Media

  • Księga Identyfikacji Wizualnej

    Księga logotypu spółki Expertus określa ogół symboli i zachowań stosowanych w firmie w celu uzyskania czytelnej i spójnej identyfikacji rynkowej

    — Czytaj Więcej

  • Katalog Ofertowy

    Katalog zawiera informacje o firmie, zasadach działania oraz pełną ofertę wykonywanych przez nas usług – Działania Prewencyjne, Kupno Wierzytelności

    — Czytaj Więcej

Reklama radiowa spółki Expertus

Multimedialna prezentacja firmy

Informacje prasowe

GP/BIZNES

Inflacja w czerwcu najwyższa od listopada 2012 r.

Jul 15 2019
<![CDATA[

Olipra zwrócił uwagę, że zgodnie z danymi GUS inflacja CPI zwiększyła się w czerwcu do 2,6 proc. wobec 2,4 proc. w maju, tym samym przekroczyła cel inflacyjny NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt. proc.) i osiągnęła najwyższy poziom od listopada 2012 r.

Ekonomista podkreślił, że dynamikę cen żywności podbiły drożejące warzywa. "Do wzrostu inflacji ogółem przyczyniła się wyższa dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych, która zwiększyła się w czerwcu do 5,7 proc. wobec 5,0 proc. w maju. Tym samym ukształtowała się ona na najwyższym poziomie od listopada 2017 r. Głównym czynnikiem oddziałującym w kierunku wzrostu cen żywności była wyższa dynamika cen warzyw" - wskazał Olipra.

Zauważył, że ceny warzyw wzrosły o 27,3 proc. rdr w czerwcu br. wobec 22,6 proc. w maju, co - jego zdaniem - jest efektem ubiegłorocznej i tegorocznej suszy. Spadek odnotowała natomiast dynamika cen mięsa (wzrost o 6,0 proc. mdm w czerwcu wobec 6,2 proc. w maju), w tym mięsa wieprzowego (10,6 proc. rdr w czerwcu wobec 12,1 proc. w maju).

"W naszej ocenie obniżenie tempa wzrostu cen w tej kategorii jest przejściowe i w znacznym stopniu wynika z nieznacznej korekty cen na unijnym rynku wieprzowiny po ich silnym wzroście odnotowanym w kwietniu. W kolejnych miesiącach oczekujemy wzrostu rocznej dynamiki cen wieprzowiny ze względu na pogłębiający się spadek produkcji wieprzowiny w Chinach ze względu na ASF" - napisał.

Według Olipry w kierunku wzrostu inflacji ogółem oddziaływała również wyższa inflacja bazowa, która zgodnie z jego szacunkami wyniosła 1,9 proc. rdr w czerwcu wobec 1,7 proc. w maju. Zdaniem ekonomisty jej wzrost wynikał z wyższej dynamiki cen w kategoriach: „łączność” (m.in. efekt wzrostu cen usług telekomunikacyjnych), „rekreacja i kultura” (m.in. efekt wzrostu cen turystyki zorganizowanej), „użytkowanie mieszkania (bez nośników energii)” (m.in. efekt rosnących opłat za wywóz śmieci), „odzież i obuwie”, „napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe”, „inne wydatki na towary i usługi”.

"Inflacja bazowa utrzymuje się w ostatnich miesiącach w trendzie wzrostowym, co w połączeniu z szerokim zakresem produktowym jej wzrostu, wskazuje na stopniowo narastającą presję kosztową w polskiej gospodarce. W warunkach utrzymującej się dobrej koniunktury konsumenckiej firmy mają większe możliwości przerzucenia wyższych kosztów na konsumentów. W kolejnych miesiącach oczekujemy dalszego wzrostu inflacji bazowej w związku z zapowiedzianymi zmianami cenników przez liczne, wiodące firmy usługowe" - uważa przedstawiciel Credit Agricole.

Dodał, że inflację obniżały niższe dynamiki cen paliw (3,0 proc. rdr w czerwcu wobec 4,1 proc. w maju) oraz nośników energii (minus 0,9 proc. rdr w czerwcu wobec minus 0,8 proc. w maju).

"Zgodnie z naszą zrewidowaną prognozą, w kolejnych kwartałach obserwowany będzie dalszy stopniowy wzrost inflacji wspierany przez wyższą dynamikę cen żywności oraz zwiększenie inflacji bazowej. Uważamy, że w I kw. 2020 r. inflacja osiągnie swoje maksimum lokalne na poziomie 3,0 proc rdr. W konsekwencji oczekujemy, że w całym 2019 r. dynamika cen wzrośnie do 2,2 proc. rdr wobec 1,6 proc. w 2018 r., a w 2020 r. obniży się nieznacznie do 2,0 proc." - prognozuje Olipra. Jak zaznaczył, to spójne ze scenariuszem ekonomistów Credit Agricole zakładającym stabilizację stóp procentowych w Polsce przynajmniej do końca 2020 r.

]]

Godusławski: Polisolokaty i obligacje GetBacku, czyli karma wraca

Jul 15 2019
<![CDATA[

Idea Bank sprzedawał obligacje bez zezwolenia, w wielu przypadkach oszukując swoich klientów. Zarzuty ma jego dwóch byłych prezesów, byli członkowie zarządu, dyrektorzy i szeregowi pracownicy. Zawiadomienia do prokuratury składał nawet sam bank. Afera wokół rozmowy Chrzanowski – Czarnecki, która ujrzała światło dzienne ponad pół roku po spotkaniu obu panów, idealnie odwróciła uwagę. Po ujawnieniu przez „Gazetę Wyborczą” nagrania zogniskowała się ona wokół tego, czy Chrzanowski złożył ofertę korupcyjną Czarneckiemu, czy przekroczył uprawnienia, sugerując mu zatrudnienie znajomego prawnika. Prokurator przychylił się do tej drugiej wersji.

Teraz z „GW” dowiadujemy się, że Leszek Czarnecki chce iść do międzynarodowego arbitrażu i walczyć o 1 mld euro odszkodowania za to, że KNF i Bankowy Fundusz Gwarancyjny miały działać na szkodę jego banków i podjąć działania zmierzające do ich przejęcia. Bankier nie zaprzeczył tym informacjom, więc załóżmy, że są prawdziwe.

Pomysł arbitrażu przynajmniej z dwóch powodów wydaje się być absurdalny i wygląda jak kolejna próba odwrócenia od czegoś uwagi albo przygotowania strategii PR. Inwestor ma możliwość umiędzynarodowienia sporu ze Skarbem Państwa, bo akcjonariuszem Getin Noble Banku jest holenderski podmiot Czarneckiego. Jednak dla każdego, kto śledził w ostatnich latach kwestię arbitraży, oczywiste jest, że po wytycznych Komisji Europejskiej i wyroku TSUE z marca 2018 r. nie powinny one być drogą rozwiązywania sporów pomiędzy krajami członkowskimi UE. Oczywiście tu będzie próba znalezienia kruczka prawnego, który pozwoli walczyć inwestorowi o odszkodowanie. Będzie to jednak proces długotrwały i wydaje się, że z niewielkimi szansami na sukces, przy obecnym podejściu do umów o wzajemnej ochronie inwestycji w UE.

Druga, ważniejsza sprawa, to oszacowanie potencjalnej szkody, jaką poniósł Leszek Czarnecki, udowodnienie, co jest jej źródłem i pokazanie, że nadzorca i regulator grali nie fair z Getinem i Idea Bankiem.

Problemy Getinu nie rozpoczęły się wraz z ujawnieniem nagrania. Bank miał je dużo wcześniej. Po ujawnieniu taśmy miliarder musiał mieć świadomość, że to uderzy w płynność jego banków. Było blisko przymusowej restrukturyzacji, czyli resolution sprowadzającego się do sprzedania banku innemu bankowi za symboliczną złotówkę, żeby chronić depozyty. Dzięki wsparciu NBP ten scenariusz się nie ziścił. Trudno jednak zauważyć jakieś inne, wyraźne działania, mające na celu poprawienie sytuacji kapitałowej banków Czarneckiego. Są niby inwestorzy zainteresowani ich zakupem, ale to, że robią due dilligence, czyli badają kondycję finansową przed ewentualnym złożeniem oferty, nic nie znaczy. Jeśli jakiś fundusz inwestycyjny ma okazję, to często wchodzi w ten proces, nawet jeśli nie ma zamiaru kupować podmiotu.

Plan połączenia banków jest nieaktualny, bo problemów nie warto łączyć. Trudno więc będzie Leszkowi Czarneckiemu uzasadnić, że 1 mld euro odszkodowania się należy, bo to kwota ponad trzykrotnie większa, niż jego banki były warte przed aferą wokół KNF, i ponad pięciokrotnie wyższa, niż obecnie są warte na giełdzie.

Słabo broni się też sugestia o działaniach nadzorcy i regulatora na szkodę Getinu i Idei. Wszystkie banki spotkał w ostatnich latach wzrost obciążeń podatkowych czy nadzorczych. To nie dlatego te dwa są na minusie i realizują od długiego czasu plany, które mają je wyprowadzić na prostą. Polisolokaty, kredyty frankowe czy obligacje GetBacku są jak karma, wracają. KNF podchodzi do obu banków z dużą wyrozumiałością, bo nikt normalny – nawet nie żywiąc sympatii do Leszka Czarneckiego – nie zainicjuje działań, które miałyby na celu zaszkodzenie jego podmiotom, bo to cios w cały sektor. Trudno sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek nadzór zaakceptował tak niskie współczynniki kapitałowe, jak ma dzisiaj Idea Bank (1,34 proc. wobec wymaganych 10,9 proc.), a KNF wprowadził tam zaledwie kuratora. W Getinie jest stabilniej. Być może o to właśnie toczy się dzisiaj gra z arbitrażem, aby odwrócić uwagę od problemów, konieczności dokapitalizowania i znalezienia inwestora. W interesie wszystkich powinno być jednak przywrócenie bankom rentowności. 

]]

Smród w księgach wieczystych: Resort środowiska chce wzmianki o immisjach zapachowych

Jul 15 2019
<![CDATA[

Chodzi o projekt ustawy o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może się wiązać z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej. Potocznie nazywany jest projektem ustawy antyodorowej. Jego główne założenie jest takie, by nowo tworzone duże instalacje związane z chowem i hodowlą zwierząt były oddalone od zabudowy mieszkaniowej o co najmniej 500 m. W przypadku ferm średniej wielkości odległość miałaby wynosić ponad 210 m i wzrastać wraz z rozwojem instalacji. Ograniczenie odległościowe nie będzie obowiązywać, jeśli okoliczni mieszkańcy wyrażą zgodę na budowę. Mogą to zrobić np. w zamian za otrzymane tytułem odszkodowania pieniądze, wymianę okien na szczelne czy też obietnicę pracy w nowo utworzonym zakładzie. Taki jest pomysł będącego projektodawcą Ministerstwa Środowiska.

Zgoda każdego właściciela nieruchomości leżącej w chronionym terenie miałaby być wyrażona na piśmie z podpisem notarialnie poświadczonym, z wpisem do księgi wieczystej.

– Chodzi o zapewnienie maksymalnej przejrzystości dla inwestorów i ochronę potencjalnych nabywców nieruchomości oraz potencjalnych inwestorów – przekonuje resort środowiska.

Wypaczanie ksiąg

Na to nie zgadza się Ministerstwo Sprawiedliwości. W swych uwagach, podtrzymanych przed Stałym Komitetem Rady Ministrów, wskazuje ono, że księgi wieczyste od dawien dawna prowadzi się przecież w celu ustalenia stanu prawnego nieruchomości. A – mówiąc obrazowo – to, czy śmierdzi w obrębie danej nieruchomości, nijak nie jest związane z jej stanem prawnym.

Zdaniem resortu sprawiedliwości sądy wieczystoksięgowe musiałyby wręcz odmawiać wpisywania zgód na budowę instalacji. Związane są przecież zasadą legalizmu i ustawą o księgach wieczystych i hipotece (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1916 ze zm.). Trzeba by więc zmienić tę ustawę. A to z kolei w ocenie podległych Zbigniewowi Ziobrze urzędników jest zbędne.

– Aspekt jurydyczny w naszym stanowisku jest bardzo istotny, ale równie ważny jest aspekt stricte ludzki – mówi Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. I przekonuje, że błędem byłoby wpisywanie zgód do ksiąg wieczystych, gdyż nie sprzyjałoby to osobom, które takie zgody wyrażą. Dlaczego?

– Jakie realne możliwości egzekwowania postanowień zawartej umowy, czyli np. otrzymania pracy w zamian za wyrażenie zgody na budowę, miałby obywatel? Gdy zgoda znajdzie się już w księdze wieczystej, może się okazać, że wielka korporacja, budująca odorotwórczą instalację, zapomni o swych obietnicach – wskazuje Marcin Warchoł. Obawia się również wymuszania zgód na budowę instalacji.

– Już teraz, na mocy obowiązujących przepisów, służby środowiskowe przeprowadzają konsultacje wśród obywateli. Wielokrotnie przychodzili do mnie zrozpaczeni ludzie, którym wielkie przedsiębiorstwa groziły, by przypadkiem nie protestowali przeciwko rozpoczynającej się budowie. W przypadku wpisywania zgód do księgi wieczystej problem straszenia i wymuszania zgód może się nasilić – suponuje wiceminister sprawiedliwości.

Odorowa świadomość

Profesor Mariusz Bidziński, szef departamentu prawa gospodarczego w kancelarii Chmaj i Wspólnicy, uważa jednak wymóg wpisania do ksiąg wieczystych zgody na budowę instalacji za dobry pomysł.

– Nieruchomości podlegają obrotowi gospodarczemu, a dokładna informacja o dopuszczalności immisji zapachowych w księdze sprzyja pewności obrotu – przekonuje. Zdaniem prof. Bidzińskiego skorzystają na tym i inwestorzy, i zwykli obywatele. Ci pierwsi, po uzyskaniu zgód, będą mieli pewność, że ich instalacja nie jest zagrożona.

– Wyobraźmy sobie, że jeden z właścicieli nieruchomości objętej strefą ochronną sprzedaje dom osobie trzeciej. Gdyby nie było wzmianki w księdze wieczystej, nowy właściciel mógłby kwestionować istnienie prawa po stronie inwestora. Być może niczego by nie wskórał, ale i ta osoba, i inwestor uwikłaliby się w długotrwały proces sądowy – wskazuje prawnik. Z kolei zwykli obywatele zyskają wówczas, gdy będą planowali zakup nieruchomości.

– Wpisu o wyrażeniu zgody w księdze wieczystej nie da się ukryć, nawet jeżeli w danej chwili nie będzie cuchnąć na posesji. Fakt istnienia takiej zgody może obniżać wartość nieruchomości objętej immisją zapachową. Nabywcy nieruchomości mają więc prawo do rzetelnej informacji – tłumaczy prof. Bidziński.

Protest rolników

Poza resortem sprawiedliwości inne ministerstwa projekt ustawy akceptują. Budzi on jednak ogromne niezadowolenie wśród przedstawicieli agrobiznesu. Protestuje przeciw pracom nad projektem ok. 30 organizacji.

– Wieś służy nie tylko do mieszkania, lecz także do pracy. Tak jest we wszystkich cywilizowanych państwach. My nie pchamy się do miasta. Nie budujemy gospodarstw poza terenami rolnymi, tylko tam, gdzie jest ich miejsce, czyli na wsi. Jeśli więc ktoś na niej mieszka, niech się nie dziwi, że nieopodal jego domu znajduje się hodowla i chów zwierząt – mówił niedawno DGP Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej, który zainicjował wystosowanie apelu do ministra środowiska, by ten odstąpił od prac. Resort środowiska chciałby jednak uchwalenia ustawy jeszcze w tej kadencji parlamentu.

Etap legislacyjny

Projekt po komisji prawniczej

]]