Informacje prasowe

GP/BIZNES

Jedlak: Hasło akcji „Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości” w tym roku aktualne w dwójnasób

Apr 1 2020
<![CDATA[

Musimy teraz wszyscy skupić się na tym, by ocalić przed zapaścią gospodarkę „Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości” jest okazją dla ludzi biznesu, ekonomistów i decydentów, by zastanowić się jakie działania podjąć, żeby powstał sensowny plan minimalizujący straty.

Niestety, możemy się obudzić w świecie z bankrutującymi firmami, w świecie biedy. To jest wyzwanie: Co zrobić, by te straty były jak najmniejsze. Wszyscy jesteśmy w tej samej łódce, mali i duzi. Zagrożeni są wszyscy pracownicy i pracodawcy.

]]

Tarcza antykryzysowa – kluczowe rozwiązania dla pracodawców [SPRAWDŹ]

Apr 1 2020
<![CDATA[ Ochrona miejsc pracy i dofinansowanie do wynagrodzeń

Dla pracodawców, których obroty gospodarcze w następstwie wystąpienia COVID-19 spadły, przewidziane zostało świadczenie na rzecz ochrony miejsc pracy oraz wypłata z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych świadczeń na dofinansowanie wynagrodzenia pracowników.

Za spadek obrotów gospodarczych uznaje się spadek sprzedaży towarów lub usług, w ujęciu ilościowym lub wartościowym:

nie mniej niż o 15%, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu 2 kolejnych miesięcy w okresie po 01.01.2020 r., do łącznych obrotów z analogicznych 2 miesięcy z roku ubiegłego w następstwie wystąpienia COVID 19, lubnie mniej niż o 25 %, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanego miesiąca w okresie po 01.01.2020 r., w porównaniu do obrotów z miesiąca poprzedniego.

Przewidziane zostały w tym przypadku dwa świadczenia dla pracodawców.

- Po pierwsze, w przypadku objęcia pracownika przestojem ekonomicznym z powodu spadku obrotu gospodarczego w następstwie wystąpienia COVID-19 pracodawca wypłaca wynagrodzenia obniżone:nie więcej niż o 50% ale nie niższe niż w wysokości minimalnego wynagrodzenia z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy - mówi Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy. - Obniżone wynagrodzenie pracownika jest dofinansowywane ze środków FGŚP w wysokości 50% minimalnego wynagrodzenia z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Dofinansowanie to nie przysługuje wobec pracowników, których wynagrodzenie w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku przez przedsiębiorcę było wyższe niż 300% przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS.

Po drugie, pracodawca, który obniżył wymiar czasu pracy w związku ze spadkiem obrotów gospodarczych w następstwie wystąpienia koronawirusa, może obniżyć wymiar czasu pracy pracownika o 20%, nie więcej niż do 0,5 etatu, z zastrzeżeniem, że wynagrodzenie nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę, z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Przy tak obniżonym wymiarze czasu, FGŚP dofinansuje maksymalnie do 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału.

Oba świadczenia przysługują przez łączny okres 3 miesięcy od dnia złożenia wniosku o wypłatę świadczeń.

Skrócenie wymiaru wypoczynku dla pracowników

Dla pracodawców, którzy nie zalegają w regulowaniu zobowiązań podatkowych oraz składek na ubezpieczenia społeczne została przewidziana również możliwość skrócenia:

dobowego czasu nieprzerwanego odpoczynku dla pracownika z 11 do 8 godzin (z gwarancją oddania pracownikowi równoważnego odpoczynku w okresie 8 tygodni)tygodniowego czasu odpoczynku z 35 do 32 godzin.

Pracodawca w porozumieniu ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników będzie mógł także wydłużyć dobowy wymiar czasu pracy do 12 godzin oraz okres rozliczeniowy do maksymalnie 12 miesięcy.

Dopłaty do składek ZUS

Pracodawcy, w przypadku spadku obrotów gospodarczych w następstwie COVID-19, może zostać przyznane dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne.

Przez spadek obrotów gospodarczych rozumie się zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym obliczone jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie po dniu 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, w porównaniu do łącznych obrotów z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego. Za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego.

Dofinansowanie, w przypadku spadku obrotów o:

co najmniej 30% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 50% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę;co najmniej 50% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 70% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę;co najmniej 80% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 90% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Dofinansowanie to może być przyznane na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. Pracodawca jest zobowiązany do utrzymania w zatrudnieniu pracowników objętych umową przez okres dofinansowania oraz po zakończeniu okresu dofinansowania, przez okres równy temu okresowi.

- Powyższe rozwiązania stosuje się analogicznie dla przedsiębiorców będących osobami fizycznymi niezatrudniającymi pracowników, w celu dofinansowania części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej - wyjaśnia Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Zwolnienie ze składek dla mikrofirm

Dla mikrofirm zatrudniających do 9 osób przewidziane zostało zwolnione ze składek ZUS przez 3 miesiące tj. od 1 marca 2020 r. do 31 maja 2020 r. Zwolnienie dotyczy składek za przedsiębiorcę i pracujących dla niego osób. Zwolnienie dotyczy składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, FGŚP, FEP. Przedsiębiorca oraz pracujący na jego rzecz pracownicy zachowują prawo od świadczeń zdrowotnych i ubezpieczeń społecznych za okres zwolnienia ze składek.

Pożyczki dla mikroprzedsiębiorców

Dla mikroprzedsiębiorców została przewidziana pożyczka w wysokości do 5.000,00 zł przez okres 6 miesięcy. Pożyczka jest jednorazowa, wypłacana ze środków Funduszu Pracy na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Pożyczka jest oprocentowana w wysokości 0,05%, zaś okres jej spłaty nie może być dłuższy niż 12 miesięcy. W obecnie proponowanym rozwiązaniu przewiduje się, że pożyczka wraz z odsetkami ulega umorzeniu, pod warunkiem, że przedsiębiorca przez okres 3 miesięcy od dnia jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia na dzień 29 lutego 2020 r. w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy.

Dla przedsiębiorców, którzy ponoszą negatywne konsekwencje COVID-19 przewidziane zostało prawo odliczenia straty poniesionej w 2020 r. od dochodu z działalności uzyskanego w 2019 r. Warunkiem jest osiągnięcie w 2020 r. w porównaniu do 2019 r. przychodów niższych o co najmniej 50%. Obniżenie jest jednorazowe, nie więcej niż o kwotę 5.000.000,00 zł. Tarcza odroczyła także niektóre terminy wykonania obowiązków spoczywających na przedsiębiorcach.

Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy

]]

Pracownicy poczty dostaną dodatkowe wynagrodzenie za pracę podczas epidemii koronawirusa

Apr 1 2020
<![CDATA[

Pocztowcy z grupy pracowników eksploatacji (m.in. listonosze, kierowcy, pracownicy placówek pocztowych, sortowni oraz pracownicy ochrony), którzy od 12 marca br. nie mieli więcej niż dwóch dni absencji, otrzymają dodatkowo 300 zł brutto. Osoby, które spełnią ten warunek dostaną dodatkowo 400 zł brutto za kwiecień br. - czytamy w komunikacie spółki.

Dodano, że pieniądze zostaną wypłacone odpowiednio do 10 kwietnia i do 10 maja br.

Jak zaznaczył cytowany w komunikacie prezes Poczty Polskiej Przemysław Sypniewski, w czasie kiedy władze państwowe apelują o pozostanie w domach są grupy zawodowe, które pełnią szczególną służbę dla społeczeństwa. Dodał, że "mimo trudnej sytuacji finansowej spółki, praca pocztowców, którzy z zaangażowaniem wypełniają swoje obowiązki służbowe w czasie zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii, musi być specjalnie doceniona".

Poczta Polska poinformowała również, że przeznaczyła ponad 50 mln zł na środki ochrony dla pracowników

]]

Kaźmierczak: Postaw czerwonego sukna, czyli historia lubi się powtarzać [OPINIA]

Apr 1 2020
<![CDATA[

Zamiast prawdy panoszy się kłamstwo, demagogja, oszczerstwo, nieszczery i niski sposób prowadzenia dyskusji i polemiki. Żądza władzy i prywata prowadzą bezwzględną walkę o rządy i stanowiska, a pozorują ją troską o Państwo, które zwykle odłamy polityczne utożsamiają z sobą. Chorobliwe podniecenie i namiętność polityczna zasłaniają spokojny sąd o ludziach i sprawach, mieszają politykę do wszystkiego, wszystko osądzają ze stanowiska partyjnego, wyolbrzymiają znaczenie wypadków publicznych, wnoszą niepokój w całe życie” – pisał kard. August Hlond w liście pasterskim z kwietnia 1932 roku.

Trudno coś do tego dodać. Wkrótce minie 100 lat od tych ciężkich słów, a niewiele się zmieniło. W sytuacji, gdy kraj znalazł się nad gospodarczą przepaścią, o państwie, za które popłynęło morze krwi, myśli się raczej w drugiej kolejności. Na pierwszym miejscu są własne interesy. Instynkt państwowy jest w zasadzie w zaniku.

Najbardziej irytujące są skłonności do bitki. O byle co. Każdy pretekst jest dobry dla politycznych kogutów i kogucików. Wydawałoby się, tak oczywista rzecz, jak niezwykle pilna potrzeba uchwalenia ustawy antykryzysowej – staje się okazją do widowiskowej bijatyki politycznej z efektami specjalnymi, a jakże, okraszanej rzekomą troską o państwo. Trudno zwołać nawet posiedzenie Sejmu!

A i sama ustawa staje się doskonałym narzędziem do przepychania pod pozorem troski o dobro publiczne różnych interesików – jak na przykład wykończenie firm pożyczkowych przez UOKiK poprzez narzucenie nieopłacalnego limitu kosztów pożyczek. Nie udało się tego normalnie uchwalić, to spróbujmy teraz pod pozorem antywirusowym.

Gdy krajowi grozi załamanie gospodarcze – dla Naczelnej Rady Aptekarskiej to najlepszy moment do rozprawy z sieciową konkurencją. Najpierw wydaje niejasne i ogólne „zalecenia”, a następnie próbuje z tych „zaleceń” rozliczać, co jest całkowicie bezprawne. Siejąc medialną histerię i pisząc donosy do Inspekcji Farmaceutycznej. Żeby było jasne: prawnie obowiązują wskazania Głównego Inspektoratu Sanitarnego, a nie „zalecenia” NRA, nawet gdyby były zrozumiale. No ale okazja do walki z konkurencją jest idealna i można trochę na strachu loczka pokręcić.

Na wideokonferencji u premiera szefów organizacji pracodawców (poza jednym – TW) i polskich przedsiębiorców właściwie przez aklamację zostaje przyjęte ustalenie, że kosztami kryzysu należy podzielić się tak: 40 proc. budżet państwa, 40 proc. biznes i 20 proc. pracownicy. Wygląda na to, że wszyscy się zgadzają. Owszem, do opuszczenia wideokonferencji. Zaraz potem pojawiają się radykalne żądania, które w zasadzie prowadzą do załamania państwa. Ale co tam państwo? Rząd trzeba obalić, bo obecny się nie podoba.

Nawet nieludzko umordowana ze zmęczenia twarz ministra Łukasza Szumowskiego staje się dobrą okazją do bitki, wyszydzania, kwestionowania działań, oskarżeń o podawanie fałszywych informacji i swego rodzaju kibicowania porażce ministra. Tak samo jak w niepokoju i nadziei część politycznych oszołomów oczekiwała, kiedy wreszcie ta cholerna zaraza się u nas pojawi! I wytchnienie, że oto już jest! Zaczęło się, nareszcie.

To tylko kilka przykładów. Jest tego niestety dużo, dużo więcej.

Rząd oczywiście ma prawo każdemu się nie podobać – ale akurat teraz to nie jest najlepszy czas na jego zwalczanie, szczególnie w obszarach zdrowia i gospodarki. Mamy do czynienia z kryzysem na niespotykaną skalę. Po raz pierwszy od II wojny światowej mamy podażowy kryzys realnej gospodarki, którego łatwo nie da się rozgonić. Biedniejszym krajom – a do takich należymy – grozi to cofnięciem się o lata w rozwoju i ciężką, może nawet długoletnią recesją. W takiej sytuacji – nawet we własnym dobrze pojętym interesie – trzeba zakładać, że sukces rządu w walce z koronawirusem jest naprawdę ważniejszy od załatwienia swojego małego geszefciku, wzmocnienia pozycji politycznej w salonie czy zdobycia albo utrzymania stanowiska. 

]]

Firmy jak na wojnie. Nawet w optymistycznym scenariuszu liczba bankructw może wzrosnąć o jedną piątą [WYWIAD]

Apr 1 2020
<![CDATA[

Czy rosnące zatory płatnicze to już problem?

Wielu klientów zwraca się z prośbą, aby wydłużyć terminy płatności albo żeby opóźnić zlecenia windykacji należności od ich odbiorców. Rozumieją, że oni opóźniają się z płatnościami, bo sami nie dostają pieniędzy, a jednak utrzymanie relacji jest ważne. Są jednak dziś trzy kategorie firm, które opóźniają płatności. Pierwsza to takie, które nie płacą, bo i tak by nie zapłaciły. Mamy do czynienia z sytuacjami, gdy ktoś ze względu na epidemię prosi nas o odroczenie płatności, której termin przypadał na początek stycznia. Co jest oczywistą bzdurą, bo w styczniu koronawirus nie był jeszcze problemem w Polsce. Druga grupa to tacy, którzy już utracili płynność, czyli przede wszystkim firmy usługowe, które zostały wyłączone z powodu stanu epidemicznego. Nie mają przychodów, a jeszcze muszą oddawać zaliczki pobrane na poczet usług, których nie wykonają. Oni proszą o odroczenie licząc na to, że problem minie szybko i odzyskają płynność, by w niedalekiej przyszłości uregulować należność.

To słuszne założenie?

Powiedzmy sobie szczerze, w większości przypadków, zwłaszcza jeśli chodzi o te najmniejsze firmy, przedsiębiorcy bez pomocy z zewnątrz szybko płynności nie odzyskają. Stąd trzecia grupa firm, takich, które mają pieniądze, mogłyby zapłacić, ale tego nie robią, bo zbierają gotówkę. Sytuacja jest na tyle nadzwyczajna, że jeśli ktoś ma do wyboru – albo ja, albo mój dostawca – to wybiera rzecz jasna siebie.

Może próbują przezimować, wychodząc z założenia, że najważniejsze jest utrzymanie zatrudnienia?

Tak, ci najwięksi, zatrudniający wielu pracowników, mogą tak myśleć, zwłaszcza jeśli obstawiają, że to potrwa stosunkowo krótko, dwa-trzy miesiące, a potem wszystko ruszy z kopyta. W takim scenariuszu lepiej nie tracić pracowników, by być gotowym do odpalenia pełnej mocy silników, gdy wszystko wróci do normalności. Można wówczas wstrzymać płatności faktur na miesiąc, dwa i płacić przede wszystkim pensje i podatki. Ale to jeden rodzaj argumentacji, ten optymistyczny. Pesymistyczny jest taki, że nastąpi armagedon. W takiej sytuacji firma działa trochę tak, jak w warunkach wojennych: ratuje przede wszystkim siebie i swoje życie. Szczególnie ci mniejsi, funkcjonujący jako działalność gospodarcza osób fizycznych, albo spółki osobowe, gdzie ludzie ryzykują majątek całego życia. Wtedy każdy woli zachować pieniądze, niż zostać z niczym.

Do czego może doprowadzić takie zatrzymanie obiegu płatności?

Nawet w scenariuszu, w którym lockdown potrwa miesiąc, dwa, a potem nastąpi otwarcie i gospodarka odbije, będziemy mieli wzrost upadłości o 15–20 proc. Bo odbicie jednak będzie trwało dłużej niż spadek. Zwykle tak jest i w tym okresie firmy będą bankrutować. Natomiast gdyby to się miało przedłużyć, potrwać jeszcze trzy, cztery miesiące, to nastąpi gospodarcza zapaść. Popękają wszystkie łańcuchy dostaw, trzeba będzie wszystko odbudowywać od nowa. Firmy nie mają tylu pieniędzy, żeby trwać bez ruchu tak długo, a państwo – wbrew pozorom – wcale tak dużo nie przeznacza na wsparcie, więc nie ma kto i nie ma czym podtrzymać gospodarki. Obawiamy się takiej spirali śmierci, gdy spadek popytu wpływa na spadek podaży, a ograniczenia podaży, czyli np. zmniejszenie produkcji, będzie powodowało bezrobocie, czyli spadek popytu. Możemy kilka takich obrotów zrobić, zanim spadniemy na samo dno i zostaną tylko ci, którzy produkują rzeczy niezbędne do życia.

Czeka nas wzrost bezrobocia?

Jeśli zmaterializuje się czarny scenariusz. Racjonalnie myślący przedsiębiorca, jeśli widzi, że w perspektywie najbliższego półrocza gospodarka nie ruszy, dochodzi do wniosku, że lepiej dla niego i dla firmy byłoby wszystkich zwolnić. Taka jest brutalna prawda. Lepiej to zrobić, nie ponosić koszty i próbować wytrwać. To się spotka oczywiście z dużym negatywnym społecznym oddźwiękiem, ale być może dzięki temu za pół roku, gdy już epidemia zostanie powstrzymana, taka firma, utrzymując majątek trwały, będzie w stanie przynajmniej część tych zwolnionych zatrudnić z powrotem.

Czy to się właśnie dzieje w USA? Według ostatnich danych liczba bezrobotnych, którzy się zgłosili po zasiłek w ciągu jednego tygodnia, wzrosła do 3,3 mln osób.

W USA zwolnić człowieka jest bardzo prosto, dlatego nie dziwi mnie tak szokowe dostosowanie tamtejszego rynku pracy. Amerykańskie firmy w ten sposób odpowiadają na kryzysy, bo to łatwe. W Europie ramy prawne rynku pracy są bardziej solidne i tutaj wzrost bezrobocia będzie następował wolniej. Te różnice powodują, że – jak przy okazji poprzednich kryzysów – USA szybciej wpakują się w recesję, amerykańskie społeczeństwo zubożeje mocniej i szybciej niż europejskie, ale z drugiej strony już po wszystkim Stany mocniej i szybciej odbiją niż Europa. W Europie konsumpcja będzie spadała wolniej, podtrzymywana przez socjal i jakieś formy wspierania ze strony państwa, ale potem będzie też wolniej przyspieszać. Tak było po ostatnim kryzysie finansowym.

Jak w tym wszystkim odnajdzie się sektor finansowy, np. ubezpieczenia?

Szykujemy się na bardzo trudny rok, na dużo więcej wypłat odszkodowań, o łącznie wyższej wartości. Spodziewamy się, że dużo trudniej będzie odzyskiwać należności. Uważamy, że w nieunikniony sposób będziemy musieli podnosić ceny, bo ryzyko skokowo wzrosło – a cena w ubezpieczeniach musi być adekwatna do ryzyka. Z drugiej strony wiele firm uzna zapewne, że nie jest w stanie zapłacić tej ceny, bo skoro zbiera gotówkę, to ze wszystkich źródeł, a ubezpieczenie należności z ich punktu widzenia może nie być artykułem pierwszej potrzeby. No i będzie pewnie tak, że w przypadku części klientów spadnie obrót. A składka jest liczona od obrotu.

Ale chyba są takie segmenty, które będą teraz zyskiwać. Jak windykacja.

Windykatorzy będą mieli więcej pracy, ale w Polsce ich model biznesowy jest zbudowany tak, że zarabia się tylko wtedy, jeśli się odzyska dług. Co prawda wartość zleceń pewnie będzie dużo większa niż w ubiegłym roku, ale suma odzyskanych kwot już niekoniecznie.

A faktoring? Skoro przedsiębiorstwa nie płacą, to i firmy faktoringowe mogą dostać po kieszeni.

Faktoring w ostatnich dwóch latach rósł bardzo mocno, faktorzy mają mocno spuchnięte portfele i u nich będzie widać już teraz większe ryzyko, skoro firmy będą miały kłopoty z płatnościami. Ale większość faktoringu jest ubezpieczona. Więc i tak, prędzej czy później, problem trafia do takich firm, jak nasza. Większość faktorów jest częścią grup bankowych, więc zapewne będą reagowali tak jak banki w przypadku próśb o prolongaty spłat. Banki już zaczynają prowadzić takie rozmowy z klientami. 

]]

Koronawirus sparaliżował ok. 30 proc. firm. Kryzys potrwa do lipca?

Apr 1 2020
<![CDATA[

Jak podkreślili autorzy badania Research & Grow, zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, blisko połowa firm w czasie kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa utrzyma stabilność finansową najwyżej 2-3 miesiące. Co siódme przedsiębiorstwo może wytrwać najwyżej cztery tygodnie, ale część już nie daje rady.

Na razie bez zmian pracuje co czwarta firma - wynika z badania. Są też takie, które zyskują - trzy przedsiębiorstwa na 100 przyznają, że właśnie przeżywają boom.

Większość mikro, małych i średnich firm na pytanie, jakie rozwiązania byłyby najbardziej pomocne w przetrwaniu kryzysu, wskazuje anulowanie składek na ZUS przez kilka miesięcy. Na takie rozwiązanie liczy 67 proc. firm. Dla 44 proc. przedsiębiorstw bardzo ważne są też dopłaty do wynagrodzeń. Około jednej czwartej wskazań zyskało przejęcie przez ZUS zasiłku chorobowego już od 1. dnia choroby pracownika oraz odroczenie wymagalności składek ZUS-u. Dla jednej piątej firm istotnym wsparciem będzie odroczenie spłaty kredytów. W podobny stopniu pożądane byłyby preferencyjne nieoprocentowane kredyty.

Jak powiedział PAP prezes BIG InfoMonitor Sławomir Grzelczak, paraliż gospodarki wywołany pandemią z dnia na dzień odebrał wielu firmom dochody, pozostawiając koszty. "Oszczędności to głównie zwolnienia, a tego nikt dziś nie chce - ani biznes, któremu zależy na zachowaniu pracowników, bo gdy sytuacja się uspokoi trudno będzie bez ludzi szybko rozpocząć działalność, ani państwo, a tym bardziej pracownicy" - zaznaczył. Podkreślił, że wsparciem może być rządowa tarcza antykryzysowa.

Grzelczak zwrócił uwagę, że powszechne oczekiwanie szeroko zakrojonej pomocy ze strony państwa łatwiej zrozumieć, gdy spojrzy się na przewidywania przedsiębiorców, ile potrwa paraliż gospodarczy spowodowany pandemią. "Większość ankietowanych firm spodziewa się, że sytuacja kryzysowa związana z koronawirusem przeciągnie się co najmniej do początku lipca, a co trzecie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwo obawia się, że może to trwać jeszcze dłużej" – zaznaczył.

Według badania 7 proc. przedstawicieli firm twierdzi, że ich biznes stracił stabilność finansową; 14 proc. jest w stanie przetrwać co najwyżej miesiąc, 19 proc. daje sobie dwa miesiące, a 27 proc. - trzy miesiące. 8 proc. nie potrafi przewidzieć, jak będzie. Z kolei 16 proc. ankietowanych myśli, że zachowa stabilność finansową do pół roku, a niektórzy dłużej. 10 proc. deklaruje, że w kryzysowej sytuacji ich stabilność nie jest zagrożona.

Badanie przeprowadzono techniką CATI wśród 251 małych i średnich firm (do 250 pracowników) od 16 do 18 marca 2020 r.

Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor (BIG InfoMonitor) prowadzi Rejestr Dłużników BIG. Działając w oparciu o Ustawę o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych przyjmuje, przechowuje i udostępnia informacje gospodarcze o przeterminowanym zadłużeniu osób i firm. 

]]

Polska gospodarka a koronawirus. Recesja jest bardzo prawdopodobna: Cofniemy się do 2017 roku?

Apr 1 2020
<![CDATA[

Recesja w tym roku jest bardzo prawdopodobna. Gdyby spełniły się najbardziej pesymistyczne przewidywania analityków, nasza gospodarka wróci do poziomu sprzed trzech lat.

Nie ma wątpliwości, że ograniczenia wprowadzone w związku z epidemią koronawirusa odbiją się na gospodarce. – Wzrost PKB nie będzie taki, jak zaplanowaliśmy wcześniej, będzie niższy. Czy będzie poniżej zera? Nie jest to wykluczone – stwierdził na wczorajszej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki.

Ile będzie kosztowała walka z koronawirusem? Zapytaliśmy o to ekonomistów kilkunastu krajowych instytucji. Prosiliśmy o przedstawienie prognozy wzrostu lub spadku produktu krajowego brutto w trzech scenariuszach: optymistycznym, realistycznym i pesymistycznym. A także o wskazanie, jak długo w każdym z tych scenariuszy potrwają ograniczenia.

Wariant optymistyczny mówi, że swoboda poruszania się i prowadzenia biznesu będzie wracać od maja. W takiej sytuacji są szanse na utrzymanie w całym 2020 r. dynamiki PKB powyżej zera. Zdaniem uczestników naszej ankiety bardziej prawdopodobne jest jednak, że ograniczenia potrwają nieco dłużej. Nawet jeśli wydłużyłyby się tylko o miesiąc, bieżący rok i tak zamkniemy recesją. Wariant pesymistyczny zakłada, że pierwszym miesiącem bez kwarantanny byłby sierpień. Wtedy możemy mieć już spadek PKB przekraczający 6 proc. Choć niektórzy sądzą, że ograniczenia mogą potrwać jeszcze dłużej, a wówczas nasz produkt krajowy obniży się o ponad 10 proc. Najczarniejszy scenariusz oznaczałby, że z punktu widzenia wzrostu nie tylko stracony byłby 2020 r., ale spadek PKB skonsumowałby cały wzrost osiągnięty w ostatnich dwóch latach.

Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku, zakłada, że ograniczenia związane z epidemią będą zniesione w maju. – Kluczowe jest przyspieszanie wydatków konsumpcyjnych po tąpnięciu w kwietniu, kiedy to będzie dno spadków – mówi DGP. Jego zdaniem od nastrojów konsumentów będzie zależało tempo odbicia. W pesymistycznym scenariuszu bardzo słaby może być jeszcze cały następny rok

„Początkowym bezpośrednim skutkiem ograniczeń może być spadek produktu wynoszący w poszczególnych gospodarkach od 20 do 25 proc. Potencjalny spadek wydatków konsumentów wyniósłby ok. jednej trzeciej. Zmiany tej wielkości znacznie przewyższyłyby wszystko, czego doświadczyliśmy w trakcie światowego kryzysu finansowego w latach 2008–09. To zgrubne oszacowanie obejmuje jedynie początkowy bezpośredni wpływ w sektorach dotkniętych wyłączeniami i nie uwzględnia dodatkowych pośrednich skutków, które mogą pojawić się później” – napisali w niedawnej analizie wpływu pandemii na wzrost gospodarczy ekonomiści Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Z ich szacunków wynika, że Polska należy do krajów, na których ograniczenia odbijają się najmocniej. Pierwsza fala kryzysu jest mniej dotkliwa dla krajów nastawionych np. na eksport surowców.

Jak kwarantanna odbije się na wynikach naszej gospodarki? „Zakładając, że będzie obowiązywać przez cały maj, szacujemy, że w II kwartale konsumpcja prywatna może spaść o ok. 10 proc. z ryzykiem, że spadek będzie głębszy. Oczekujemy, że sektor prywatny gwałtownie ograniczy plany inwestycji. Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą przyszłych perspektyw wzrostu, zakładamy ich spadek o ok. 25 proc. w II kwartale” – oceniają ekonomiści Banku Handlowego.

„Konsumpcja będzie ograniczana nie tylko przez restrykcje w poruszaniu się ludności, ale również spadek dochodów oraz zatrudnienia” – stwierdzają analitycy Credit Agricole Bank Polska w poniedziałkowym raporcie z nowymi prognozami na 2020 r. Zakładają w nim spadek PKB w całym bieżącym roku o 2,1 proc., spowodowany w głównej mierze przez 3,4-proc. obniżkę popytu konsumpcyjnego.

„Biorąc pod uwagę skalę kryzysu na świecie oraz walkę z epidemią, również w Polsce należy zakładać wejście gospodarki w drugim kwartale w głęboką recesję rzędu co najmniej 5–10 proc. Scenariusz zatrzymania zachorowań w drugim kwartale zakłada, że sytuacja gospodarcza zacznie się stabilizować od trzeciego kwartału, a powrót na ścieżkę wzrostu może nastąpić na przełomie 2020 i 2021 roku” – napisał w poniedziałkowym komentarzu dla portalu Business Insider Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Obecne prognozy analityków opierają się na założeniu, że ograniczenia, które mają służyć spowolnieniu rozprzestrzeniania się epidemii, w ciągu kilku tygodni będą znoszone. W wariancie optymistycznym sytuacja powinna się normalizować już w maju. W „realistycznym”, czyli tym najbardziej prawdopodobnym, miesiąc później.

Czas gra tu ogromną rolę. Przesunięcie „normalizacji” o miesiąc – do czerwca – powoduje, że zamiast minimalnego wzrostu gospodarczego, notujemy recesję. Tych kilka tygodni byłoby warte 1,8 pkt proc. PKB. Gdyby realizował się wariant pesymistyczny, PKB w całym 2020 r. notowałby spadek o 6,6 proc. Inaczej mówiąc – kolejne dwa miesiące kwarantanny to z punktu widzenia wzrostu gospodarczego wynik gorszy o 5 pkt proc.

Ujemny wzrost PKB ostatni raz zanotowano w Polsce w 1991 r. Spośród krajów OECD równać się z nami może jedynie Australia. Dłużej nieprzerwany wzrost notowały jednak np. Chiny, Indie czy Egipt.

Ekonomistów pytaliśmy wyłącznie o ich przewidywania co do PKB i zakładanego terminu zakończenia ograniczeń. Nie zadawaliśmy pytań np. o spodziewany deficyt finansów publicznych czy przewidywaną na koniec tego roku stopę bezrobocia. Analizy Banku Handlowego sprzed kilku dni zakładają, że może ona przekroczyć 10 proc. Według Credit Agricole będzie to 6,3 proc.

W ankiecie DGP wzięli udział analitycy: Banku Handlowego, Banku Millennium, Banku Ochrony Środowiska, Banku Pocztowego, Credit Agricole Bank Polska, Krajowej Izby Gospodarczej, mBanku, PKO BP, Polityki Insight, Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Pracodawców RP oraz Santander Bank Polska. 

]]