Comunicados de prensa

GP / BIZNES

Koniec z przekrętami w spółdzielniach. Prezes będzie odpowiadać jak funkcjonariusz publiczny?

Feb 21 2020
<![CDATA[ Biznes pod lupą prokuratora

Nie ma tygodnia, by w ogólnopolskich mediach nie mówiono o nieprawidłowościach w którejś z dużych spółdzielni mieszkaniowych. W jednej prokuratura stawia zarzuty prezesowi, bo wyprzedawał wspólny majątek za bezcen, w drugiej prezes robi szemrane biznesy z lokalnymi politykami, a w trzeciej brakuje pieniędzy na remont dachu, przez co w dużym europejskim mieście ludzie boją się, że zacznie im padać na głowy. Jednocześnie nie brakuje spółdzielni mieszkaniowych, o których się nie mówi, bo od lat nie wstrząsają nimi żadne skandale. Efekt jest taki, że prezesi uczciwych kooperatyw są oburzeni, że są wrzucani do jednego worka z tymi nieuczciwymi. Przedstawiciele organizacji społecznych walczących ze spółdzielczymi patologiami postulują zatem zmianę przepisów. Twierdzą, że obecne nie pozwalają na skuteczną kontrolę działalności gospodarczej prowadzonej przez prezesów. Prawnicy specjalizujący się w prawie karnym i spółdzielczym twierdzą, że przepisy są dobre, a jedynie praktyka – zła. A Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że przygląda się sprawie i niektóre regulacje zostaną na pewno zmienione.

Resort sprawiedliwości nie odpuszcza

– Członkowie zarządów spółdzielni mieszkaniowych powinni być funkcjonariuszami publicznymi – mówi prof. Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. I przypomina, że taką zmianę w prawie resort sprawiedliwości już przygotował. El problema es, że znalazła się ona w nowelizacji kodeksu karnego, którą w czerwcu ub.r. prezydent Andrzej Duda – ze względu na tryb jej przyjęcia – skierował do Trybunału Konstytucyjnego. – Ponowimy propozycję dotyczącą menedżerów spółdzielni, jeśli sprawa będzie się przeciągała lub trybunał stwierdzi niezgodność ustawy z konstytucją – zapewnia Marcin Warchoł. A to dlatego że, jak twierdzi, uznanie członków zarządów spółdzielni mieszkaniowych za funkcjonariuszy publicznych rozwiąże większość kłopotów, przynajmniej gdy mowa o ich odpowiedzialności za podejmowane decyzję. – Przyznaję bowiem, że stosowanie przepisu art. 296 kodeksu karnego, który dotyczy niegospodarności, może być utrudnione. Jest on stworzony z myślą o menedżerach spółek i biznesie, a działalność gospodarcza w spółdzielniach mieszkaniowych jest specyficzna – stąd trudności. Uznanie kierownictwa spółdzielni za funkcjonariuszy publicznych otworzy zaś możliwość oceniania ich działań przez pryzmat przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, czyli w kontekście normy ujętej w art. 231 kodeksu karnego – zwraca uwagę prof. Warchoł.

Przypomina również, że już w 2002 r. częściowo tą sprawą zajmował się Sąd Najwyższy. W uchwale składu siedmiu sędziów SN z 28 marca 2002 r. (árbitro. akt I KZP 35/01) stwierdzono, że pełnienie funkcji publicznej w rozumieniu kodeksu karnego obejmuje tylko takie czynności wykonywane przez prezesa zarządu spółdzielni mieszkaniowej na podstawie art. 55 por. 1 ustawy z 16 września 1982 r. – Prawo spółdzielcze, które wiążą się z dysponowaniem środkami publicznymi. – Istotą zmian, o których myślimy, jest przesądzenie, że pełnienie funkcji publicznej przez członków zarządów spółdzielni mieszkaniowych będzie obejmowało nie tylko dysponowanie środkami publicznymi, lecz także prywatnymi środkami spółdzielców. Mówimy przecież o zarządzaniu często ogromnym majątkiem dziesiątek tysięcy ludzi – stwierdza wiceminister sprawiedliwości.

>>>>>>>>>>>>>>TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. PEŁNĄ TREŚĆ PRZECZYTASZ W DZISIEJSZYM WYDANIU TGP <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

]]

Sprawniejsze postępowanie przed KIO. Co zmieni się w przetargach?

Feb 20 2020
<![CDATA[

1 enero 2021 r. wchodzą w życie przepisy nowego Prawa Zamówień Publicznych. Dzięki nim rynek zamówień publicznych będzie bardziej atrakcyjny dla wykonawców, a cały system – bardziej efektywny. Ważnym ogniwem tego systemu jest Krajowa Izba Odwoławcza, odwołania do niej są dla wykonawców najsilniejszym i najskuteczniejszym sposobem na zapewnienie przestrzegania zasad konkurencyjności i równego traktowania.

Więcej ułatwień i sprawna procedura

Nowe Prawo zamówień publicznych wprowadza szereg zmian, które odpowiadają na postulaty wykonawców i mają usprawnić działanie środków ochrony prawnej na rynku zamówień publicznych. Przewiduje m.in., że odwołania wykonawców w przypadku największych postępowań będą rozpatrywać 3-osobowe składy orzekające. Dziś jest to zazwyczaj jedna osoba. Wprowadzenie tej zasady pozwoli na zwiększenie jednolitości orzecznictwa i szerszą wymianę poglądów pomiędzy członkami Izby. Jednocześnie Prezes KIO w sprawach o małej złożoności będzie mógł zarządzić rozpoznanie sprawy w składzie jednoosobowym.

Przepisy dają także prawo odwołania się do KIO w znacznie większej liczbie przypadków, niż to jest obecnie. Aktualna ustawa pozwala na skarżenie w postępowaniach o niższej, nieobjętej dyrektywami unijnymi wartości, tylko ściśle określonych czynności zamawiającego. Nie jest możliwe w tych przypadkach wnoszenie odwołania np. na unieważnienie postępowania czy zmiany w ogłoszeniu. W nowej ustawie wykonawcy będą mogli skarżyć wszystkie czynności zamawiającego podjęte w postępowaniu, niezależnie od wartości zamówienia.

Wyraźnie potwierdzona została możliwość wnoszenia odwołań na niezgodne z ustawą postanowienia wzorów umów przygotowywanych przez zamawiających. Dotyczy to m.in. tzw. klauzul abuzywnych, czyli zakazanych, również wprowadzonych przez nowe Prawo zamówień publicznych. Jeżeli wzór umowy będzie naruszał ten katalog, np. przewidywał kary za niezawinione opóźnienie, wykonawcy będą mogli dochodzić przed KIO wykreślenia takiego zapisu. Kolejnym usprawnieniem jest wydłużenie terminu na wniesienie skargi do sądu ds. zamówień publicznych na orzeczenie KIO z 7 de 14 días. Obniżenie zaś opłaty od skargi na orzeczenie KIO (z pięciokrotności na trzykrotność wpisu od odwołania do KIO) zapewni małym i średnim przedsiębiorcom większą dostępność korzystania ze skargi na orzeczenia Krajowej Izby Odwoławczej. Nowe Prawo Zamówień Publicznych stawia również wyższe wymagania kandydatom na członków KIO. Będą musieli wykazać wyższe kwalifikacje, czyli kompetencje sędziowskie lub uprawnienia odpowiednie dla adwokatów, radców prawnych lub notariuszy, a także praktyczne, pięcioletnie doświadczenie zawodowe związane z zamówieniami publicznymi lub prawem cywilnym.

Wprowadzenie tych wymogów jest konieczne, ponieważ sprawy z zakresu zamówień publicznych rozpoznawane przez Izbę są bardzo skomplikowane. Nie tylko z uwagi na trudności związane ze specyfiką przepisów Prawa Zamówień Publicznych, ale również z powodu złożoności spraw, z którymi zamawiający zgłaszają się do Izby. Z kolei na rzecz wzmocnienia jednolitości orzecznictwa w II instancji działać będzie utworzenie jednego, wyspecjalizowanego sądu ds. zamówień publicznych.

Zmiany będą korzystne również dla zamawiających. Nowa ustawa ogranicza problemy związane z wnoszeniem odwołań w celu przedłużenia postępowania. W przypadku stwierdzenia, że odwołanie wniesiono tylko po to, by nie dopuścić do podpisania umowy z wybranym wykonawcą, KIO będzie mogła uchylić obowiązujący w ustawie zakaz zawarcia umowy, który obowiązuje do czasu rozstrzygnięcia odwołania.

Nowe Prawo zamówień publicznych ma zwiększyć efektywność systemu zamówień publicznych. Oznacza to uzyskiwanie najlepszych możliwych efektów, czyli prawidłowej, terminowej i zgodnej z pierwotnymi założeniami realizacji umowy. Aby ten cel mógł zostać zrealizowany, ustawa odpowiada na najważniejsze problemy rynku. Określono je w wyniku około 2-letnich rozmów z zamawiającymi, wykonawcami, doradcami i prawnikami.

]]

Emilewicz zapowiada zmiany w przepisach o Polskiej Strefie Inwestycji

Feb 20 2020
<![CDATA[

Emilewicz podczas spotkania zorganizowanego w czwartek przez Krakowski Park Technologiczny (KPT) oceniła, że Polska Strefa Inwestycji po niespełna roku działania sprawdziła się i przynosi wymierne efekty. "Mamy bardzo dużo tego, na czym bardzo nam zależało - czyli tego, aby inwestorzy korzystający z przywilejów strefowych pojawiali się na terenach, które dotychczas nie były objęte strefą" - zaznaczyła.

Jak mówiła, efekty działalności Polskiej Strefy Inwestycji są na bieżąco monitorowane, a resort rozwoju pracuje nad zmianą przepisów dotyczących inwestycji. „Przygotowujemy pewne korekty, zarówno w zakresie wielkości inwestycji oraz benefitów podatkowych, na jakie będą mogli liczyć inwestorzy, a także jeszcze większego ściśnienia kryterium zatrudnienia w zakresie reinwestowania. Dziś wiemy, że po pierwsze ręce do pracy są coraz większym wyzwaniem dla inwestorów, a po drugie – to są często inwestycje w automatyzację, robotyzację” - zapowiedziała minister.

Dodała, że propozycje nowych kryteriów inwestycji są już po uzgodnieniach z Ministerstwem Finansów.

Emilewicz pytana przez PAP, kiedy nowe przepisy mogą wejść w życia, odpowiedziała: „Chcielibyśmy w przyszłym tygodniu wpisać ustawę do wykazu prac Rady Ministrów, do czerwca przeprowadzić projekt ścieżką rządową i później już przez parlament. W pełni bezpiecznie mogę powiedzieć, że to będzie 1 stycznia przyszłego roku, a być może uda nam się to rozbić jeszcze w ciągu tego roku” - oceniła.

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin powiedział podczas konferencji, że inwestycje generowane przez Polską Strefę Inwestycji są „przestrzenią ważną nie tylko z punktu widzenia rozwoju polskiej gospodarki, ale także z punktu widzenia polskiej nauki”. „To jest przestrzeń, która w większości wypełniona jest inwestycjami bardzo innowacyjnymi. Od czterech lat wraz z panią minister Emilewicz konsekwentnie budujemy kolejne przęsła, pomosty pomiędzy nauką a biznesem” - podkreślił.

Podczas konferencji, która odbyła się w krakowskiej Nowej Hucie, Krakowski Park Technologiczny podsumował ubiegły rok i wręczył nagrody firmom oraz gminom, które przyczyniły się do rozwoju Małopolski w ubiegłym roku w czterech kategoriach. W kategorii „Pionier w gminie” nagrodzono firmę ECUmaster, „Największa inwestycja” - firmę Orlen, „Odważny mikroprzedsiębiorca” – firmę MarDruk, „najlepiej przygotowane tereny inwestycyjne” - gminę Babice.

Emilewicz informowała pod koniec stycznia, że od września 2018 r., czyli od początku istnienia Polskiej Strefy Ekonomicznej, wydano ponad 430 nowych pozwoleń strefowych na zadeklarowane inwestycje. Wartość tych inwestycji to 20,9 mil millones de PLN. Według danych MR tylko w 2019 r. inwestorzy zadeklarowali 6,2 mil. nowych miejsc pracy.

Najwięcej inwestycji w 2019 r. pozyskały strefy: Katowicka (10,6 mil millones de PLN) i Wałbrzyska (9,5 mil millones de PLN). Następnie się plasują - TSSE Euro-Park Wisłosan (7,1 mil millones de PLN), Łódzka (6 mil millones de PLN), SSE Euro-Park Mielec (4,6 mil millones de PLN), Pomorska SSE (4,4 mil millones de PLN), Krakowski Park technologiczny (4,3 mil millones de PLN), Kostrzyńsko-Słubicka SSE (4,1 mil millones de PLN), Warmińsko-mazurska (2,6 mil millones de PLN), Legnicka SSE (2,1 mil millones de PLN), Suwalska (1,4 mil millones de PLN), SSE Starachowice (1,2 mil millones de PLN), Słupska (728 millones de PLN), Kamiennogórska (541 millones de PLN).

Ustawa, na mocy której cały obszar Polski, na którym można prowadzić działalność gospodarczą, stał się specjalną strefą ekonomiczną, weszła w życie 30 Junio 2018 r. Nowy system wspierania inwestycji m.in. rozszerzył zasięg terytorialny Specjalnych Stref Ekonomicznych z 0,08 ciento. obszaru kraju na teren niemal całej Polski, zróżnicował także kryteria przyznawania pomocy w zależności od jakości inwestycji, sytuacji gospodarczej w regionie i jego strategicznych potrzeb w myśl zasady zrównoważonego rozwoju. Przepisy umożliwią zwolnienia podatkowe dla inwestorów na 10-15 años. Dodatkowe punkty są przyznawane firmom z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, a także za lokalizację w powiecie o wysokiej stopie bezrobocia lub mieście średnim tracącym funkcje społeczno-gospodarcze. Premiowane są te przedsięwzięcia, które wpływają na konkurencyjność i innowacyjność regionalnych gospodarek. (PAP)

autor: Rafał Grzyb

]]

Bruksela odpuszcza. Trudności z wprowadzeniem zasady "pieniądze za praworządność"

Feb 20 2020
<![CDATA[

Jak przypomina dziennik, w Brukseli rozpoczyna się w czwartek nadzwyczajny szczyt poświęcony budżetowi UE na lata 2021–2027. "Stawką są nie tylko dziesiątki miliardów euro dla Polski w funduszach na rozwój gospodarczy i wspieranie rolnictwa, ale też kwestia tego, czy można odbierać pieniądze tym państwom członkowskim, które nie przestrzegają praworządności" - podkreśla "Rz".

Z nieoficjalnych rozmów "Rzeczpospolitej" z dyplomatami i urzędnikami z obu stron sporu o praworządność wynika, że będzie można. Ale - jak zaznacza gazeta - dużo trudniej, niż chciały tego początkowo Komisja Europejska i kilka najbardziej zaangażowanych w obronę praworządności państw UE. "W praktyce może to oznaczać, że Polski ten instrument nie dotknie" - twierdzi "Rzeczpospolita".

Przypomina, że w maju 2018 r. Komisja Europejska zaproponowała projekt rozporządzenia, które daje jej możliwość zawnioskowania o zawieszenie wypłat unijnych funduszy dla krajów, w których problemy z systemem sądownictwa powodują zagrożenie dla unijnego budżetu.

"KE od początku wiedziała jednak, że normalny proces decyzyjny, czyli kwalifikowana większość państw członkowskich za przyjęciem ewentualnego wniosku Komisji, może być zbyt słaby. Bo już procedury z artykułu 7 unijnego traktatu, gdy chodziło o polityczne napiętnowanie naszego kraju za łamanie praworządności, pokazały, że można takiej większości dla ukarania Polski czy innych krajów nie uzyskać. Dlatego KE zaproponowała tzw. odwróconą większość, czyli potrzeba większości nie żeby decyzję przyjąć, ale żeby ją odrzucić" - tłumaczy "Rz".

Y añade, że w ramach negocjacji budżetowych Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej, osłabił jednak ten mechanizm, zapisując, że do decyzji potrzebna jest normalna większość kwalifikowana. "Niemcy, Holandia, Szwecja czy Dania krytykują szefa RE i przekonują, że trzeba wrócić do pierwotnej propozycji" - pisze dziennik.

Z nieoficjalnych informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że na to nie ma jednak szans. "Wielu państwom nie podoba się bowiem głosowanie odwróconą większością, bo uważają, że to zamach na ich kompetencje. Poza tym Michel słucha prawników. A ci wskazują, że nie można aktem niższego rzędu – rozporządzeniem – zmieniać zapisów prawa pierwotnego, czyli traktatów. A w nich nie ma możliwości takiego karania państw za łamanie praworządności" - czytamy w "Rz".

]]

Koronawirus. Polski Instytut Ekonomiczny wylicza skutki epidemii dla PKB

Feb 20 2020
<![CDATA[

"Z powodu koronawirusa można oczekiwać zmniejszenia tempa wzrostu gospodarczego Polski w 2020 r. o ok. 0,02 punto. por ciento." - wyliczyli eksperci PIE, aceptar - za niemieckim Ifo Institut - że wskutek epidemii koronawirusa wzrost gospodarczy Chin w 2020 r. zmniejszy się o 1 punto. por ciento.(co odpowiada w przybliżeniu spadkowi popytu finalnego o 2 ciento).

Według PIE Polska znajdzie się zatem w gronie krajów UE "w relatywnie niewielkim stopniu" dotkniętych osłabieniem chińskiej gospodarki. "Najbardziej może ucierpieć gospodarka niemiecka, jednak nawet w jej przypadku spadek tempa wzrostu PKB nie powinien być większy niż o 0,06 punto. por ciento." - ocenili eksperci instytutu w najnowszym wydaniu "Tygodnika Gospodarczego PIE". Dodali, że wśród państw UE Niemcy mają najsilniejsze powiązania handlowo-inwestycyjne z gospodarką chińską - en 2018 r. odpowiadały one za połowę eksportu UE-27 do Chin. Negatywne skutki epidemii koronawirusa, jak wskazali, może też odczuć Irlandia (spadek tempa wzrostu PKB o 0,05 punto. por ciento.), Holandia i Dania, a także pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej (spadek o 0,04 punto. por ciento.)

W Polce, efekty spadku popytu w Chinach mogą być najbardziej odczuwalne w produkcji metali oraz transporcie lotniczym - wynika z prognoz PIE. "Wartość dodana, jak i liczba pracujących w tych działach polskiej gospodarki może zmniejszyć się z tego tytułu o więcej niż 0,1 por ciento." - czytamy. W dalszej kolejności może ucierpieć produkcja maszyn i urządzeń, górnictwo i wydobycie, produkcja sprzętu elektrycznego, produkcja pojazdów mechanicznych oraz produkcja wyrobów metalowych. "W tych działach można spodziewać się spadku wartości dodanej i liczby pracujących o 0,05-0,1 por ciento." - napisano.

Eksperci PIE podkreślili, że oszacowane skutki epidemii koronawirusa w Chinach dla polskiej gospodarki "wydają się być prawie niezauważalne". Zaznaczyli, że o skali wpływu tej epidemii na gospodarkę Chin, a w konsekwencji na gospodarkę światową, zdecyduje dalszy rozwój wydarzeń. "W sytuacji przedłużających się zakłóceń w gospodarce chińskiej, wskutek dalszego rozprzestrzeniania się wirusa, przyjęcie założenia o spadku PKB Chin z tego tytułu o 1 punto. ciento. w ujęciu rocznym może okazać się niewystarczające. Im bardziej chińska gospodarka spowolni, tym bardziej odczuje to gospodarka światowa" - podsumowali.

Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) to publiczny think tank gospodarczy. Zajmuje się dostarczaniem analiz i ekspertyz do realizacji Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a także popularyzacją polskich badań naukowych z zakresu nauk ekonomicznych i społecznych w kraju oraz za granicą.

]]

W naszej gospodarce zaczyna się wyścig pensji z cenami

Feb 20 2020
<![CDATA[

Od stycznia płaca minimalna wynosi 2600 zł brutto. To pierwszy krok z zapowiadanego przez Prawo i Sprawiedliwość w czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej radykalnego podniesienia najniższej pensji do 4000 zł, co ma nastąpić w 2024 r. Już wtedy część ekonomistów zwracała uwagę, jak ryzykowny może to być manewr. Z punktu widzenia pracowników wyższa płaca minimalna powinna podnieść całą siatkę wynagrodzeń, ale dla przedsiębiorstw oznacza wzrost kosztów pracy. A dla całej gospodarki ryzyko wyhamowania wzrostu zatrudnienia i wyższe ceny.

Prawo jazdy kategorii B do zmiany. Rząd wprowadza nowe przepisy >>>

Styczniowe dane GUS z rynku pracy zdają się po części potwierdzać każdą z tych tez. Duża podwyżka najniższych pensji (o 15,5 por ciento.) przełożyła się na wyższą dynamikę wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Wyższą niż w poprzednich miesiącach, ale też większą, niż oczekiwali ekonomiści.

GUS podał, że płace wzrosły o 7,1 por ciento., eksperci zakładali, że będzie to 6,8 ciento. Jednocześnie ostro zaczął hamować wzrost zatrudnienia. Liczba etatów zwiększyła się w styczniu jedynie o 45 tys., wobec 136 mil. przed rokiem. Dane nie do końca są porównywalne, bo GUS co rok zmienia grupę badanych przedsiębiorstw. Ale potwierdzają trend, który był widoczny już w drugiej połowie 2019 r.: popyt na pracę maleje, co ma bezpośredni związek nie tylko z rosnącymi jej kosztami, ale też ze spowolnieniem gospodarczym. Firmy, zakładając, że będzie mniej chętnych na ich towary i usługi, nie widzą potrzeby, by zwiększać swoje załogi. Tym bardziej że coraz droższa praca oznacza dla przedsiębiorstw coraz większy koszt, który próbują przerzucać na klienta, żądając wyższych cen. A to dodatkowo może ograniczać popyt. Efekt przerzucania kosztów na ceny już widać w danych o inflacji. W styczniu wyniosła ona 4,4 ciento. al año. Według ekspertów przyczyny to nie tylko wyższe ceny regulowane (śmieci, prąd), ale też drożejące usługi, w których płace są najbardziej kosztogenne.

Co z konsumpcją?

Presja na koszty pracy w firmach sprawia, że część usług drożeje. Jednocześnie rosnąca inflacja zżera część podwyżek wynagrodzeń i siła nabywcza płac nie rośnie tak szybko jak w poprzednich miesiącach. Co stawia pod znakiem zapytania rolę wynagrodzeń w kreowaniu konsumpcji prywatnej. Do tej pory rozgrzany rynek pracy w połączeniu z rosnącymi transferami społecznymi był paliwem dla konsumpcji, która z kolei napędzała wzrost gospodarczy. Teraz sytuacja się zmieniła: zwiększenie transferów społecznych nie przełożyło się na skłonność do wydawania pieniędzy przez gospodarstwa domowe. A podwyżki pensji mogą realnie wcale nie być takie duże, by nadal ją pobudzać, o ile podwyższona inflacja utrzyma się przez dłuższy czas. Może to działać dwutorowo: przez wyższe ceny konsumentów będzie stać na mniej albo strach przed drożyzną będzie skłaniał ich do odkładania konsumpcji na później.

– Miejmy nadzieję, że spełni się scenariusz, w którym wskaźnik wzrostu cen jest już na szczycie i w drugiej połowie roku będzie malał do ok. 3 ciento. Poza tym zwracam uwagę, że wpływ zwiększenia płacy minimalnej na wzrost pensji w przedsiębiorstwach jest niższy niż w całej gospodarce narodowej. W firmach pobiera ją ok. 7,6 ciento. zatrudnionych, a w całej gospodarce ok. 15 ciento. – mówi Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP. Y añade, że dla konsumpcji prywatnej ważne są też inne czynniki, np. nastroje konsumenckie (o nich w tekście poniżej). Jeśli ludzie będą przekonani, że gospodarka rzeczywiście zwalnia, to mogą odkładać decyzje o zakupach. Z tej perspektywy dane z rynku pracy były gorsze od oczekiwań.

Będzie efekt drugiej rundy?

Jest jeszcze jedna zależność między cenami a zarobkami. To tzw. efekt drugiej rundy. Polega on na tym, że w odpowiedzi na rosnące ceny pracownicy domagają się podwyżek, by zachować siłę nabywczą swoich dochodów. Pracodawcy się na to godzą, przez co rosną im koszty pracy – co ostatecznie powoduje jeszcze większy wzrost cen.

Oszczędzający w Polsce mają gorzej niż w Szwajcarii. Oto realne oprocentowanie lokat >>>

Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, bardzo ostrożnie wypowiadają się o ryzyku wystąpienia tego efektu.

– Coś na kształt takiego zjawiska mamy w usługach, gdzie ceny wzrosły ze względu na wyższe pensje. Ale klasyczna spirala cenowo-płacowa nam raczej nie grozi. Z jednego głównego powodu: gospodarka zwalnia i rynek pracy jest mniej rozgrzany – mówi Urszula Kryńska.

– Pracodawcy mają dość silny argument przeciwko narastaniu presji płacowej: wraz ze spowolnieniem popyt na pracę spada. Na dodatek była podwyżka minimalnego wynagrodzenia, wprowadzono pracownicze plany kapitałowe, które też zwiększają koszty pracy – dodaje Marcin Luziński z Santander Bank Polska. On też nie wierzy, żeby dziś wystąpiły efekty drugiej rundy. Ale zwraca uwagę, że z inflacją mogą być jeszcze problemy zupełnie niezależne od rynku pracy. Na przykład postępująca epidemia koronawirusa, która przerwała globalne łańcuchy dostaw, może zmusić producentów do szukania alternatywnych, droższych dostawców spoza Chin. Albo w ogóle ograniczy podaż niektórych towarów – co też przełoży się na ceny.

– Faktycznie mamy już sytuację, że w społecznej świadomości ceny i tak są wysokie oraz że szybko rosną. A to może się przekładać na oczekiwania płacowe – mówi Luziński. 

]]

Inflacja to cena, którą warto płacić za rozwój? Tak obecny rząd prowadzi nas do Azji

Feb 20 2020
<![CDATA[

Inflacja jest koncepcyjnie wpisana w socjalno-interwencjonistyczny program PiS. To nic zaskakującego. Ekonomiści, do których wzdycha i którymi inspiruje się premier Morawiecki, uważają, że inflacja to cena, którą warto płacić za rozwój. Oczywiście, płacić mają obywatele, a rozwój definiować mają politycy.

“Jest inflacja i inflacja. Wysoka jest niekorzystna, ale umiarkowana nie tylko nie musi szkodzić, ale może nawet być do pogodzenia z szybkim wzrostem i powstawaniem miejsc pracy. Możemy powiedzieć, że pewien stopień inflacji jest w dynamicznej gospodarce nie do uniknięcia. Ceny się zmieniają, bo zmienia się gospodarka, więc jest czymś dobrym, że gdy pojawia się wiele nowych obszarów działalności, tworzących nowy popyt, ceny rosną.”

Powyższy cytat brzmi, jak żywcem wyjęty z ortodoksyjnych podręczników do makroekonomii. Wszyscy bankierzy centralni świata sądzą przecież, że niewielki wzrost cen jest dla gospodarki dobry. Boją się raczej deflacji, czyli spadku cen, niż inflacji. To deflacja np. jest zmorą strefy euro. A jednak cytat nie pochodzi od żadnego neoklasycznego ortodoksa. Słowa te padają w książce “Źli Samarytanie” ekonomisty Ha-Joon Changa. Stopa “umiarkowanej inflacji” to dla niego nawet 40 ciento. w ujęciu rocznym, a więc niemal dzięsięciokrotnie więcej niż inflacja, którą notujemy w Polsce obecnie i jakieś 20-krotnie więcej niż wynoszą cele inflacyjne wyznaczane przez banki centralne. Innymi słowy, Ha-Joon Chang akceptuje odchudzenie naszych portfeli o 40 ciento. pod warunkiem, że rośnie wskaźnik PKB, przy czym wiadomo przecież, że ów wskaźnik rosnąć może nawet, gdy... obywatele biednieją. Wystarczy budować piramidy, albo ich współczesną wersję - stadiony, parki wodne, czy ekrany dźwiękochłonne w szczerym polu. W PKB wlicza się przecież także nonsensowne inwestycje publiczne. Zwariowana teoria, prawda?

Może i zwariowana, ale tłumaczy ona, dlaczego w siedzibie Narodowego Banku Polskiego panuje dzisiaj spokój i nie rozważa się np. podniesienia stóp procentowych (a przynajmniej głośno się o tym nie mówi). Ha-Joon Chang bowiem ma istotne związki z Polską. Pochodzi z Korei Południowej, kraju będącego inspiracją dla naszych macherów od polityki gospodarczej, w tym przede wszystkim dla premiera Mateusza Morawieckiego. Premier chciałby iść jej śladem. Mówił trzy lata temu na Kongresie Innowatorów, że należy “między bajki włożyć to, że Korea Południowa stworzyła swoja potęgę w oparciu o neoliberalny wzrost gospodarczy. Była ona wspierana wysiłkiem państwa, legislacyjnym ale i kapitałowym.” Ha-Joon Chang natomiast poświęcił swoją twórczość opisywaniu tych jakże płodnych i korzystnych wysiłków państwa i budowie nieortodoksyjnego podejścia do jego roli. Dokładnie takiego, jakie w praktyce prezentuje rząd PiS: dużo interwencji, dużo regulacji i hojny socjal. To w sumie dawać ma ponadnormatywnie szybki wzrost gospodarczy. Skoro Ha-Joon Chang zauważa, że inflacja może być nieuniknionym, ale akceptowalnym skutkiem wzrostu, to nie ma powodu sądzić, że premier Morawiecki i pozostałe osoby sterujące polską gospodarką mają w tej kwestii inną opinię.

Nie chcę dyskutować tutaj na temat tego, czy mają rację, chociaż mógłby rozpisać się wylewnie o tym, jak intelektualnie uboga jest proinflacyjna argumentacja Ha-Joon Changa i jak miałkie są historyczne przykłady, które rzekomo ją potwierdzają. Ograniczę się tylko do przykładu Brazylii, kraju przywołanego przez Koreańczyka jako dowód koronny. Oto, pisze Ha-Joon Chang, Brazylia w latach 60 yo 70 XX w. notowała inflację średnio na poziomie 41 ciento. rocznie, a jednocześnie PKB per capita wzrastał tam o 4,5 ciento. rocznie. Kontrastuje to z okresem 1996-2005, gdy inflację opanowano, ale wzrost PKB per capita spadł do 1,3 ciento. rocznie. Obrazek to piękny, tyle że niepełny. Bo co z okresem 1980-1995? Koreańczyk pomija go, bo wówczas w Brazylii szalała hiperinflacja, a wzrostu gospodarczego nie notowano wcale. Owa hiperinflacja nie była niezawinioną plagą zrzuconą przez złośliwego Boga na miodem, mlekiem i “umiarkowaną” inflacją płynącą Brazylię, ale była owej “umiarkowanej” inflacji naturalnym rozwinięciem. Lata 60 yo 70 XX w. to, o czym Koreańczyk nie wspomina, to dla Brazylii okres rosnącej gospodarczej niestabilności, rosnącej niewydajności państwowych przedsiębiorstw (które się bardzo w tym czasie rozrosły) i rosnącego zadłużenia wewnętrznego. O wiele lepiej dla Brazylii byłoby, gdyby notowała przeciętny ale stabilny wzrost od lat 60 do dzisiaj niż, by przypominała – jak to miało miejsce w rzeczywistości – samochód z szalonym kierowcą, który bez powodu rozpędza się, hamuje z piskiem opon, cofa, znów się rozpędza. Ale, cóż, dobrobytu, jak się znów okazało, wydrukować jednak nie można. Aż chciałoby się powiedzieć do niecierpliwych i chciwych szybkiego wzbogacenia Brazylijczyków: “Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało!”

Ale i my, Polacy, możemy być adresatami tej smutnej konstatacji. Wybierając PiS do władzy, wiedzieliśmy, że nie jest to partia ekonomicznych merytokratów, którzy korzystają z najlepszej dostępnej teorii ekonomicznej, która to teoria interwencję gospodarczą dopuszcza, ale darzy ograniczonym zaufaniem. Socjalno-etatystyczny rys ideologii PiS był przecież powszechnie znany i tylko skrajny analfabetyzm ekonomiczny mógłby wytłumaczyć ślepotę na fakt, że rodzi on ryzyka takie, jak wysoka inflacja. Przyjmując jałmużnę znaną jako 500+, akceptując odwrót od prywatyzacji i rozbudowę sektora publicznego, zgodziliśmy się na nie. A piszę “ryzyka”, bo azjatyckie spojrzenie na gospodarkę pociąga za sobą także inne “cudowne” konsekwencje, np. liberalne, es decir,. wyrozumiałe podejście do zjawiska korupcji. Ha-Joon Chang pisze np., że “jeśli minister efektywniej wykorzysta pieniądze (z łapówki) niż kapitalista, to korupcja może wręcz pomóc wzrostowi gospodarczemu”, a “gdy spojrzymy na historię, okaże się, że wielu urzędników i polityków było roztropnymi inwestorami, podczas gdy wielu kapitalistów roztrwoniło swoje majątki.” Nie powinno nas więc dziwić, jeśli i w naszym kraju rozkwitną różne formy przekupstwa, a rząd będzie te zjawiska bagatelizował. Właściwie już to, zdaje się, robi, ale... wszystko dla wzrostu PKB, a PKB rośnie, prawda?

To idealne miejsce, by zacytować zwrotkę z kultowej piosenki T. Love “Jest super”: “Mamy extra rząd i super prezydenta/Ci wszyscy ludzie to wspaniali fachowcy/ Ufam im i wiem, że wybrałem swoją przyszłość/ Za rękę poprowadzą mnie do…” I tu mała zmiana. W oryginale extra rząd prowadzi nas do Europy. Nasz obecny rząd prowadzi nas do Azji.

]]