Media

  • Księga Identyfikacji Wizualnej

    Księga logotypu spółki Expertus określa ogół symboli i zachowań stosowanych w firmie w celu uzyskania czytelnej i spójnej identyfikacji rynkowej

    — Czytaj Więcej

  • Katalog Ofertowy

    Katalog zawiera informacje o firmie, zasadach działania oraz pełną ofertę wykonywanych przez nas usług – Działania Prewencyjne, Kupno Wierzytelności

    — Czytaj Więcej

Reklama radiowa spółki Expertus

Multimedialna prezentacja firmy

Informacje prasowe

GP/BIZNES

Nadchodzi Plastic Tax! Co jego wprowadzenie oznacza dla producentów opakowań i konsumentów?

Sep 21 2020
<![CDATA[

Ceny za odbiór i utylizację odpadów od kilku lat systematycznie idą w górę. Jednocześnie, w związku z rosnącą konsumpcją, w gospodarstwach domowych wytwarzanych jest coraz więcej śmieci, w tym tych trudnych lub niemożliwych do przetworzenia.  Problem ten dotyczy także Polski. Wystarczy przypomnieć sobie pożar, do którego doszło chociażby dwa lata temu w Zgierzu. Jednak podobnych tajemniczych „samozapłonów” było w ostatnim czasie więcej.

    Dziś najwięcej odpadów produkują kraje wysoko rozwinięte, w efekcie kłopotliwe zużyte opakowania, w tym butelki, opony, folie itp. trafiają do innych, biedniejszych krajów. Pilnie potrzeba więc regulacji, które może nie zminimalizują od razu ilości odpadów (cały czas trzeba pracować nad świadomością społeczną dotyczącą odpowiedzialnej konsumpcji), ponieważ rozwoju cywilizacyjnego nie da się zatrzymać, ale sprawią, że coraz większą ich ilość – w tym tych najbardziej uciążliwych z tworzyw sztucznych – będzie można przetworzyć i ponownie wykorzystać. Według danych Eurostatu za 2017 rok, w Unii Europejskiej blisko 42% odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych poddano recyklingowi. W Polsce było to niecałe 35%. Mimo że z roku na rok ten udział procentowo się zwiększa, nadal większość takich odpadów trafia na składowiska bądź do spalarni.

Regulacje ograniczające zaśmiecanie planety

Od lipca przyszłego roku kraje członkowskie mają wdrożyć tzw. Dyrektywę Plastikową, wprowadzającą zakaz sprzedaży i używania często stosowanych plastikowych produktów jednorazowego użytku, jak słomki, kubki czy sztućce. Wiele firm, w tym sieci fastfoodowych, już dziś się z nich wycofuje. Ale Dyrektywa Plastikowa ma wytyczać tak naprawdę nowe trendy. Chodzi o to, aby uszkodzone urządzenia, w których znajdują się elementy z tworzyw sztucznych były naprawiane, a butelki czy puszki trafiały do skupu, były myte i ponownie wykorzystywane.

    Jeszcze wcześniej, bo już od 1 stycznia przyszłego roku, ma zacząć obowiązywać tzw. Plastic Tax. Chodzi o to, aby producent zapewnił recykling swoich tworzyw sztucznych. W przeciwnym razie zapłaci od nich podatek. Ma to skłonić firmy do dbałości zarówno o półprodukty wykorzystywane do produkcji opakowań, jak i produkt końcowy, Podatek od plastiku został uchwalony przez Radę Europy Unii Europejskiej w lipcu tego roku. Za jego przyjęciem opowiedziała się większość państw członkowskich, w tym Polska. Wpływy z podatku mają zasilić budżet UE, nadszarpnięty wydatkami z tytułu COVID-19 oraz zostać przeznaczone na odbudowę Europy po pandemii. Nowy podatek ma objąć plastik, wykorzystywany do produkcji opakowań z tworzyw sztucznych, który nie zostanie poddany recyklingowi. Za każdy kilogram takiego nieprzetwarzalnego surowca trzeba będzie odprowadzić 80 centów. Do planów Unii odniósł się Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych. PZPTS uważa, że rozwiązanie to dyskryminuje kraje o niższym poziomie recyklingu, w tym Polskę. Dodaje, że wystarczająco dużym wyzwaniem dla branży są dyrektywy unijne, zobowiązujące kraje członkowskie do wprowadzenia do 2030 wyłącznie opakowań, które po wykorzystaniu będzie można poddać recyklingowi. Związek stoi na stanowisku, że kolejna restrykcja zaowocuje wprowadzaniem na rynek innych opakowań, które wprawdzie będzie można przetworzyć, ale które będą też miały wyższy ślad środowiskowy niż tworzywa sztuczne. W efekcie spowoduje to efekt odwrotny od zamierzonego, negatywnie wpływając na nasze otoczenie. PZPTS szacuje, że wprowadzenie Plastic Tax spowoduje wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych od 30% do nawet 100%. Czy te obawy i prognozy rzeczywiście są uzasadnione?

Co wprowadzenie podatku od plastiku oznacza dla konsumentów?

Jeśli wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych rzeczywiście będzie tak gwałtowny jak prognozuje PZPTS należy spodziewać się, że ich wyższe ceny producenci żywności i nie tylko będą – przynajmniej w początkowej fazie – starali się przerzucić na konsumentów. Jednocześnie zaczną też wprowadzać na rynek zastępcze opakowania, które będzie można w całości przetworzyć. Sami konsumenci też będą mogli wybierać między opakowaniami, których nie da się poddać recyklingowi, a nadającymi się do ponownego wykorzystania. Duże znaczenie będzie miała tu edukacja w zakresie segregacji oraz kształtowanie postaw proekologicznych. Takie działania już są podejmowane. Głównie inicjują je gminy, na których barkach spoczywa dziś obowiązek odbioru i zagospodarowania odpadów. Nie jest jednak wykluczone, że z czasem coraz więcej proekologicznych kampanii będą prowadzić także firmy z różnych branż, wykorzystujące opakowania z tworzyw sztucznych i nie tylko. Wprowadzane przez nie rozwiązania mogą bowiem coraz częściej przekładać się na wybory klientów. Ważny będzie już nie tylko sam produkt, ale na znaczeniu będzie zyskiwał także materiał, w który został opakowany.

    Aby wprowadzenie w życie Plastic Tax dało pozytywne efekty, potrzebne jest stabilne prawo. Odnosząc się do planów Unii Europejskiej, Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych zgłosił szereg wątpliwości, które – jak twierdzi – powinny doczekać się klarownej interpretacji. Zaznaczył, że trzeba zacząć od stworzenia spójnej definicji opakowania z tworzywa sztucznego, aby było wiadomo, co tak naprawdę się do niego zalicza. Podniósł też kwestię preferencji dla przedsiębiorców, którzy zdecydują się wspierać rynek recyklingu. PZPTS proponuje stworzyć rejestr opakowań służących higienie i zabezpieczających żywność, które będą wyłączone z Plastic Tax. Podobnie zresztą jak torby na zakupy, od których pobierana jest już wysoka opłata recyklingowa. Postuluje też wprowadzenie okresów przejściowych dla planowanej regulacji, argumentując że w tak krótkim czasie przedsiębiorcy nie zdążą dostosować się do nowych wymogów. Propozycje te wydają się rozsądne.

    Uwagi do nowego podatku mają również organizacje odzysku opakowań. Zdaniem firmy Interseroh powinien on dotyczyć wyłącznie tworzyw, które są trudne lub niemożliwe do recyklingu, a nie - jak w obecnym kształcie - materiałów, które nie zostaną poddane recyklingowi.Mimo że podatek od plastiku budzi dziś sporo kontrowersji, wielu ekspertów jest zdania, że nowe przepisy, wyglądające na pierwszy rzut oka na restrykcyjne, mogą w dłuższej perspektywie okazać się korzystne dla wszystkich uczestników rynku, wyeliminować z obiegu „brudny” plastik i podnieść świadomość ekologiczną.

Najwyższa pora postawić na ekologiczne opakowania

Obecna polityka Unii Europejskiej zmierza do tego, aby skłonić producentów opakowań z tworzyw sztucznych do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje produkty. W zależności od ich właściwości, a konkretnie możliwości przetworzenia i zawartości niebezpiecznych substancji, będą oni ponosili zróżnicowane opłaty recyklingowe. Im opakowanie będzie mniej przyjazne dla środowiska, tym obciążenie producenta, który je wytworzył będzie wyższe. Za najbardziej problematyczne opakowania uchodzą obecnie takie, które zostały źle zaprojektowane, co utrudnia ich właściwą klasyfikację podczas sortowania, jak również wykonane z różnych materiałów, przez co trudno je zarówno właściwie posegregować, jak i podzielić potem na różne frakcje (np. pokryte aluminium torebki na przekąski). Dlatego szczególnie ważne jest dziś wykonanie właściwego, przyjaznego środowisku opakowania. Na rynku są firmy, które nie tylko profesjonalnie się tym zajmują, ale także opiniują gotowe opakowania oceniając, czy łatwo poddać je recyklingowi. Na życzenie klienta sugerowane są odpowiednie materiały oraz udzielane porady projektowe. Po przebadaniu prototypu opakowania klient otrzymuje raport zawierający ocenę jego potencjału recyklingowego oraz sugestie ewentualnych zmian. Minimalizuje to konieczność ponoszenia dodatkowych opłat.

Firma Interseroh aktywowała jakiś czas temu usługę Made for recycling. Na czym ona polega? - Chodzi o to, aby zawczasu wyjść naprzeciw problemowi recyklingu – wyjaśnia Paweł Lesiak, członek zarządu firmy Interseroh. - Proponujemy klientowi kompleksową ocenę opakowania pod kątem jego przydatności do ponownego przetworzenia. Najpierw poznajemy dane opakowanie i kierujemy je na badania laboratoryjne, mające ocenić jego potencjał recyklingowy w skali od 1 do 20. Jeśli opakowanie nie otrzyma wystarczającej liczby punktów (od 16 wzwyż), wskazujemy możliwe zmiany w jego projekcie. Oczywiście zmiany te nie mogą przyczynić się do skrócenia trwałości produktu. Przemyślany, ekologiczny projekt opakowania jest tu bardzo ważny, bo pozwala osiągnąć satysfakcjonujący poziom recyklingu – podkreśla Paweł Lesiak.

Jednocześnie zarówno wielu producentów opakowań, jak i konsumentów zadaje sobie pytanie, jak będą wyglądały ekologiczne opakowania w przyszłości. Odzyskiwanie surowców wtórnych z raz użytych opakowań wydaje się jedynie rozwiązaniem przejściowym, gdyż sam proces odzysku powoduje emisję do atmosfery dwutlenku węgla. Dlatego cały czas trwają prace nad opakowaniami biodegradowalnymi, które w przyszłości zastąpią plastik. Pod uwagę brane są różne koncepcje. Jedną z nich jest materiał zwany shrilkiem, który bardzo przypomina folię. Różnica polega na tym, że jest wykonany z naturalnej chityny oraz związków białka pochodzących z jedwabiu.

Ważna rola organizacji odzysku opakowań

Wiele firm ma dziś problemy z recyklingiem odpadów opakowaniowych i ciągle zmieniającymi się w tym zakresie przepisami. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest nawiązanie współpracy z jedną z Organizacji Odzysku Opakowań. Firmy takie oferują zwykle szeroki wachlarz usług w zakresie ich przetwarzania i utylizacji (ReCycle). Ale to nie wszystko, podejmują też działania zapobiegające powstawaniu odpadów (ReDuce), tworzą koncepcje dotyczące ponownego ich wykorzystania (ReUse), zarządzają wszystkimi siedzibami i filiami firmy pod kątem właściwego zagospodarowania „trudnych” śmieci (ReThink).

    Przedsiębiorca wprowadzający produkty w opakowaniach lub opakowania na polski rynek, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musi spełnić szereg wymogów dotyczących ich odzysku i recyklingu. Może zająć się tym we własnym zakresie, co jest dosyć kłopotliwe ze względu na dynamicznie zmieniające się przepisy lub odsunąć od siebie ten obowiązek, uiszczając opłatę marszałkowską, co jest z kolei bardzo kosztowne. Najlepszym, ale też najtańszym rozwiązaniem wydaje się nawiązanie współpracy z organizacją odzysku. Dzięki temu firma oszczędza pieniądze, które musiałaby przeznaczyć na opłatę marszałkowską, ma porządek w dokumentach i sprawozdaniach, niższe koszty związane ze sprawnym zarządzaniem odpadami oraz poczucie, że jej działania nie szkodzą środowisku naturalnemu. Profesjonalne Organizacje Odzysku Opakowań, na czele z Interseroh, biorą na siebie również wymagane przez prawo kampanie edukacyjne, pomagając budować ekologiczny wizerunek firmy. Edukacja taka obejmuje zarówno pracowników przedsiębiorstwa, działania w przestrzeni publicznej (np. sadzenie drzew) czy tworzenie dedykowanych rozwiązań ekologicznych.

    Dziś bardzo duża ilość plastiku poddawanego recyklingowi pochodzi z selektywnej zbiórki dokonywanej w gospodarstwach domowych. Właściwa segregacja śmieci usprawnia więc siłą rzeczy proces recyklingu i sprawia, że może on być pełniejszy. Ale to wciąż zbyt mało. Recykling musi stać się w przyszłości opłacalny. Do tego stopnia, aby płynące z niego profity przewyższyły koszty wprowadzanych przez poszczególne państwa czy Unię Europejską ekologicznych obostrzeń i rygorów. 

Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań SA

]]

YouTube i Facebook już nie będą uprzywilejowane przez sieci komórkowe

Sep 21 2020
<![CDATA[

Ubiegłotygodniowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest pierwszym, w którym dokonano wykładni rozporządzenia gwarantującego neutralność internetu. Za niedozwolone uznano w nim oferty operatorów telekomunikacyjnych, które pozwalają korzystać bez limitu z wybranych serwisów (np. społecznościowych, muzycznych czy wideo) po wyczerpaniu wykupionego pakietu danych, co zazwyczaj wiąże się z tym, że dostęp do pozostałych usług znacząco spowalnia.

Na ile wyrok ten będzie miał wpływ na polski rynek? Trudno w tej chwili przesądzać. Większość operatorów sprzedaje pakiety reklamowane jako „no limit”. Orange ma usługę Social Pass nastawioną na użytkowników często korzystających z mediów społecznościowych. Używając aplikacji takich jak Facebook, Messenger, Instagram czy Twitter nie wyczerpują oni swego pakietu danych. Operator zapewnia jednak, że działa zgodnie z prawem unijnym.

– W Orange Polska od początku przyjęliśmy zasadę, że ruch w naszych usługach typu Social Pass czy Video Pass nie może być realizowany, jeśli klient wyczerpał podstawowy pakiet danych. Uważamy, że takie rozwiązania nie naruszają zasady neutralności internetu – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy operatora.

Na czym polega różnica? Na tym, że w ramach wspomnianych pakietów użytkownicy nie wykorzystują wykupionego limitu danych, oglądając filmy na YouTubie czy przeglądając Facebooka. Gdy już jednak wspomniany limit wykorzystają, to usługa ta przestaje działać.

Zgadzają się z tym zapytani przez nas prawnicy.

– Zgodnie z wyrokiem TSUE operatorzy nadal mogą oferować oferty typu „zero rating” pod warunkiem, że usługi lub aplikacje objęte „stawką zerową” także będą spowolnione lub blokowane po wyczerpaniu ogólnej puli danych przysługujących danemu użytkownikowi – wyjaśnia Marcin Alberski, członek międzynarodowego zespołu Tech & Comms w polskim biurze Bird & Bird.

– Trybunał orzekł jedynie o zakazie ofert, w których użytkownicy mogliby bez ograniczeń korzystać z usług lub aplikacji objętych „stawką zerową” już po wyczerpaniu ilości danych przysługujących użytkownikowi – doprecyzowuje.

Oferty do prześwietlenia

Także inni polscy operatorzy oferują pakiety „zero rating”. W T-Mobile można wykupić chociażby Supernet Video, który oferuje poza pakietem serwisy takie jak YouTube, Netflix czy Player. Klienci Plusa mogą liczyć na nielimitowany transfer podczas oglądania filmów w serwisie Ipla i słuchania muzyki w Plus Music. Jak ci operatorzy oceniają wyrok TSUE i zgodność z nim swych ofert?

– Analizujemy wspomniany wyrok w kontekście oferowanych przez nas usług oraz dalszego kształtowania oferty – odpisał DGP Arkadiusz Majewski z Plusa. T-Mobile nie odpowiedziało na nasze pytania.

Na pewno wszystkie telekomy muszą liczyć się z tym, że ich oferty zostaną prześwietlone.

„Rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE zgodnie z prawem unijnym ma wiążący charakter i wykładnia przepisów zaprezentowana w tym orzeczeniu wiąże również prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej” – odpisał na nasze pytania Wydział Komunikacji UKE. Zaznaczył przy tym, że ocena zgodności poszczególnych wzorców umownych i praktyk handlowych może być dokonana wyłącznie w toku kontroli lub postępowania administracyjnego.

Kontrolę, przynajmniej teoretycznie, może też przeprowadzić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Praktyki takie mogą zostać uznane za naruszające zbiorowe interesy konsumentów, co grozi przedsiębiorcom karą pieniężną do 10 proc. obrotu rocznego. Poza tym UOKiK często ulega pokusie stosowania wobec operatorów rekompensaty publicznej (nakładając dodatkowe obowiązki finansowe bezpośrednio na rzecz konsumentów), co zwiększa ryzyko – wylicza Krzysztof Witek, adwokat współpracujący z kancelarią Affre i Wspólnicy.

– Poza tym prezes UOKiK może też nałożyć dodatkową karę finansową na osobę zarządzającą przedsiębiorstwem, która umyślnie dopuściła do naruszenia zakazu stosowania zbiorowych interesów konsumentów. Na marginesie, można się zastanowić, czy porozumienia operatorów z dostawcami poszczególnych aplikacji nie zachęcą UOKiK do zbadania także ich wpływu na konkurencję na rynku. To z kolei mogłoby grozić dalszymi postępowaniami – dodaje.

Dyskryminacja usługodawców

Wyrok TSUE dotyczy węgierskiego operatora Telenor Magyarország. W jednym z pakietów oferował on 1 GB danych do wykorzystania w dowolny sposób. Po przekroczeniu tego limitu internet znacząco spowalniał. Nie dotyczyło to jednak wybranych aplikacji służących do przeglądania sieci społecznościowych i wysyłania wiadomości. Z nich można było korzystać bez ograniczeń. Inny pakiet, którego dotyczy druga sprawa, pozwalał bez ograniczeń korzystać z usług wybranych aplikacji muzycznych. Węgierski krajowy urząd ds. mediów i komunikacji (Nemzeti Média- és Hírközlési Hatóság Hivatala) uznał praktyki operatora za sprzeczne z prawem unijnym i nakazał ich zaprzestania. Sąd, do którego odwołał się Telenor, postanowił zaś skierować wniosek prejudycjalny do TSUE.

Kluczowe dla rozstrzygnięcia tych spraw było rozporządzenie 2015/2120 ustanawiające środki dotyczące dostępu do otwartego internetu (patrz: ramka). Artykuł 3 ust. 2 zakazuje ograniczać prawa użytkowników końcowych w zawieranych z nimi umowach. Z kolei ust. 3 nakazuje operatorom traktować wszystkie transmisje danych równo, bez dyskryminacji i ograniczania.

Zdaniem trybunału pojęcie użytkowników końcowych odnosi się zarówno do abonentów, jak i do dostawców treści oraz aplikacji. Ci również, zgodnie z rozporządzeniem, nie mogą być dyskryminowani.

– W dużym uproszczeniu trybunał twierdzi, że jeśli środki zarządzania ruchem polegają na tym, że część aplikacji nie zużywa transferu danych z pakietu, a pozostałe zużywają i po osiągnięciu limitu te pozostałe są spowalniane, to te aplikacje są dyskryminowane – wyjaśnia Krzysztof Witek.

Zdaniem TSUE efekt może być taki, że abonenci częściej korzystają z serwisów „no limit” niż z tych, które zaczynają spowalniać. Narusza to zasadę neutralności internetu.

orzecznictwo

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 15 września 2020 r. w sprawach połączonych C-807/18 i C-39/19.

]]

Brexit. Czy przyjmując ustawę o rynku wewnętrznym Wielka Brytania łamie prawo międzynarodowe?

Sep 18 2020
<![CDATA[

W mijającym tygodniu Izba Gmin wstępnie poparła projekt tzw. ustawy o rynku wewnętrznym. Teraz został on skierowany do dalszych prac w komisjach. Kontrowersje budzą zapisy dokumentu, pozwalające unieważnić niektóre kwestie dotyczące Irlandii Północnej, które już znalazły się w umowie wyjściowej, wcześniej podpisanej przez Wielką Brytanie i Unię Europejską.

Porozumienie wyjściowe obowiązuje od 1 lutego br., czyli od momentu, kiedy Zjednoczone Królestwo formalnie opuściło UE i zaczął się okres przejściowy. Na mocy prawa międzynarodowego sygnatariusze umowy (tj. Wielka Brytania i Unia Europejska) nie mogą w sposób jednostronny odstąpić od porozumienia, ignorować lub zmieniać przepisy, bowiem jest to niezgodne z regulacjami międzynarodowymi.

Izba Gmin uważa, że „nowe prawo brexitowe” jest „rozsądną opcją awaryjną” w przypadku zerwania negocjacji z Unią. Posłowie twierdzą, iż zapisy, które się znalazły w umowie wyjściowej zagrażają integralności Wielkiej Brytanii, a nowa ustawa o rynku wewnętrznym stanowi ochronę Porozumienia Wielkopiątkowego. Jest też gwarancją pokoju i stabilności na obu wyspach.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że to właśnie premier Johnson w październiku ubiegłego roku wynegocjował taką a nie inną umowę, zgodził się na powstanie granicy na Morzu Irlandzkim, podpisał porozumienie wyjściowe i w trakcie niekończących się negocjacji brexitowych uznał, że przepisy dotyczące Irlandii Północnej są niezgodne z prawem krajowym.

Wygląda jednak na to, że Boris Johnson trzyma się ducha mainstreamowego populizmu i testuje ile brytyjskiemu rządowi wolno na arenie międzynarodowej, po to, by utrzymać swoją pozycję na arenie krajowej. Nie należy również wykluczać faktu, że obecne zachowanie Westminsteru jest kolejną taktyką negocjacyjną, która mogłaby przyspieszyć rozmowy miedzy Londynem a Brukselą w sprawie przyszłej umowy handlowej.

Jak tłumaczy gazetaprawna.pl dr Paweł Kowalski z Wydziału Prawa SWPS w Warszawie, każde działanie, do którego będzie prowadził brytyjski premier, będzie naruszeniem prawa międzynarodowego, ponieważ podpisana wcześniej przez Johnsona umowa jest wiążącym aktem prawnym dla jego państwa.

- Prawo krajowe nie powinno dopuścić do zawarcia umowy międzynarodowej, która byłaby niezgodna z porządkiem prawnym danego państwa. Jeżeli już do tego dojdzie, to są zasady w ramach prawa międzynarodowego, gdzie jest jasno powiedziane, że to prawo międzynarodowe jest ponad prawem krajowym. Innymi słowy, podpisana umowa dwustronna lub wielostronna jest nad prawem krajowym. Fakt, że premier dopiero teraz się zorientował, iż podpisany dokument jest niezgodny z prawem krajowym, nie ma żadnego znaczenia. Bilateralne porozumienie obowiązuje, a więc jeżeli dojdzie do przyjęcia tzw. ustawy o rynku wewnętrznym, będziemy mieli do czynienia ze złamaniem prawa międzynarodowego – tłumaczy dr Paweł Kowalski.

W swoim orędziu w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen odniosła się do kwestii brexitu i kontrowersyjnej ustawy, której projekt wstępnie został przyjęty przez Izbę Gmin. Szefowa KE przetoczyła wypowiedź Margaret Thatcher, mówiąc, że to, co było aktualne kiedyś, jest jak najbardziej aktualne teraz: „Wielka Brytania nie łamie postanowień traktatów. Byłoby to złe dla Wielkiej Brytanii, dla stosunków z resztą świata i dla każdego przyszłego traktatu handlowego”.

- Państwo, od którego uczyliśmy się dyplomacji, kończy negocjacje brexitowe jako kraj o totalnym upadku dyplomacji. Bardzo to przykre – podsumowuje dr Paweł Kowalski z SWPS.

]]