Media

  • Księga Identyfikacji Wizualnej

    Księga logotypu spółki Expertus określa ogół symboli i zachowań stosowanych w firmie w celu uzyskania czytelnej i spójnej identyfikacji rynkowej

    — Czytaj Więcej

  • Katalog Ofertowy

    Katalog zawiera informacje o firmie, zasadach działania oraz pełną ofertę wykonywanych przez nas usług – Działania Prewencyjne, Kupno Wierzytelności

    — Czytaj Więcej

Reklama radiowa spółki Expertus

Multimedialna prezentacja firmy

Informacje prasowe

GP/BIZNES

ZUS to niezatapialny statek. Nie wywróci go ani spowolnienie gospodarcze, ani demografia

Sep 20 2019
<![CDATA[

Jeśli wierzyć memom, to najbardziej zagrożoną w Polsce instytucją jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. A konkretnie jego część emerytalna. „ZUS zbankrutuje, nie ma sensu płacić składek – to chyba najbardziej popularne sądy na temat tej instytucji. W 2012 r. Fundacja Republikańska w swoim raporcie wróżyła nawet, że już w 2020 r. ZUS czeka bankructwo. Dziś może on odpowiedzieć słynnym cytatem z Marka Twaina: „Wiadomości o mojej śmierci są mocno przesadzone”.

Ostatnie lata pokazały wręcz, że sytuacja finansowa Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest coraz lepsza. Rosnący strumień składek powoduje, że wydolność systemu (czyli relacja pobieranych składek do wypłacanych świadczeń) osiągnęła najwyższe wyniki w historii. Cztery piąte wydatków ZUS jest pokrywanych z napływających składek. Mimo obniżki wieku emerytalnego, która zwiększyła sumę wypłacanych świadczeń, kondycja FUS jest na tyle dobra, że dotacja budżetowa do wypłat w zeszłym roku była niższa, niż planowano (i to sporo, bo zamiast 46,6 mld zł wyniosła 35,8 mld zł).

Jednak najbliższe lata mogą już nie wyglądać tak różowo, bo zaczyna się spowolnienie gospodarcze. Na horyzoncie od dawna widać też kolejne zagrożenie długoterminowe, czyli pogarszającą się sytuację demograficzną. Dlatego powracają pytania o bankructwo ZUS i coraz częściej słychać o pomysłach gruntownego przemodelowania systemu – ten najpopularniejszy to emerytura obywatelska. Jeszcze do niedawna był to postulat, który przemykał gdzieś obok głównego nurtu dyskusji o systemie emerytalnym. Dziś wkrada się do mainstreamu. O czym świadczy fakt, że nawet premier Mateusz Morawiecki, zapytany o emeryturę obywatelską podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, powiedział, że „to dyskusja, która jest dopiero przed nami i tutaj niczego nie należy przesądzać”. Zastrzegł jednocześnie, że obecna ekipa „szanuje dotychczasowe prawa nabyte i wszelkie rozwiązania muszą być społecznie przedyskutowane, muszą mieć akceptację społeczną”. Ale skoro rząd myśli o zniesieniu trzydziestokrotności, czyli limitu składek na ubezpieczenia społeczne, dzięki czemu jeszcze więcej składek osób dobrze zarabiających popłynie do ZUS, to nie ma raczej mowy o tym, by emerytura obywatelska szybko się zmaterializowała.

Złoty środek nie istnieje

Dyskusja na ten temat wskazuje na chęć znalezienia cudownych rozwiązań tam, gdzie nie mogą one istnieć. Czym jest w ogóle system emerytalny? To mechanizm, który dzieli nadwyżkę wypracowaną przez pracujących między emerytów. Stanowi zbiór zasad, który mówi komu i ile z tej nadwyżki się należy. W tym sensie emerytura obywatelska w swojej najprostszej formule opiera się na założeniu „zbierzmy wszystko razem i dajmy każdemu po równo”. Inne modele – jak obowiązujący teraz w Polsce system zdefiniowanej składki czy działający wcześniej system zdefiniowanego świadczenia – starają się różnicować wypłaty w zależności od wkładu pracy czy wysokości zarobków. Czyli w uproszczeniu – od tego, na ile emeryt przyczynił się do rozwoju PKB. System zdefiniowanego świadczenia robi to m.in. na podstawie stażu pracy czy wysokości pensji. Dziś w Polsce są w ten sposób wyliczane emerytury górnicze. Z kolei system zdefiniowanego świadczenia opiera się na założeniu, że określony z góry procent naszych zarobków trafia na konto emerytalne, a gdy wejdziemy w wiek senioralny, to dostajemy świadczenie, którego wysokość wylicza się przez podzielenie składki przez prognozowaną długość życia na emeryturze. To bardzo prosty mechanizm. Składka w polskich warunkach wynosi 19,52 proc. podstawy wymiaru. Oznacza to, że w ciągu roku na konto ZUS wędruje 2,3 naszej miesięcznej pensji. Jeśli będziemy pracowali 40 lat, odłożymy 92 pensje, a jeśli 35 lat – tylko nieco ponad 80.

Aby oszacować świadczenie, trzeba zgromadzoną składkę podzielić przez publikowane przez GUS średnie dalsze trwanie życia. Gdy to zrobimy, okaże się, że emerytura kobiety pracującej 35 lat wyniesie 30 proc. jej pensji, a tej, która ma 40-letni staż – 35 proc. pensji. Z kolei w przypadku mężczyzny będzie to odpowiednio 37 proc. i 43 proc. Jest to osławiona stopa zastąpienia. Tak duża dysproporcja między kobietami a mężczyznami wynika z różnych wieków emerytalnych.

To działanie pokazuje, że wysokość świadczenia zależy od trzech czynników: wielkości zgromadzonej składki, długości życia oraz wartości PKB, czyli tego, ile nasze pensje są warte. Obecny system oparty na kontach emerytalnych jest więc jednocześnie prosty i elastyczny. – Mówi prawdę, nie można w nim składać obietnic bez pokrycia. Każdy dostanie tyle, ile włożył i tyle, ile to jest dziś warte. Czyli tyle, ile wpłacił składki plus stopa zwrotu wynikająca ze wzrostu gospodarczego. Taka zależność obowiązuje w każdym systemie, tylko że w tym, który funkcjonował do 1998 r., nie widzieliśmy efektów tego mechanizmu. W obecnym systemie je widzimy – tłumaczy prof. Marek Góra z SGH, współautor reformy emerytalnej.

Równowaga doskonała

Jest jeszcze jeden ważny aspekt naszego systemu. – Wielkość wypłacanych świadczeń jako odsetek PKB utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Ten system w długim okresie dąży do równowagi – mówi Paweł Wojciechowski, główny ekonomista ZUS. I to największe zaskoczenie – wbrew potocznym sądom o bankructwie ZUS. Około 2060 r. system powinien się zbilansować, czyli wpływy i wydatki powinny być na tym samym poziomie. To wynik zapisanej w emerytalnym wzorze równowagi, że tyle, ile do systemu włoży ubezpieczony, to tyle wyjmie emeryt. Dzisiejszy deficyt jest efektem kosztów okresu przejściowego, czyli pozostałości po starym systemie. Prowadzi to do paradoksów. Gdy PiS obniżył wiek emerytalny, okazało się, że FUS zbilansuje się szybciej. Powód? Wypłacane świadczenia będą niższe nie tylko dla emerytów – także dla FUS ich łączny koszt będzie niższy, niż gdyby miał krócej wypłacać emerytury, za to wyższe.

Dlatego największy straszak, czyli zła sytuacja demograficzna, wcale nie musi przewrócić ZUS. – Jeśli zmiany demograficzne oddziałują w tym samym kierunku i w porównywalnej skali zarówno na PKB, jak i saldo FUS, ponieważ obie wielkości zależą od liczby pracujących i wynagrodzeń, to relacja salda FUS w procencie PKB się nie zmienia. Wbrew fałszywym tezom o bankructwie ZUS nasz system emerytalny wykazuje się największą odpornością na pogarszającą się demografię – podkreśla Paweł Wojciechowski. Oczywiście jeśli koszty świadczenia będą niższe, nie będzie to efekt systemu, lecz pochodna sytuacji całej gospodarki. – Alarmistyczne stwierdzenia, że emerytury będą niskie, wprowadzają w błąd. Ich wysokość to nie skutek działania systemu emerytalnego, tylko zmian demograficznych. Obecny system od razu pokazuje, co się stanie w przyszłości. Pozostaje odporny na różne zawirowania, bo jest przejrzysty, wiarygodny i wypłacalny w najlepszym możliwym zakresie. Nie obiecuje tego, czego potem nie będzie w stanie dotrzymać. A w tym starym można było ludziom wmawiać, że dostaną dużo w przyszłości – podkreśla prof. Marek Góra.

Odporność systemu na radykalne zmiany, takie jak emerytura obywatelska, będzie zależała od tego, ilu emerytów będzie miało świadczenia dużo wyższe od minimalnej emerytury (czyli straciliby na wprowadzeniu emerytury obywatelskiej). Ich liczba może być barierą dla zmian systemowych. – Emeryci będą stanowić trzon wyborców, będzie to ważny i zdyscyplinowany elektorat. Działanie, które uszczuplałoby ich dochody, będzie politycznie ryzykowne – twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista Credite Agricole.

Drogie wyjątki

Oczywiście system nie jest idealny, bo takiego nie ma. Im wyższa będzie liczba niskich emerytur, tym silniejsza presja, by pojawiały się wyjątki od reguły podwyższające świadczenia. Tym, który działa od początku, jest emerytura minimalna gwarantowana przez państwo. Budżet do niej dopłaca, a jej wysokość zależy od stażu, a nie składki. Ale w ostatnim czasie wyjątków pojawia się coraz więcej: emerytura dla matek co najmniej czwórki dzieci, trzynasta emerytura, a nawet zapowiadana już czternasta emerytura. Każdy z tych wyłomów zwiększa koszty systemu. Z drugiej strony – operacje takie jak przekształcenie OFE zapowiadają dodatkowe wpływy.

Wobec pogarszającej się demografii wzrost PKB, czyli także system emerytalny, może wspomóc imigracja. – Światowe przykłady pokazują, że fiskalny skutek migracji jest zawsze pozytywny. W krótkim okresie ten bilans jest wybitnie pozytywny, bo obcokrajowcy wpłacają do systemu, ale z niego nie wyjmują – podkreśla Paweł Wojciechowski. Dziś cudzoziemcy zarejestrowani w ZUS to grupa ponad 600 tys. osób – ok. 4 proc. aktywnych zawodowo, ale odprowadzane przez nich składki stanowią 2 proc. Żeby wsparcie dla ZUS stało się zauważalne, imigrantów musi być więcej, a do tego powinni więcej zarabiać. To z kolei wymagałoby zmiany modelu polityki migracyjnej. Dziś większość imigrantów to Ukraińcy, zwykle przyjeżdżający do Polski na kilka miesięcy. Jeśli pracowaliby u nas dłużej i sprowadzili rodziny, to do ZUS popłynęłyby znacznie wyższe składki. Co osłabiłoby negatywne tendencje wynikające ze spadającej liczby ludności. 

Dziś cudzoziemcy zarejestrowani w ZUS to ponad 600 tys. osób – ok. 4 proc. aktywnych zawodowo, ale odprowadzane przez nich składki stanowią 2 proc. Żeby wsparcie dla ZUS stało się zauważalne, imigrantów musi być więcej, a do tego powinni więcej zarabiać

]]

Budowlanka ma dość czekania na waloryzację. Rusza lawina pozwów

Sep 20 2019
<![CDATA[ Spór z finałem w sądzie

Szlak przetarły już m.in. spółki Budimex i Mosty Łódź. Firmy te w ostatnim czasie złożyły pozwy o dodatkową zapłatę przeciwko Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To pierwsze po dłuższym okresie batalie sądowe z GDDKiA w tej sprawie. Przypomnijmy: wcześniej lawina podobnych pozwów przeszła przez Polskę tuż po Euro 2012 – wówczas również ceny materiałów mocno wzrosły, a w efekcie wiele firm wpadało w tarapaty.

Jan Styliński, szef Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, uważa, że to dopiero początek. – Należy spodziewać się fali pozwów, i to nie tylko przeciwko GDDKiA. Na razie widać, że problem z waloryzacją mają spółki publiczne. Można oczekiwać, że następne w kolejności będą firmy, które albo planują zejście z budowy, albo już to zrobiły – podkreśla Jan Styliński.

I faktycznie: Strabag, Energopol Szczecin, Unibep, Planeta, Rubau Polska to przykłady kolejnych firm, które już składają pozwy lub są gotowe na taki krok. Dokonały już analiz kontraktów, szacując, ile musiałyby dołożyć, by dokończyć inwestycje, wychodząc na zero, czyli bez zarobku, po kosztach. Często jest to kilkadziesiąt procent umówionej kwoty. Ale takich podmiotów szykujących się do sporów jest więcej (patrz ramka: „Kto jeszcze szykuje pozwy?”).

Kto się jeszcze szykuje

• Strabag. Spółka zapowiedziała w rozmowie z Tygodnikiem Gazeta Prawna, że szykuje się do spraw sądowych przeciwko głównym zamawiającym, czyli GDDKiA oraz PKP Polskie Linie Kolejowe. – W naszym przypadku chodzi o wszystkie kontrakty zawierane między 2015 r. a 2017 r., czyli w sumie o kilkanaście umów i straty na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych. Na razie próbujemy dogadać się w tej sprawie z zamawiającymi. Jeśli rozmowy nie przyniosą efektów, to będziemy składać pozew do sądu – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag.

• Unibep. Firma zapowiada wystąpienie z pozwem przeciwko spółce publicznej (nie chodzi jednak ani o GDDKiA, ani o PKP PLK). – Nie chciałbym na razie mówić o tym, kto będzie pozwany. Sprawa dotyczy braku waloryzacji kontraktu zawartego przed trzema laty. Będziemy ubiegać się o kilka milionów złotych, stanowiących 5 proc. jego wartości – informuje Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu.

• Planeta sp. z o.o. Chodzi o umowę realizowaną wspólnie z Przedsiębiorstwem Usług Technicznych INTERCOR pod nazwą „Projekt i budowa obwodnicy Góry Kalwarii w ciągu drogi krajowej nr 79 długości około 5,1 km oraz w ciągu drogi krajowej nr 50 długości około 3,9 km”. – Konsorcjum kilkukrotnie zwracało się do zamawiającego z wnioskiem o podjęcie rozmów w przedmiocie zmiany kontraktowego mechanizmu waloryzacji. Wystąpienia nie odniosły żadnego skutku. Zamawiający uznał bowiem, że przewidziana w umowie waloryzacja na poziomie 1 proc., do tego odsyłająca strony do nieaktualnych rynkowo współczynników, spełnia swoją funkcję – wyjaśnia Szymon Luboiński, radca prawny firmy budowlanej Planeta. Efekt tego jest taki, że poniesiona przez firmę strata finansowa, będąca wynikiem zignorowania problemu przez zamawiającego, była jedną z przyczyn, dla których Planeta nie miała możliwości dalszej realizacji zadania. – Obecnie trwają uzgodnienia pomiędzy konsorcjantami, mające uregulować wzajemne obowiązki stron po zaprzestaniu realizacji części drogowej przez Planetę. Dlatego wejście na drogę sądową wymaga jeszcze uzgodnienia z liderem konsorcjum – firmą Przedsiębiorstwo Usług Technicznych INTERCOR – tłumaczy Szymon Luboiński.

W ocenie wykonawców impas w sprawie waloryzacji umów, przede wszystkim tych zawartych przez GDDKiA, trwa już zbyt długo, i nic nie wskazuje, by zamawiający dobrowolnie zgodzili się na zmiany w kontraktach. W tej sytuacji firmy mówią dość i uważają, że czas podjąć bardziej zdecydowane działania: waloryzacji domagać się będą na drodze sądowej. Argumentują, że nie przewidziały tak gwałtownego wzrostu kosztów materiałów budowlanych i robocizny, który sprawia, że realizacja inwestycji zamiast przewidywanych zysków przynosi straty. Jak wyjaśniają – nie zamierzają przejmować ryzyka wyłącznie na siebie.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁOŚĆ PRZECZYTASZ W DZISIEJSZYM WYDANIU "TYGODNIKA GAZETY PRAWNEJ" >>>>>

]]

Pomnażanie zgromadzonych środków jest istotą PPK

Sep 19 2019
<![CDATA[

Pracodawcy muszą odpowiedzialnie podejść do wyboru instytucji zarządzającej PPK. Ustawa nałożyła na nich obowiązek oceny ofert pod kątem m.in. proponowanych warunków zarządzania środkami PPK, efektywności w zarządzaniu aktywami oraz doświadczenia w zarządzaniu funduszami. Takie kryteria są trudne do oceny przez osoby bez wiedzy o rynku finansowym. Dlatego część firm przy wyborze dostawcy PPK korzysta z pomocy kancelarii prawniczych czy firm brokerskich. Jednak nawet te podmioty nie mają doświadczenia w selekcji instytucji finansowych pod kątem PPK, ponieważ jest to nowy system i mało kto wie, jak będzie działał w praktyce. Nawet doświadczony pośrednik nie zagwarantuje dobrego wyboru, a po uruchomieniu PPK to pracodawca będzie musiał kontrolować, czy umowa o zarządzanie jest właściwie wykonywana, a przede wszystkim, czy wyniki inwestycyjne funduszy są zadowalające.Nie tylko opłata za zarządzanieDziały kadrowe zastanawiają się, czym mają kierować się przy wyborze dostawcy PPK. To długoterminowy program oszczędzania, więc żaden dyrektor personalny nie chce, w przypadku słabszych wyników inwestycyjnych, tłumaczyć później swoim pracownikom, że wybrał daną instytucję tylko dlatego, że pobierała, przykładowo, o ułamek procenta mniejszą opłatę za zarządzanie. Policzmy: przy płacy 4 tys. zł brutto i całkowitej składce 3,5 proc., obniżenie opłaty z 0,40 proc. do 0,30 proc. przekładać się będzie w pierwszym pełnym roku programu na roczny koszt dla pracownika mniejszy o zaledwie 2 zł. Na jakie inne elementy powinno się więc zwrócić uwagę?Często stosowanym kryterium porównań są historyczne wyniki inwestycyjne. Wiele elementów utrudnia jednak takie porównanie: różnice prawne i statutowe między funduszami, polityka inwestycyjna, przyjęte benchmarki oraz duże zróżnicowanie opłat za zarządzanie i za wynik. Żadna instytucja finansowa nie może też dać gwarancji, że zarządzający, który zajmował się jakimś funduszem, osiągnie podobne wyniki w przyszłości albo że w ogóle będzie zajmował się zarządzaniem funduszami PPK. Należy więc sprawdzić, jakie faktyczne zasoby kadrowe i organizacyjne będą przeznaczone do zarządzania funduszami PPK. Ważne staje się upewnienie się, czy za spadkiem stawki opłat za zarządzanie nie stoi przypadkiem plan ograniczania zespołu specjalistów dedykowanych zarządzaniu PPK.Kolejnym parametrem oceny, o którym trzeba pamiętać, są dodatkowe koszty, które obciążają środki gromadzone przez uczestników PPK. O ile opłata za zarządzanie powinna wpływać na wysoką jakość zarządzania aktywami i wyniki inwestycyjne, o tyle inne koszty nie będą miały tak bezpośredniego przełożenia. Ustawa o PPK pozwala pokrywać z aktywów funduszy PPK, czyli z pieniędzy uczestników, koszty takie jak prowizje brokerskie, opłaty za prowadzenie rachunku pieniężnego, koszty przechowywania aktywów, opłaty rozliczeniowe, koszty depozytariusza i agenta transferowego. Warto zadbać o to, żeby były one jak najniższe, ponieważ większość z tych opłat w ogóle nie podnosi efektywności zarządzania, a tylko pomniejsza aktywa funduszu.Sprawdź, gdzie będą inwestowane aktywaNastępną kwestią, na którą trzeba zwrócić uwagę, jest doświadczenie danej instytucji w zarządzaniu aktywami zagranicznymi. Ustawa o PPK wymaga, aby fundusze PPK lokowały co najmniej 40 proc. części udziałowej w spółki z WIG20. W praktyce można oczekiwać, że będzie to bliżej 50 proc. Inwestycje różnych instytucji na rynku polskim będą więc mocno skorelowane. To, co może zdecydować o stopie zwrotu funduszy PPK, to ich aktywność na rynkach zagranicznych. Wiele firm jest częścią międzynarodowych grup finansowych. Warto jednak sprawdzić, czy know-how zagranicznych jednostek wspiera proces zarządzania aktywami w instytucji działającej w Polsce i czy polski zespół bierze udział w formułowaniu globalnej strategii inwestycyjnej. Ważne jest też określenie, ile osób zajmuje się zarządzaniem portfelem zagranicznym i jaka jest wysokość zarządzanych przez tę instytucję aktywów denominowanych w walutach obcych. Często bowiem jest tak, że w danej instytucji tylko jedna lub dwie osoby zajmują się rynkami zagranicznymi, a wielkość portfela zagranicznego jest niewielka.Największym firmom czasu na wybór zarządzającego PPK zostało niewiele – muszą one to zrobić do 25 października, a zadanie wcale nie jest łatwe. Wybierając instytucję finansową, starałbym się przede wszystkim określić, na ile PPK będzie dla niej priorytetowym biznesem. Wtedy można się spodziewać, że efektywność zarządzania aktywami będzie wysoka, a to właśnie skuteczne pomnażanie oszczędności jest istotą programu PPK.Partnerem Vademecum jest Aegon PTE S.A.

]]