera, gdyż wszystkie materiały przetargowe wysyłane są drogą e-mailową.

– Dziś nie stanowi to już dużego kosztu. Opłaty pobieraliśmy kilkanaście lat temu, kiedy dokumentację wydawało się w formie papierowej. Ale to były symboliczne kwoty, jedynie na pokrycie kosztów, np. wydruku ksero – twierdzi Jakubiec.

Prezes spółdzielni nie podziela zarzutu, że wiele remontów wykonują te same firmy. A to dlatego, że – przekonuje Jakubiec – dziś znalezienie dobrego wykonawcy jest na wagę złota. I jeśli już się taki trafi, nie należy się dziwić, że spółdzielnia zleca mu pracę.

– Jak prace zostaną dobrze zrobione, to będą długo służyć mieszkańcom. Jeżeli zaś prace będą wykonywane przez niesprawdzonego, a na dodatek niesolidnego, wykonawcę, to zaraz po ich zakończeniu mogą pojawić się problemy i znów trzeba zlecać kolejny remont – zaznacza prezes.

Potrzeba zmian

Spółdzielnie mieszkaniowe nie podlegają pod rygory ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1843 ze zm.). Samodzielnie decydują, w tworzonych przez siebie regulaminach, według jakich zasad będą organizować przetargi. Zdaniem Adama Rymskiego najlepiej by więc było wskazać, że spółdzielnie powinny podlegać tym samym obostrzeniom co wiele podmiotów stosujących prawo zamówień publicznych. Tym bardziej, że w największych kooperatywach mieszka po 80–100 tys. osób.

– Duża spółdzielnia jest jak średniej wielkości miasto. Nie widzę zatem żadnego powodu, ażeby nie była ograniczona przy organizowaniu przetargów powszechnie obowiązującymi przepisami. Aczkolwiek wiem, że szanse na uchwalenie takiego rozwiązania są niewielkie – zauważa Rymski.

Grzegorz Jakubiec z kolei przestrzega przed wprowadzeniem odgórnie regulacji dla wszystkich spółdzielni. Jakkolwiek bowiem są spółdzielnie duże, to nie brakuje również niewielkich. I wprowadzenie wymogu stosowania się do prawa zamówień publicznych mogłoby odbić się na finansach spółdzielni z mniejszym potencjałem gospodarczym.

– Natomiast nie jestem przeciw nałożeniu obowiązku zamieszczania wszelkich informacji o przetargach w internecie i dopisaniu tego do ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych – mówi prezes spółdzielni „Służew nad Dolinką”.

I to jest – zdaniem Adama Rymskiego – dobry pomysł. Należałoby w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1465) wprowadzić jednoznaczny wymóg zarówno informowania o organizowanych przetargach, jak i umieszczania w sieci pełnej SIWZ.

– Trudno dziś takie rozwiązanie postrzegać jako nadmiernie skomplikowane czy kosztochłonne dla spółdzielni – zaznacza Rymski. A, jak zauważa, przekazywanie wszystkiego potencjalnym oferentom na papierze z kolei stwarza kłopot dla zainteresowanych wykonaniem roboty. Projekty budowlane oraz kosztorysy są bowiem najczęściej robione w dwóch programach komputerowych. I jeśli ktoś otrzyma pliki, może je importować w programie i w prosty sposób sprawdzić, czy wszystkie dane zostały wprowadzone poprawnie. Jeśli jednak dokumentację otrzyma w wersji papierowej, to wiele informacji musi samodzielnie, ręcznie, wprowadzić.

– W efekcie i dla oferentów, i dla mieszkańców lepiej oraz taniej byłoby, gdyby SIWZ był umieszczany w internecie. Jeśli ktoś jest przeciwny temu rozwiązaniu, to jedynie dlatego, że chce ograniczać konkurencję – konkluduje Adam Rymski. 

]]

Ulgi podatkowe i uproszczenia przepisów. Rząd szykuje magnes na inwestorów

Sep 16 2020
<![CDATA[

Prezentacja strategii przewidziana jest na przełom września i października. Rząd chce uciec do przodu i wykorzystać pandemię do poprawy otoczenia biznesowego w kraju.

– Ideą jest nie tylko przenoszenie produkcji do Polski, lecz także wykorzystanie rosnącego potencjału do przejmowania usług z innych krajów – mówi nasz informator.

Nikt nie ma złudzeń, że firmy nagle przeniosą swoje fabryki z Chin czy Wielkiej Brytanii po brexicie. Jednak celem jest, aby inwestorzy dzięki zachętom podatkowo-regulacyjnym rozważyli realizację u nas np. nowych projektów.

Strategia oparta jest na czterech filarach. Źródła DGP wskazują, że wciąż trwają prace nad szczegółami projektowanych rozwiązań.

Pierwszy filar dotyczy repatriacji polskiego kapitału, który wyemigrował za granicę. Żeby ten plan się powiódł, rząd myśli m.in. o stworzeniu programu dla Polaków, którzy mają majątek lub ukryte dochody za granicą. Będą mogli z nimi wrócić do kraju i nie będą ścigani przez skarbówkę. Warunkiem będzie zainwestowanie w ciągu roku środków objętych repatriacją. Mają się także pojawić przepisy dotyczące fundacji rodzinnych, ulga w podatku dochodowym dla powracających z zagranicy czy zachęty dla najbogatszych, aby nie uciekali od opodatkowania za granicę.

Kolejny filar zostanie postawiony dla inwestorów strategicznych. To będzie nowe pojęcie w polskim prawie. Tu mają się pojawić m.in. paszporty VIP dla największych spółek, które poniosą w Polsce nakłady w wysokości co najmniej 1 mld zł lub stworzą 1 tys. miejsc pracy. Zyskają uproszczoną ścieżkę postępowań administracyjnych. Do tego mają się pojawić korzystne rozwiązania dla holdingów, opcja opodatkowania VAT dla instytucji finansowych czy tworzenia grup VAT, jak to ma miejsce w CIT. Planowane są również specjalne interpretacje – inwestor przedstawi swój biznesplan, a fiskus potwierdzi, jakie będą jego skutki podatkowe, co ma dać pewność prowadzenia działalności.

W kolejnych dwóch filarach znajdą się pomysły, które rząd już pokazał i zapowiedział ich wejście w życie od 2021 r. – jak tzw. estoński CIT czy ulga na robotyzację. Mają się też pojawić ulgi na prototypy czy wsparcie dla zatrudnienia innowacyjnych pracowników. W celu pozyskania kapitału lub przewagi konkurencyjnej będzie można skorzystać z ulgi na debiut na giełdzie, pośredniego wsparcia podatkowego w ekspansji zagranicznej czy ulgi konsolidacyjnej dla firm, które będą łączyły się w grupy.

– Wiele z tych rozwiązań funkcjonuje w innych krajach unijnych albo jest rekomendowanych przez takie instytucje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy – mówi rozmówca DGP.

Strategia przyciągania kapitału ma roboczy tytuł „Polska centrum gospodarczym Europy”. To zbiór pomysłów, nad którymi toczą się prace w resortach gospodarczych. Głównie w Ministerstwie Finansów, ale także w Ministerstwie Rozwoju. Obecnie planowane jest wprowadzenie ponad 20 zmian w przepisach. Część z nich powstaje dla inwestorów zagranicznych, aby stworzyć im lepsze warunki prowadzenia biznesu i zachęcić do realizacji nowych projektów w Polsce. Są jednak także inicjatywy dla rodzimego kapitału. Zarówno tego, który w celach podatkowych wyemigrował z kraju, jak i firm, które planują ekspansję na nowe rynki lub chcą przejmować łańcuchy dostaw.

– Pandemia koronawirusa to szansa, aby przyciągnąć do kraju kapitał wysokiej jakości, ale i pomóc polskim firmom rozepchnąć się na międzynarodowych rynkach. Część z pomysłów strategii jest już znana, ale zdecydowana większość to rozwiązania, które dopiero planujemy wprowadzić. Wiele z nich ma szansę wejść w życie w 2021 r. Trwają już prace nad przygotowaniem konkretnych projektów ustaw – podkreśla nasz rozmówca z kręgów rządowych.

Wsparcie inwestycji – dodaje nasz informator – ma być formą szybszego poradzenia sobie z kryzysem, jaki przyniósł koronawirus i ograniczenia wprowadzane przez rządy. Jeszcze przed pandemią eksperci przewidywali wzrost PKB w Polsce rzędu 3–4 proc. Dzisiaj prognozy wskazują, że taka będzie tegoroczna recesja. Jedną z głównych słabości gospodarki ma być zaś niska skłonność do inwestowania przez prywatny biznes.

REPATRIACJA KAPITAŁU

Pierwszym filarem strategii mają być przepisy dla Polaków, którzy mają majątek lub ukryte dochody za granicą. Z danych o polskich bezpośrednich inwestycjach zagranicznych wynika, że są one ulokowane głównie w krajach uznawanych za raje podatkowe, jak Cypr czy Luksemburg. Rząd zaproponuje dla takich inwestorów swoistą abolicję, czyli Voluntary Disclosure Programme. To rozwiązanie pozwalające wrócić do kraju z majątkiem bez ryzyka, że fiskus będzie wszczynał postępowanie w sprawie unikania opodatkowania. Propozycja obowiązuje przez pewien okres, np. rok. Warunkiem jest uiszczenie opłaty wyrównawczej i zainwestowanie pieniędzy w określone cele, np. innowacje czy badania.

– To działania, które na czasy kryzysu rekomenduje m.in. Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Takie programy stosowano w niektórych państwach UE – podkreśla nasz informator.

Kolejny element to przygotowanie przepisów dla tworzenia w Polsce fundacji rodzinnych. Dzisiaj istnieje w tym obszarze luka prawna, co skłania część spółek do rejestracji takiej fundacji prywatnej za granicą i często celem nie jest chęć ucieczki od płacenia podatków w kraju. Taka forma da przedsiębiorcy stabilność majątku przy sukcesji, a skarbówce poszerzy bazę podatkową.

Następna inicjatywa dotyczy ryczałtu dla przychodów zagranicznych. Idea opiera się na przygotowaniu prostego narzędzia opodatkowania dochodów zagranicznych nowych rezydentów podatkowych. Jeśli przedsiębiorca zdecyduje się przenieść z płaceniem danin do Polski, to od dochodów osiąganych poza krajem zapłaci ryczałt w wysokości 300 tys. zł lub 100 tys. zł. W tym drugim przypadku warunkiem jest zainwestowanie równowartości podatku w pożądane cele społeczne. Dla tego pomysłu rządzący inspirację znaleźli we Włoszech.

Ma się także pojawić ulga na powrót. To zachęta podatkowa dla naszej emigracji zarobkowej oraz zagranicznych pracowników.

– Ma pomóc w podjęciu decyzji o osiedleniu się w Polsce na stałe. To będzie realna korzyść finansowa. Powracający będzie mógł w drugim roku pobytu w kraju odliczyć 50 proc. podatku zapłaconego w pierwszym roku. Mechanizm będzie można powtórzyć także w trzecim roku, odliczając połowę podatku z drugiego roku pobytu – wyjaśnia nasz rozmówca.

Rząd myśli także o stworzeniu systemu zachęt dla najzamożniejszych Polaków. Będą mogli skorzystać z niższego opodatkowania, jeśli zainwestują pieniądze w projekty gospodarczo lub społecznie pożyteczne, a za takie rządzący uznają np. inwestycje w edukację, innowacje czy kulturę.

PRZYCIĄGANIE DUŻEGO BIZNESU

Kluczowym elementem strategii ma być wprowadzenie do polskiego prawa statusu inwestora strategicznego. Będzie on mógł liczyć na tzw. paszport VIP. Co to oznacza w praktyce? Uproszczoną ścieżkę postępowań administracyjnych. Za inwestora strategicznego zostanie uznany podmiot, który poniesie nakłady w wysokości co najmniej 1 mld zł lub przeprowadzi inwestycję, w wyniku której pojawi się co najmniej 1 tys. miejsc pracy. Jeśli dany przedsiębiorca realizuje projekt wart mniej niż miliard złotych, ale zatrudnia na terenie Polski więcej niż 3 tys. osób (w przeliczeniu na etaty w pełnym wymiarze czasu pracy), również może liczyć na paszport VIP i specjalny status.

Od lat przedsiębiorcy i zrzeszające ich organizacje branżowe narzekają na niestabilność prawa w Polsce i jego nadprodukcję. W to wpisują się zmieniające się interpretacje przepisów podatkowych. Rozwiązanie problemu rząd widzi w tzw. interpretacjach 590. Pod tą nazwą kryje się mechanizm, w którym inwestor przychodzi z planem biznesowym, a urzędnicy Krajowej Administracji Skarbowej mówią mu, jakie będą skutki podatkowe planowanej działalności czy operacji.

– To będzie wiążące dla administracji podatkowej, a dla biznesu gwarancja, że wie, jakie obciążenia podatkowe czekają go w pierwszych latach prowadzenia działalności. Oczywiście głównym beneficjentem rozwiązania będą strategiczni inwestorzy zagraniczni – podkreśla nasz rozmówca.

Szykują się także zmiany dla podatkowych grup kapitałowych (PGK). W Polsce takie przepisy dotyczą głównie CIT, ale mają zostać rozszerzone także na VAT. Większość rozwiniętych gospodarek unijnych ma już to rozwiązanie, a co za tym idzie, ich system podatkowy jest przyjaźniejszy od naszego. W Polsce podmioty powiązane kapitałowo, finansowo czy osobowo rozliczają VAT odrębnie.

– To utrudnia prowadzenie biznesu, trzeba fakturować transakcje wewnątrz grupy. Liczymy, że będzie to zachęta do tworzenia PGK – mówi informator DGP.

Impulsem dla instytucji finansowych do wchodzenia do Polski, np. po brexicie, ma być opodatkowanie VAT. Opcję opodatkowania dla usług finansowych ma kilka krajów UE, m.in. Niemcy, Francja, Belgia czy Węgry. Rząd liczy, że wprowadzenie takiego rozwiązania przyciągnie kapitał. Obecnie opodatkowanie usług finansowych jest zasadniczo zwolnione z VAT. Dla biznesu może to być niekorzystne, bo nie może odliczać naliczonego podatku. Autorzy tego rozwiązania uważają, że w przypadku dużych nakładów inwestycyjnych może to być zniechęcające dla przedsiębiorcy.

Korzystniejsze otoczenie prawne ma się pojawić także dla holdingów. Tu planowane są ułatwienia dla konsolidacji oraz przepływów inwestycji w ramach grup kapitałowych. Dzisiaj nie jesteśmy naturalnym miejscem do tworzenia holdingów, a kapitał płynie z Polski do takich podmiotów zarejestrowanych np. w Holandii czy Luksemburgu.

W przypadku prawa holdingowego – znów na wzór innych krajów unijnych – pojawi się tzw. zwolnienie partycypacyjne. To rozwiązanie sprowadza się do warunkowego zwolnienia z podatku od dochodu z dywidend oraz sprzedaży udziałów w zagranicznych spółkach. Tutaj jednak kluczowe będą warunki, jakie postawi Ministerstwo Finansów.

Obok zmian w przepisach ma powstać Centrum Obsługi Podatkowej Inwestora. Jego zadaniem będzie dostarczanie informacji dla podmiotów zagranicznych, które planują w Polsce ponieść znaczące nakłady inwestycyjne. Kluczowe ustawy podatkowe i objaśnienia mają być dostępne w języku angielskim. Inwestor będzie mógł także skorzystać z przygotowywanego przewodnika po prawie podatkowym, aby mógł oszacować skutki np. planowanego projektu.

INNOWACYJNA TRANSFORMACJA

Strategia zakłada też, że uda się biznes zachęcić do poniesienia większych nakładów na badania i rozwój czy inwestycje w projekty innowacyjne. Do tego potrzebna jest zaś wykwalifikowana siła robocza. Dlatego pracodawca, który zdecyduje się na zatrudnienie np. programistów, inżynierów robotyzacji czy biotechnologów, będzie mógł liczyć na obniżkę kosztów pracy. Firma, która ponosi znaczne nakłady na B+R, będzie mogła rozliczyć je w odniesieniu do PIT pobieranego od wynagrodzeń takich „innowacyjnych pracowników”.

W tym filarze strategii pojawia się też znane już rozwiązanie, czyli ulga na robotyzację. Obok niej będzie też ulga na prototypy dla produktów dotychczas nieznanych na rynku i takich, które wyróżniają się np. ponadprzeciętną wydajnością w stosunku do już dostępnych.

– Taka ulga mogłaby np. objąć polski samochód elektryczny. Ma to być rozwiązanie, które pozostanie niezależne od istniejącej już ulgi na działalność B+R – mówi nasz informator.

Resort finansów, w którym powstają rozwiązania podatkowe, zakłada też możliwość jednoczesnego skorzystania z ulgi na badania i rozwój oraz tzw. ulgi IP Box w stosunku do tej samej kategorii dochodu. Obecnie uwzględnienie wydatku w kalkulacji ulgi B+R wyłącza opcję ponownego rozliczenia go przy IP Box. Po zmianach korzyści podatkowe będą dotyczyły całego łańcucha tworzenia innowacji – od etapu produkcji po osiąganie przychodów z komercjalizacji.

WSPARCIE EKSPANSJI

W filar wspierania rozwoju biznesu wpisany został już tzw. estoński CIT (przesunięcie momentu opodatkowania zysków spółki do czasu ich wypłaty), który wejdzie od 2021 r.

Obok tego wprowadzona ma być ulga na IPO, czyli debiut na giełdzie. Będą to proste, jasne i wystandaryzowane reguły dotyczące odliczeń podatkowych kosztów IPO (opłat sądowych, notarialnych, giełdowych i innych) do wysokości 125 proc. poniesionych kosztów.

Następna ulga będzie związana z konsolidacją. Ma wspierać polski biznes w rozwoju poprzez przejmowanie innych krajowych czy zagranicznych podmiotów. Gros firm w Polsce to mikro- i małe przedsiębiorstwa, które nie mogą skutecznie włączać się czy przejmować łańcuchów dostaw, jeśli nie utworzą grupy.

– Uznaliśmy, że drobnemu biznesowi potrzebny jest taki impuls do prowadzenia procesów konsolidacyjnych. Musimy zapewnić polskim przedsiębiorcom wsparcie w pozyskiwaniu kapitału na fuzje i przejęcie – podkreśla rozmówca DGP.

W ekspansji zagranicznej ma też pomóc możliwość odliczania kosztów takich działań, jak np. udziału w zagranicznych targach czy badania rynku, na którym jakaś firma chce się pojawić.

W ramach przygotowywania strategii toczą się też prace nad stworzeniem przyjaźniejszego otoczenia dla tzw. funduszy wysokiego ryzyka, czyli venture capital i private equity. Takie podmioty dają firmom nie tylko finansowanie, ale także dostęp do wiedzy i swojego doświadczenia z innych projektów. 

]]

MAP: Konsultacje projektu noweli KSH potrwają do 19 września

Sep 15 2020
<![CDATA[

Przyjęcie projektu noweli przez Radę Ministrów planowane jest na IV kw. "Prowadzimy konsultacje społeczne nad projektem [nowelizacji]  spółek handlowych, największej takiej reformy od […] 2000, kiedy została uchwalona ustawa kodeks spółek handlowych. Od 6 sierpnia do 19 września trwają otwarte konsultacje. Zachęcamy do wzięcia udziału wszystkich w tych konsultacjach społecznych|" – powiedział Kowalski, w trakcie debaty zorganizowanej przez Ministerstwo Aktywów Państwowych i transmitowanej w mediach społecznościowych. Projekt regulacji został opracowany przez specjalnie powołaną grupę ponad 60 ekspertów Komisji ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego. Ma ona dotyczyć ponad 440 tys. spółek.

"Ta obecna nowelizacja […] obejmuje prawo holdingowe […] ale także i problematykę nadzoru właścicielskiego, szerszej formy nadzoru rady nadzorczej nad spółkami  handlowymi" – powiedział prof. Andrzej Szumański, współautor kodeksu spółek handlowych, kierownik katedry prawa gospodarczego prywatnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który przewodniczył pracom zespołu ds. prawa koncernowego w ramach Komisji. Zaznaczył, że celem zespołu było "ucywilizowanie pewnych relacji między spółką dominującą  a spółką zależną". "Wprawdzie kodeks spółek handlowych w pierwotnej wersji, w art. 7 przewidywał ograniczoną regulację prawa holdingowego. Te normy się nie przyjęły z tego względu, że dotyczyły tzw. holdingów umownych.[…] W Polsce mamy do czynienia z tzw. holdingami faktycznymi. Mamy spółkę dominującą i spółki zależne. I spółka dominująca de facto zarządza spółkami zależnymi. […] Grupa ma wspólną strategię gospodarczą" – tłumaczył prof. Szumański. Podstawowym elementem prawa holdingowego – jak powiedział Szumański -  jest dawanie wiążących poleceń przez spółkę dominującą spółkom zależnym. "Te wiążące polecenia de facto mają miejsce w praktyce. Więc chodzi o to, żeby to zagadnienie uregulować. W obecnym systemie prawnym nie było możliwości wydawania tych poleceń, gdy spółka zależna była spółką akcyjną. Był wyraźnie przewidziany w kodeksie spółek handlowych zakaz" – podkreślił. Dlatego zaplanowano zmianę regulacji w tym zakresie. Zdecydowano też o umożliwieniu szerszego dostępu do informacji.  "Skoro spółka dominująca zarządza spółkami zależnymi, musi mieć dostęp do informacji. W przypadku akcyjnych spółek zależnych dostęp do informacji był ograniczony, więc jak tu zarządzać, kiedy nie ma się dostępu do informacji" – powiedział Szumański. Zwrócił też uwagę, że dotychczasowe przepisy nakładały niepotrzebne ryzyko prawne na zarządców spółek zależnych, gdy wykonywali oni de facto wiążące polecenia spółki zależnej. "Gdyby te polecenia okazały się szkodliwe w aspekcie krótkoterminowym, ale generalnie były korzystne dla spółki zależnej , dany członek zarządu narażał się po pierwsze na odpowiedzialność odszkodowawczą względem swojej spółki […] i odpowiedzialność karną [działania na szkodę spółki]. Jeżeli natomiast nie wykonał tego polecenia, scenariusz był bardzo prosty, jutro nie był członkiem zarządu" - wyjaśnił Szumański.  Zgodnie z przyjętym w projekcie rozwiązaniem "jeżeli członek zarządu spółki zależnej wykonuje wiążące polecenia spółki dominującej jest zwolniony z odpowiedzialności i cywilnej i karnej".  Przyjęto bowiem, że grupa spółek posiada pewną, spójną strategię, a także, że spółce zależnej opłaca się być w grupie spółek (bo spółka dominująca dokonuje wspólnych zakupów, zapewnia rynek zbytu, etc.), a w sytuacji wyrządzenia szkody spółce dominującej, spółka zależna może liczyć na zrekompensowanie tej szkody. Dyrektor biura ds. reformy nadzoru właścicielskiego w MAP Filip Ostrowski zwrócił uwagę, że konsultowany obecnie projekt jest rozwiązaniem kompromisowym. "Wypracowany projekt stanowi rozsądny kompromis, pozwalający podmiotowi dominującemu na zarządzenie grupą spółek, a z drugiej strony pozostałym interesariuszom na to, żeby ich różne interesy były zabezpieczone" – podkreślił. Projektowana regulacja ma tworzyć także warunki prawne przyczyniające się do wzmocnienia nadzoru realizowanego przez właścicieli oraz rady nadzorcze. Zakłada także m.in. uporządkowanie kwestii kadencji i mandatu członków organów menadżerskich, wprowadzenie zapisu o obowiązku lojalności i zachowania tajemnicy nawet po wygaśnięciu kadencji członka rady nadzorczej, wpisanie do zapisów kodeksu zasady osądu biznesowego.

]]