Comunicados de prensa

GP / BIZNES

ZUS to niezatapialny statek. Nie wywróci go ani spowolnienie gospodarcze, ani demografia

Septiembre 20 2019
<![CDATA[

Jeśli wierzyć memom, to najbardziej zagrożoną w Polsce instytucją jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. A konkretnie jego część emerytalna. „ZUS zbankrutuje, nie ma sensu płacić składek – to chyba najbardziej popularne sądy na temat tej instytucji. En 2012 r. Fundacja Republikańska w swoim raporcie wróżyła nawet, że już w 2020 r. ZUS czeka bankructwo. Dziś może on odpowiedzieć słynnym cytatem z Marka Twaina: „Wiadomości o mojej śmierci są mocno przesadzone”.

Ostatnie lata pokazały wręcz, że sytuacja finansowa Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest coraz lepsza. Rosnący strumień składek powoduje, że wydolność systemu (czyli relacja pobieranych składek do wypłacanych świadczeń) osiągnęła najwyższe wyniki w historii. Cztery piąte wydatków ZUS jest pokrywanych z napływających składek. Mimo obniżki wieku emerytalnego, która zwiększyła sumę wypłacanych świadczeń, kondycja FUS jest na tyle dobra, że dotacja budżetowa do wypłat w zeszłym roku była niższa, niż planowano (i to sporo, bo zamiast 46,6 mld zł wyniosła 35,8 mil millones de PLN).

Jednak najbliższe lata mogą już nie wyglądać tak różowo, bo zaczyna się spowolnienie gospodarcze. Na horyzoncie od dawna widać też kolejne zagrożenie długoterminowe, czyli pogarszającą się sytuację demograficzną. Dlatego powracają pytania o bankructwo ZUS i coraz częściej słychać o pomysłach gruntownego przemodelowania systemu – ten najpopularniejszy to emerytura obywatelska. Jeszcze do niedawna był to postulat, który przemykał gdzieś obok głównego nurtu dyskusji o systemie emerytalnym. Dziś wkrada się do mainstreamu. O czym świadczy fakt, że nawet premier Mateusz Morawiecki, zapytany o emeryturę obywatelską podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, powiedział, że „to dyskusja, która jest dopiero przed nami i tutaj niczego nie należy przesądzać”. Zastrzegł jednocześnie, że obecna ekipa „szanuje dotychczasowe prawa nabyte i wszelkie rozwiązania muszą być społecznie przedyskutowane, muszą mieć akceptację społeczną”. Ale skoro rząd myśli o zniesieniu trzydziestokrotności, czyli limitu składek na ubezpieczenia społeczne, dzięki czemu jeszcze więcej składek osób dobrze zarabiających popłynie do ZUS, to nie ma raczej mowy o tym, by emerytura obywatelska szybko się zmaterializowała.

Złoty środek nie istnieje

Dyskusja na ten temat wskazuje na chęć znalezienia cudownych rozwiązań tam, gdzie nie mogą one istnieć. Czym jest w ogóle system emerytalny? To mechanizm, który dzieli nadwyżkę wypracowaną przez pracujących między emerytów. Stanowi zbiór zasad, który mówi komu i ile z tej nadwyżki się należy. W tym sensie emerytura obywatelska w swojej najprostszej formule opiera się na założeniu „zbierzmy wszystko razem i dajmy każdemu po równo”. Inne modele – jak obowiązujący teraz w Polsce system zdefiniowanej składki czy działający wcześniej system zdefiniowanego świadczenia – starają się różnicować wypłaty w zależności od wkładu pracy czy wysokości zarobków. Czyli w uproszczeniu – od tego, na ile emeryt przyczynił się do rozwoju PKB. System zdefiniowanego świadczenia robi to m.in. na podstawie stażu pracy czy wysokości pensji. Dziś w Polsce są w ten sposób wyliczane emerytury górnicze. Z kolei system zdefiniowanego świadczenia opiera się na założeniu, że określony z góry procent naszych zarobków trafia na konto emerytalne, a gdy wejdziemy w wiek senioralny, to dostajemy świadczenie, którego wysokość wylicza się przez podzielenie składki przez prognozowaną długość życia na emeryturze. To bardzo prosty mechanizm. Składka w polskich warunkach wynosi 19,52 ciento. podstawy wymiaru. Oznacza to, że w ciągu roku na konto ZUS wędruje 2,3 naszej miesięcznej pensji. Jeśli będziemy pracowali 40 años, odłożymy 92 pensje, a jeśli 35 lat – tylko nieco ponad 80.

Aby oszacować świadczenie, trzeba zgromadzoną składkę podzielić przez publikowane przez GUS średnie dalsze trwanie życia. Gdy to zrobimy, okaże się, że emerytura kobiety pracującej 35 lat wyniesie 30 ciento. jej pensji, a tej, która ma 40-letni staż – 35 ciento. pensji. Z kolei w przypadku mężczyzny będzie to odpowiednio 37 ciento. yo 43 ciento. Jest to osławiona stopa zastąpienia. Tak duża dysproporcja między kobietami a mężczyznami wynika z różnych wieków emerytalnych.

To działanie pokazuje, że wysokość świadczenia zależy od trzech czynników: wielkości zgromadzonej składki, długości życia oraz wartości PKB, czyli tego, ile nasze pensje są warte. Obecny system oparty na kontach emerytalnych jest więc jednocześnie prosty i elastyczny. – Mówi prawdę, nie można w nim składać obietnic bez pokrycia. Każdy dostanie tyle, ile włożył i tyle, ile to jest dziś warte. Czyli tyle, ile wpłacił składki plus stopa zwrotu wynikająca ze wzrostu gospodarczego. Taka zależność obowiązuje w każdym systemie, tylko że w tym, który funkcjonował do 1998 r., nie widzieliśmy efektów tego mechanizmu. W obecnym systemie je widzimy – tłumaczy prof. Marek Góra z SGH, współautor reformy emerytalnej.

Równowaga doskonała

Jest jeszcze jeden ważny aspekt naszego systemu. – Wielkość wypłacanych świadczeń jako odsetek PKB utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Ten system w długim okresie dąży do równowagi – mówi Paweł Wojciechowski, główny ekonomista ZUS. I to największe zaskoczenie – wbrew potocznym sądom o bankructwie ZUS. sobre 2060 r. system powinien się zbilansować, czyli wpływy i wydatki powinny być na tym samym poziomie. To wynik zapisanej w emerytalnym wzorze równowagi, że tyle, ile do systemu włoży ubezpieczony, to tyle wyjmie emeryt. Dzisiejszy deficyt jest efektem kosztów okresu przejściowego, czyli pozostałości po starym systemie. Prowadzi to do paradoksów. Gdy PiS obniżył wiek emerytalny, okazało się, że FUS zbilansuje się szybciej. Razón? Wypłacane świadczenia będą niższe nie tylko dla emerytów – także dla FUS ich łączny koszt będzie niższy, niż gdyby miał krócej wypłacać emerytury, za to wyższe.

Dlatego największy straszak, czyli zła sytuacja demograficzna, wcale nie musi przewrócić ZUS. – Jeśli zmiany demograficzne oddziałują w tym samym kierunku i w porównywalnej skali zarówno na PKB, jak i saldo FUS, ponieważ obie wielkości zależą od liczby pracujących i wynagrodzeń, to relacja salda FUS w procencie PKB się nie zmienia. Wbrew fałszywym tezom o bankructwie ZUS nasz system emerytalny wykazuje się największą odpornością na pogarszającą się demografię – podkreśla Paweł Wojciechowski. Oczywiście jeśli koszty świadczenia będą niższe, nie będzie to efekt systemu, lecz pochodna sytuacji całej gospodarki. – Alarmistyczne stwierdzenia, że emerytury będą niskie, wprowadzają w błąd. Ich wysokość to nie skutek działania systemu emerytalnego, tylko zmian demograficznych. Obecny system od razu pokazuje, co się stanie w przyszłości. Pozostaje odporny na różne zawirowania, bo jest przejrzysty, wiarygodny i wypłacalny w najlepszym możliwym zakresie. Nie obiecuje tego, czego potem nie będzie w stanie dotrzymać. A w tym starym można było ludziom wmawiać, że dostaną dużo w przyszłości – podkreśla prof. Marek Góra.

Odporność systemu na radykalne zmiany, takie jak emerytura obywatelska, będzie zależała od tego, ilu emerytów będzie miało świadczenia dużo wyższe od minimalnej emerytury (czyli straciliby na wprowadzeniu emerytury obywatelskiej). Ich liczba może być barierą dla zmian systemowych. – Emeryci będą stanowić trzon wyborców, będzie to ważny i zdyscyplinowany elektorat. Działanie, które uszczuplałoby ich dochody, będzie politycznie ryzykowne – twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista Credite Agricole.

Drogie wyjątki

Oczywiście system nie jest idealny, bo takiego nie ma. Im wyższa będzie liczba niskich emerytur, tym silniejsza presja, by pojawiały się wyjątki od reguły podwyższające świadczenia. Tym, który działa od początku, jest emerytura minimalna gwarantowana przez państwo. Budżet do niej dopłaca, a jej wysokość zależy od stażu, a nie składki. Ale w ostatnim czasie wyjątków pojawia się coraz więcej: emerytura dla matek co najmniej czwórki dzieci, trzynasta emerytura, a nawet zapowiadana już czternasta emerytura. Każdy z tych wyłomów zwiększa koszty systemu. Z drugiej strony – operacje takie jak przekształcenie OFE zapowiadają dodatkowe wpływy.

Wobec pogarszającej się demografii wzrost PKB, czyli także system emerytalny, może wspomóc imigracja. – Światowe przykłady pokazują, że fiskalny skutek migracji jest zawsze pozytywny. W krótkim okresie ten bilans jest wybitnie pozytywny, bo obcokrajowcy wpłacają do systemu, ale z niego nie wyjmują – podkreśla Paweł Wojciechowski. Dziś cudzoziemcy zarejestrowani w ZUS to grupa ponad 600 mil. osób – ok. 4 ciento. aktywnych zawodowo, ale odprowadzane przez nich składki stanowią 2 ciento. Żeby wsparcie dla ZUS stało się zauważalne, imigrantów musi być więcej, a do tego powinni więcej zarabiać. To z kolei wymagałoby zmiany modelu polityki migracyjnej. Dziś większość imigrantów to Ukraińcy, zwykle przyjeżdżający do Polski na kilka miesięcy. Jeśli pracowaliby u nas dłużej i sprowadzili rodziny, to do ZUS popłynęłyby znacznie wyższe składki. Co osłabiłoby negatywne tendencje wynikające ze spadającej liczby ludności. 

Dziś cudzoziemcy zarejestrowani w ZUS to ponad 600 mil. osób – ok. 4 ciento. aktywnych zawodowo, ale odprowadzane przez nich składki stanowią 2 ciento. Żeby wsparcie dla ZUS stało się zauważalne, imigrantów musi być więcej, a do tego powinni więcej zarabiać

]]

Budowlanka ma dość czekania na waloryzację. Rusza lawina pozwów

Septiembre 20 2019
<![CDATA[ Spór z finałem w sądzie

Szlak przetarły już m.in. spółki Budimex i Mosty Łódź. Firmy te w ostatnim czasie złożyły pozwy o dodatkową zapłatę przeciwko Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To pierwsze po dłuższym okresie batalie sądowe z GDDKiA w tej sprawie. Przypomnijmy: wcześniej lawina podobnych pozwów przeszła przez Polskę tuż po Euro 2012 – wówczas również ceny materiałów mocno wzrosły, a w efekcie wiele firm wpadało w tarapaty.

Jan Styliński, szef Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, uważa, że to dopiero początek. – Należy spodziewać się fali pozwów, i to nie tylko przeciwko GDDKiA. Na razie widać, że problem z waloryzacją mają spółki publiczne. Można oczekiwać, że następne w kolejności będą firmy, które albo planują zejście z budowy, albo już to zrobiły – podkreśla Jan Styliński.

I faktycznie: Strabag, Energopol Szczecin, Unibep, Planeta, Rubau Polska to przykłady kolejnych firm, które już składają pozwy lub są gotowe na taki krok. Dokonały już analiz kontraktów, szacując, ile musiałyby dołożyć, by dokończyć inwestycje, wychodząc na zero, czyli bez zarobku, po kosztach. Często jest to kilkadziesiąt procent umówionej kwoty. Ale takich podmiotów szykujących się do sporów jest więcej (patrz ramka: „Kto jeszcze szykuje pozwy?”).

Kto się jeszcze szykuje

• Strabag. Spółka zapowiedziała w rozmowie z Tygodnikiem Gazeta Prawna, że szykuje się do spraw sądowych przeciwko głównym zamawiającym, czyli GDDKiA oraz PKP Polskie Linie Kolejowe. – W naszym przypadku chodzi o wszystkie kontrakty zawierane między 2015 r. un 2017 r., czyli w sumie o kilkanaście umów i straty na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych. Na razie próbujemy dogadać się w tej sprawie z zamawiającymi. Jeśli rozmowy nie przyniosą efektów, to będziemy składać pozew do sądu – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag.

• Unibep. Firma zapowiada wystąpienie z pozwem przeciwko spółce publicznej (nie chodzi jednak ani o GDDKiA, ani o PKP PLK). – Nie chciałbym na razie mówić o tym, kto będzie pozwany. Sprawa dotyczy braku waloryzacji kontraktu zawartego przed trzema laty. Będziemy ubiegać się o kilka milionów złotych, stanowiących 5 ciento. jego wartości – informuje Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu.

• Planeta sp. z O.o. Chodzi o umowę realizowaną wspólnie z Przedsiębiorstwem Usług Technicznych INTERCOR pod nazwą „Projekt i budowa obwodnicy Góry Kalwarii w ciągu drogi krajowej nr 79 długości około 5,1 km oraz w ciągu drogi krajowej nr 50 długości około 3,9 km”. – Konsorcjum kilkukrotnie zwracało się do zamawiającego z wnioskiem o podjęcie rozmów w przedmiocie zmiany kontraktowego mechanizmu waloryzacji. Wystąpienia nie odniosły żadnego skutku. Zamawiający uznał bowiem, że przewidziana w umowie waloryzacja na poziomie 1 por ciento., do tego odsyłająca strony do nieaktualnych rynkowo współczynników, spełnia swoją funkcję – wyjaśnia Szymon Luboiński, radca prawny firmy budowlanej Planeta. Efekt tego jest taki, że poniesiona przez firmę strata finansowa, będąca wynikiem zignorowania problemu przez zamawiającego, była jedną z przyczyn, dla których Planeta nie miała możliwości dalszej realizacji zadania. – Obecnie trwają uzgodnienia pomiędzy konsorcjantami, mające uregulować wzajemne obowiązki stron po zaprzestaniu realizacji części drogowej przez Planetę. Dlatego wejście na drogę sądową wymaga jeszcze uzgodnienia z liderem konsorcjum – firmą Przedsiębiorstwo Usług Technicznych INTERCOR – tłumaczy Szymon Luboiński.

W ocenie wykonawców impas w sprawie waloryzacji umów, przede wszystkim tych zawartych przez GDDKiA, trwa już zbyt długo, i nic nie wskazuje, by zamawiający dobrowolnie zgodzili się na zmiany w kontraktach. W tej sytuacji firmy mówią dość i uważają, że czas podjąć bardziej zdecydowane działania: waloryzacji domagać się będą na drodze sądowej. Argumentują, że nie przewidziały tak gwałtownego wzrostu kosztów materiałów budowlanych i robocizny, który sprawia, że realizacja inwestycji zamiast przewidywanych zysków przynosi straty. Jak wyjaśniają – nie zamierzają przejmować ryzyka wyłącznie na siebie.

Es sólo parte de TEXTO. CAŁOŚĆ PRZECZYTASZ W DZISIEJSZYM WYDANIU "TYGODNIKA GAZETY PRAWNEJ" >>>>>

]]

Pomnażanie zgromadzonych środków jest istotą PPK

Septiembre 19 2019
<![CDATA[

Pracodawcy muszą odpowiedzialnie podejść do wyboru instytucji zarządzającej PPK. Ustawa nałożyła na nich obowiązek oceny ofert pod kątem m.in. proponowanych warunków zarządzania środkami PPK, efektywności w zarządzaniu aktywami oraz doświadczenia w zarządzaniu funduszami. Takie kryteria są trudne do oceny przez osoby bez wiedzy o rynku finansowym. Dlatego część firm przy wyborze dostawcy PPK korzysta z pomocy kancelarii prawniczych czy firm brokerskich. Jednak nawet te podmioty nie mają doświadczenia w selekcji instytucji finansowych pod kątem PPK, ponieważ jest to nowy system i mało kto wie, jak będzie działał w praktyce. Nawet doświadczony pośrednik nie zagwarantuje dobrego wyboru, a po uruchomieniu PPK to pracodawca będzie musiał kontrolować, czy umowa o zarządzanie jest właściwie wykonywana, a przede wszystkim, czy wyniki inwestycyjne funduszy są zadowalające.Nie tylko opłata za zarządzanieDziały kadrowe zastanawiają się, czym mają kierować się przy wyborze dostawcy PPK. To długoterminowy program oszczędzania, więc żaden dyrektor personalny nie chce, w przypadku słabszych wyników inwestycyjnych, tłumaczyć później swoim pracownikom, że wybrał daną instytucję tylko dlatego, że pobierała, przykładowo, o ułamek procenta mniejszą opłatę za zarządzanie. Policzmy: przy płacy 4 mil. zł brutto i całkowitej składce 3,5 por ciento., obniżenie opłaty z 0,40 ciento. de 0,30 ciento. przekładać się będzie w pierwszym pełnym roku programu na roczny koszt dla pracownika mniejszy o zaledwie 2 zł. Na jakie inne elementy powinno się więc zwrócić uwagę?Często stosowanym kryterium porównań są historyczne wyniki inwestycyjne. Wiele elementów utrudnia jednak takie porównanie: różnice prawne i statutowe między funduszami, polityka inwestycyjna, przyjęte benchmarki oraz duże zróżnicowanie opłat za zarządzanie i za wynik. Żadna instytucja finansowa nie może też dać gwarancji, że zarządzający, który zajmował się jakimś funduszem, osiągnie podobne wyniki w przyszłości albo że w ogóle będzie zajmował się zarządzaniem funduszami PPK. Należy więc sprawdzić, jakie faktyczne zasoby kadrowe i organizacyjne będą przeznaczone do zarządzania funduszami PPK. Ważne staje się upewnienie się, czy za spadkiem stawki opłat za zarządzanie nie stoi przypadkiem plan ograniczania zespołu specjalistów dedykowanych zarządzaniu PPK.Kolejnym parametrem oceny, o którym trzeba pamiętać, są dodatkowe koszty, które obciążają środki gromadzone przez uczestników PPK. O ile opłata za zarządzanie powinna wpływać na wysoką jakość zarządzania aktywami i wyniki inwestycyjne, o tyle inne koszty nie będą miały tak bezpośredniego przełożenia. Ustawa o PPK pozwala pokrywać z aktywów funduszy PPK, czyli z pieniędzy uczestników, koszty takie jak prowizje brokerskie, opłaty za prowadzenie rachunku pieniężnego, koszty przechowywania aktywów, opłaty rozliczeniowe, koszty depozytariusza i agenta transferowego. Warto zadbać o to, żeby były one jak najniższe, ponieważ większość z tych opłat w ogóle nie podnosi efektywności zarządzania, a tylko pomniejsza aktywa funduszu.Sprawdź, gdzie będą inwestowane aktywaNastępną kwestią, na którą trzeba zwrócić uwagę, jest doświadczenie danej instytucji w zarządzaniu aktywami zagranicznymi. Ustawa o PPK wymaga, aby fundusze PPK lokowały co najmniej 40 ciento. części udziałowej w spółki z WIG20. W praktyce można oczekiwać, że będzie to bliżej 50 ciento. Inwestycje różnych instytucji na rynku polskim będą więc mocno skorelowane. To, co może zdecydować o stopie zwrotu funduszy PPK, to ich aktywność na rynkach zagranicznych. Wiele firm jest częścią międzynarodowych grup finansowych. Warto jednak sprawdzić, czy know-how zagranicznych jednostek wspiera proces zarządzania aktywami w instytucji działającej w Polsce i czy polski zespół bierze udział w formułowaniu globalnej strategii inwestycyjnej. Ważne jest też określenie, ile osób zajmuje się zarządzaniem portfelem zagranicznym i jaka jest wysokość zarządzanych przez tę instytucję aktywów denominowanych w walutach obcych. Często bowiem jest tak, że w danej instytucji tylko jedna lub dwie osoby zajmują się rynkami zagranicznymi, a wielkość portfela zagranicznego jest niewielka.Największym firmom czasu na wybór zarządzającego PPK zostało niewiele – muszą one to zrobić do 25 października, a zadanie wcale nie jest łatwe. Wybierając instytucję finansową, starałbym się przede wszystkim określić, na ile PPK będzie dla niej priorytetowym biznesem. Wtedy można się spodziewać, że efektywność zarządzania aktywami będzie wysoka, a to właśnie skuteczne pomnażanie oszczędności jest istotą programu PPK.Partnerem Vademecum jest Aegon PTE S.A.

]]

Partnerstwo publiczno-prywatne poniosło porażkę

Septiembre 19 2019
<![CDATA[

correos 20 w takich dziedzinach jak sport i turystyka oraz efektywność energetyczna. Dziewiętnaście w infrastrukturze transportowej, un 15 w inwestycjach wodno-kanalizacyjnych. W sumie w latach 2009–2018 realizowano bądź zrealizowano 131 projektów w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Zdecydowaną większość, bo prawie 100, przeprowadziły jednostki samorządowe – wynika z „Analizy rynku PPP”, którą na zlecenie Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju przygotował Instytut Partnerstwa Publiczno-Prywatnego.

Praktycznie bez znaczenia

Przedsięwzięcia są bardzo różne. Czasem jest to dowożenie dzieci do szkoły (gmina Ustka) warte 400 mil. zł. Innym razem budowa sieci szerokopasmowego internetu za ponad 400 millones de PLN (woj. wielkopolskie). Przykładając to do inwestycji w całej gospodarce, które przez te 10 lat wyniosły ponad 3,5 bln zł, PPP miało znaczenie śladowe.

– Brałem udział w pracach nad ustawą o PPP, gdy byłem wiceministrem finansów w 2008 r. Wtedy w kierownictwie ministerstwa mieliśmy różne dyskusje – były wątpliwości. Przeważył pogląd, że to dobry pomysł. Wątpliwości były takie, że chcieliśmy inwestycje finansować przez UE i biznes – obawialiśmy się, że to wciągnie rząd za bardzo do gospodarki – wspomina prof. Stanisław Gomułka, dziś główny ekonomista Business Centre Club. – Te 6 mld zł w stosunku do wszystkich inwestycji to jest margines. Nie wiem, z jakiego powodu, ale to narzędzie okazało się praktycznie bez znaczenia – przyznaje.

W teorii, a także np. w Wielkiej Brytanii, partnerstwo publiczno-prywatne działa całkiem nieźle. – To jest dobre uzupełnianie się. Państwo dysponuje wielkimi aktywami (np. ziemią), których nie ma kapitał prywatny. Natomiast inwestor prywatny ma aktywa finansowe i ludzkie, m.in. sprawnych menedżerów. Dlatego jest w stanie prowadzić projekt znacznie bardziej efektywnie – wyjaśnia adwokat, prof. Robert Gwiazdowski. – Problem w tym, że w Polsce nie mamy PPP, tylko PPPP. Czwartym P jest prokurator, który jest używany jako straszak. PPP jest z definicji na styku biznesu i państwa. Jak przychodzi nowa władza, to zawsze starej zarzuca korupcję i w takim obszarze ma wielkie pole do popisu – dodaje nasz rozmówca.

Urzędnicy, którzy decydują się na model PPP, muszą się liczyć z tym, że przy rozliczaniu takiej działalności organy śledcze będą wyjątkowo uważne. Choć z drugiej strony powinno to powodować, że takie projekty są przygotowywane wyjątkowo starannie i naprawdę mają uzasadnienie.

Warszawa w PPP realizuje dwa projekty: wiaty przystankowe, które w zamian za prawo do umieszczania na nich reklam zbudował prywatny inwestor, oraz renowację statku wycieczkowego. Dwa kolejne są na etapie wyłaniania partnera prywatnego. Dlaczego tak mało? – W moim przekonaniu takie projekty przegrały z pieniędzmi europejskimi. 2008, czyli rok uchwalenia tej ustawy, to był czas, gdy do Polski unijne pieniądze zaczęły płynąć naprawdę szerokim strumieniem. Do wyboru były tanie pieniądze publiczne i droższe pieniądze prywatne – opowiada Michał Olszewski, wiceprezydent stolicy. Jeśli więc gmina miała do wyboru np. realizację projektu, gdzie musi wyłożyć 30 ciento. wartości inwestycji, albo wieloletnią i skomplikowaną kooperację z partnerem prywatnym, to trudno się dziwić, że urzędnicy do tego drugiego sposobu finansowania inwestycji się nie palili.

CPK wylansuje PPP?

Liczby jasno pokazują, że do tej pory PPP nie miało większego znaczenia dla inwestycji w Polsce. Czy to się w najbliższym czasie zmieni? – Moim zdaniem będzie jeszcze mniej takich projektów, bo czasy takie, że haków szuka się coraz więcej – stwierdza prof. Robert Gwiazdowski.

Inaczej widzi to Michał Olszewski. – Pieniądze unijne powoli będą się kończyć i inwestorzy prywatni będą coraz bardziej atrakcyjni – mówi samorządowiec.

Wpłynąć na atrakcyjność PPP może także otoczenie regulacyjne. Przykładem jest choćby to, że od niedawna miasta mogą zwiększać opłaty za parkowanie. Może to doprowadzić do sytuacji, że w centrach miast pojawi się więcej parkingów podziemnych. I że będą to projekty realizowane właśnie w ramach PPP – inwestor prywatny będzie miał na czym zarabiać. A właśnie przedsięwzięcia, gdzie strona prywatna coś buduje, a później z „biletowania” na tym zarabia, mają duże szanse na powodzenie.

Być może w niedalekiej przyszłości wartość projektów publiczno-prywatnych wzrośnie skokowo – w takim modelu może być sfinansowana budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego.

– Założenie jest takie, że ze względu na wielkość inwestycji lotniskowej i jej komercyjny charakter finansowanie projektu będzie pochodziło nie tylko ze środków publicznych. Celem jest zaangażowanie w część lotniskową CPK także funduszy prywatnych – tłumaczy Konrad Majszyk, dyrektor komunikacji i PR CPK. – Na obecnym etapie spółka CPK dopuszcza udział finansowania zarówno ze strony inwestorów finansowych, w tym funduszy inwestycyjnych, emerytalnych, firm ubezpieczeniowych, jak i inwestorów branżowych, np. operatorów lotnisk czy funduszy infrastrukturalnych – dodaje.

Gdyby faktycznie doszło do kooperacji np. z jednym z operatorów lotnisk, to byłby to niejako podręcznikowy przykład partnerstwa publiczno-prywatnego. Być może to byłby przełom, który spopularyzowałby PPP. Ale potencjalne zawarcie takiej umowy nastąpi najwcześniej za kilka lat.

]]

En 2019 roku przeciętne wydatki studenta przekroczą kwotę 2,1 mil. zł [RAPORT]

Septiembre 19 2019
<![CDATA[

Jak zaznaczono, mimo rosnących kosztów, blisko połowa polskich studentów oszczędza miesięcznie kwotę wyższą niż 100 zł.

Jednocześnie, wskazano w raporcie, 80 ciento. studentów w Polsce obecnie nie zarabia więcej niż 3000 zł netto miesięcznie, a co dziesiąty ma problem z terminową spłatą zobowiązań finansowych. Według autorów raportu potwierdza to konieczność szerokiej edukacji w tym zakresie.

Zgodnie z raportem dla większości studentów podstawowym narzędziem do dokonywania operacji związanych z zarządzaniem swoimi finansami jest konto bankowe. Jak wynika z badań ZBP posiada je już wielu maturzystów, udających się na studia. Blisko bowiem połowa ankietowanych bankowców (46 por ciento.) wskazuje, że młodzi Polacy zakładają pierwsze konto jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności.

"Oprócz konta bankowego polscy studenci chętnie korzystają z bankowości elektronicznej. Jak wynika z danych Warszawskiego Instytutu Bankowości przytoczonych w Raporcie, 3 na 4 studentów w Polsce co najmniej raz w tygodniu korzysta z usług bankowych za pomocą aplikacji mobilnej. Równie chętnie korzystają ze sklepów online" - napisano w komunikacie ZBP.

Zaznaczono, że potwierdzają to też wyniki badania przeprowadzonego przez Kantar TNS, na zlecenie Krajowej Izby Rozliczeniowej i Związku Banków Polskich, według których 69 ciento. osób w wieku 19-25 lat robi zakupy za pośrednictwem internetu.

Autorzy raportu przywołują także analizy Polskiej Rady Biznesu, według której blisko 30 ciento. osób w wieku 18-30 lat deklaruje zarobki na poziomie 1001-2000 zł netto.

"W perspektywie roku ok. 46 ciento. chciałoby zarabiać między 2000 un 4000 zł netto, ale największe zróżnicowanie występuje w perspektywie 10 años. Najliczniejsza grupa badanych (Okay. 28 por ciento.) deklaruje w tym czasie chęć zarobku na poziomie powyżej 10 000 zł. Drugą największą grupą (nieco ponad 16 por ciento.) są studenci chcący zarabiać między 5000 un 6000 zł netto" - czytamy.

W informacji napisano, że raport potwierdza rosnącą skłonność do oszczędzania przez młodych Polaków. Zdaniem 86 ciento. bankowców, w okresie minionych 12 miesięcy wzrosło zainteresowanie osób w wieku 19-25 lat produktami oszczędnościowymi. Sama wysokość odłożonych środków jest już zróżnicowana. Według danych Spot Data i Providenta zawartych w raporcie połowa ankietowanych w wieku 15-24 lata (50 por ciento.) deklaruje, że ich oszczędności nie przekraczają 2000 zł. Większymi środkami między 3000 un 5000 zł dysponuje 13 ciento. badanych. 7 ciento. pytanych wskazało, że wartość odłożonych przez nich pieniędzy przekracza 10 000 zł, a kolejne 6 ciento. nawet więcej niż 20 000 zł.

"Rosnąca skłonność do oszczędzania czy aktywne korzystanie z nowoczesnych usług finansowych to jedne z odcieni finansowego portretu polskich studentów. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, młodzi Polacy nie unikają również zaciągania zobowiązań finansowych" - zauważono.

Według danych przedstawionych w raporcie, co piąta osoba (21 por ciento.) w wieku od 18 de 24 lat posiada kredyt. Łącznie grupa 615 073 młodych kredytobiorców posiada ponad 1,11 mln sztuk kredytów. Najpopularniejszym rodzajem zobowiązania młodych Polaków są kredyty konsumpcyjne (más que 65,5 ciento. ogółu kredytów) – na które składają się kredyty gotówkowe (40,7 por ciento.) i kredyty ratalne (24,8 por ciento.), zaciągane np. na zakup smartfona. Całkowita kwota zaciągniętych kredytów, które są spłacane to ponad 10,5 mil millones de PLN, z czego kwota pozostająca do spłaty to 8,61 mil millones de PLN.

"Zróżnicowane podejście młodych Polaków do oszczędzania czy zaciągania zobowiązań to nie tylko efekt młodzieńczej beztroski, ale przede wszystkim wciąż niewystarczającego poziomu wiedzy z zakresu szeroko rozumianych finansów" - oceniono.

Jak wynika z raportu, ponad połowa ankietowanych (57 por ciento.) w wieku 18-34 lat ocenia swoją wiedzę o finansach jako +raczej małą+ lub +bardzo małą+. Pozytywnie, jako +raczej dużą+ lub +bardzo dużą+ wiedzę ocenia zaledwie 5 ciento. badanych w tej grupie wiekowej. Młodzi Polacy najsłabiej oceniają swoją wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa (64 por ciento.). W dalszej kolejności krytycznie spoglądają na poziom wiedzy o kredytach i pożyczkach (52 por ciento.)" - czytamy w publikacji.

Zdaniem autorów raportu, bardzo niepokojącym sygnałem jest, że aż 55 ciento. ankietowanych w wieku 18-34 lata zdarza się podpisać umowę finansową, nawet jeśli pomimo dokładnego przeczytania nie wszystkie zapisy rozumieją.

To w kontekście z jednej strony aktywnego korzystania z nowoczesnych technologii, w tym bankowości internetowej, a z drugiej zainteresowania pozyskiwaniem dodatkowego finansowania z kredytów czy pożyczek, uzasadnia, zdaniem ZBP, konieczność prowadzenia szerokich działań edukacyjnych w tym zakresie" - podsumowano.

]]

Poczta Polska potrzebuje pieniędzy na inwestycje i podwyżki. Musi radzić sobie sama

Septiembre 19 2019
<![CDATA[

Tylko że Poczty nie stać na podwyżki. Związki zawodowe nalegają na nie od początku br. Początkowo chciały po 500 zł brutto dla każdego z 80 mil. pracowników. Potem zeszły do 350 zł – z wyrównaniem od 1 lutego br. Dla największego pracodawcy w kraju oznaczałoby to jednak wydatek 460 mln zł w br. yo 557 mln zł w 2020 r. Tymczasem nawet bez uwzględnienia wzrostu wynagrodzeń przewidywany zysk Poczty w br. to zaledwie kilka milionów złotych. Mediacje trwają, ostatnie spotkanie odbyło się wczoraj. – Jest możliwy kompromis pomiędzy oczekiwaniami strony społecznej i możliwościami finansowymi spółki – deklaruje Justyna Siwek, rzecznik prasowy (aktualizacja: mediacje zakończyły się 19 września nad ranem bez porozumienia - red.).

Desde 2016 r. operator siedem razy podwyższał płace, które w efekcie poszły w górę średnio o 1200 zł brutto na etat – włączając premie, dodatek stażowy i inne świadczenia. Mimo to na rynku pracownika pocztowe stawki wciąż nie stanowią oferty konkurencyjnej np. wobec dyskontów. Po ostatniej podwyżce najniższa płaca pocztowca wynosi 2,5 mil. zł brutto – więc w przyszłym roku będzie niższa od minimalnej (2,6 tys.).

NSZZ „Solidarność” Poczty Polskiej w czerwcu br. zwrócił się o pomoc do premiera, który wobec tej spółki Skarbu Państwa realizuje funkcje właścicielskie. Związkowcy argumentowali, że jako tzw. operator wyznaczony Poczta realizuje usługi powszechne: musi dostarczać listy pięć dni w tygodniu i utrzymywać placówki nawet w najmniejszych gminach. Nie jest więc firmą działającą wyłącznie na wolnym rynku i zasługuje na pomoc państwa.

W tej kwestii pracodawca zgadza się z pracownikami. – Spółka od wejścia do Unii Europejskiej, a nawet jeszcze wcześniej, nie dostawała od państwa żadnej formy wsparcia finansowego. Również restrukturyzacja Poczty, która miała miejsce w ostatnich latach, była finansowana wyłącznie z wypracowanych przez nią przychodów – podkreśla Justyna Siwek.

Centrum Informacyjne Rządu poinformowało nas, że Traktat UE „w sposób znaczący ogranicza możliwości angażowania się państwa w pomoc finansową” dla operatora. – Co do zasady w Unii nie ma możliwości wspierania jednego przedsiębiorcy z pominięciem zasad konkurencji. Ale nie znaczy to, że inne kraje członkowskie nie pomagają swoim pocztom. Nie są to „darmowe pieniądze”. Najczęściej państwo wykupuje u operatora pewne usługi. Na przykład we Włoszech płaci za to, że listonosze dostarczają gazety – wskazuje dr Mateusz Chołodecki, koordynator sektora usług pocztowych Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych UW i adiunkt Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Krzysztof Piskorski, prezes Instytutu Pocztowego, w raporcie o rynku podaje, że KE zaakceptowała ulgi podatkowe dla poczty francuskiej w latach 2018–2022 do kwoty 900 mln euro. A nie jest to jedyna pomoc dla La Poste. – Nawet przy unijnych ograniczeniach państwo polskie mogłoby dla Poczty zrobić więcej – stwierdza dr Chołodecki. – Weźmy chociażby mechanizm kompensowania operatorowi straty na usłudze powszechnej: ten, który funkcjonuje w Polsce, jest niewydolny. Moim zdaniem koszt netto powinien być w całości finansowany z budżetu państwa – dodaje.

Procedura wypłaty rekompensaty jest w Polsce tak przewlekła, że Poczta nie otrzymała jeszcze pieniędzy za 2013 r. – a chodzi o 10 millones de PLN, choć strata sięgnęła 110 millones de PLN. Instytut Pocztowy podaje, że np. rekompensata z tytułu realizacji usługi powszechnej dla Poste Italiane w 2017 r. wyniosła 262 mln euro.

Kolejne dwie osoby zatrzymane

W związku z korupcją przy przetargach dla Poczty Polskiej CBA zatrzymało prezesa gdańskiej firmy informatycznej i osobę związaną z warszawską spółką tej branży. W czerwcu zatrzymano już w tej sprawie 11 personas, w tym pięcioro pracowników Poczty, którzy już stracili pracę. Chodzi o zamówienia publiczne na ponad 30 mln zł – w zamian za co najmniej 300 mil. zł korzyści majątkowych przyjętych przez przedstawicieli Poczty.

]]

E-oferty szyfrowane automatycznie. Koniec z ręcznym przepisywaniem numeru ID

Septiembre 19 2019
<![CDATA[

Od początku funkcjonowania miniPortalu zdarzają się problemy z otwieraniem ofert. Najczęściej z powodu błędów popełnianych przez przedsiębiorców. Jednym z nich było chociażby podwójne szyfrowanie ofert. Przedsiębiorcy szyfrowali plik raz, potem przez nieuwagę powtarzali tę czynność i choć oferta była poprawnie przesyłana, to system nie był w stanie jej odczytać.

Często jednak zwyczajnie nie wiadomo, co jest powodem problemów.

– Użytkownicy systemu wskazują na błędy popełniane przez wykonawców podczas procesu szyfrowania ofert przy użyciu dedykowanej do tego aplikacji, w szczególności wpisywanie nieprawidłowych identyfikatorów postępowań i wybieranie kluczy publicznych służących szyfrowaniu oferty z innych postępowań – mówi Adam Wiktorowski, prawnik i ekspert ds. zamówień publicznych.

– Z drugiej strony wykonawcy zazwyczaj są pewni, że wszystko wykonali prawidłowo i zgodnie z instrukcjami. Nader często zgłaszają oni problem ucinania ostatnich znaków wchodzących w skład identyfikatorów postępowań – dodaje.

Ten ostatni problem z numerem ID postępowania sygnalizowali czytelnicy DGP. Identyfikator postępowania to ciąg 36 znaków, który trzeba m.in. podać w aplikacji do szyfrowania oferty. Niestety system nie zaciąga tego numeru automatycznie, dlatego osoby szyfrujące oferty albo wpisują go ręcznie, albo też zaznaczają ciąg znaków, kopiują, a następnie wklejają. I właśnie na tym etapie może dojść do błędu, czy to poprzez zastąpienie jakiegoś znaku innym, czy też poprzez ucięcie końcówki.

– Jeden z moich klientów zauważył, że błąd się pojawia, gdy numer ID postępowania najpierw wklei do edytora tekstów, a dopiero później przeklei do miniPortalu – zaznacza Artur Wawryło, ekspert prowadzący Kancelarię Zamówień Publicznych.

Niewłaściwy identyfikator

Poprosiliśmy Urząd Zamówień Publicznych o zweryfikowanie tych problemów. Przeprowadzone testy wykluczyły możliwość wystąpienia części sugerowanych błędów.

– Po usunięciu z ID postępowania np. ostatniego znaku i wpisaniu innego, a następnie podaniu prawidłowego klucza publicznego oferta zwyczajnie nie zostanie zaszyfrowana. Po usunięciu ostatniego znaku i dodaniu prawidłowego klucza publicznego można ją zaszyfrować, ale zamawiający może ją również odszyfrować – wyjaśnia Michał Trybusz, rzecznik prasowy UZP.

Potwierdza natomiast, że mogą się pojawić inne problemy. Najczęściej chyba spotykany to podanie błędnego ID w formularzu oferty. Prawidłowo zaszyfrowana oferta jest wówczas przesłana i trafia na skrzynkę zamawiającego, ale tzw. hash pliku nie trafia do właściwego postępowania na miniPortalu. Zamawiający widzi ofertę, ale nie może jej odszyfrować.

Do takiej prawdopodobnie sytuacji doszło w przetargu na wycinkę drzew i krzewów pod liniami wysokiego napięcia. Firma złożyła w nim poprawnie ofertę, ale nie udało się jej odszyfrować. Przedsiębiorca przekonywał, że błąd nie może leżeć po jego stronie. Krajowa Izba Odwoławcza uznała jednak, że musiał podać nieprawidłowe ID postępowania.

„Zamawiający przedstawił w ramach złożonego materiału dowodowego, że możliwe jest wprowadzenie i zaszyfrowanie oferty z błędnym ID postępowania na miniPortalu, ale już wprowadzenie błędnego ID postępowania na ePUAP powoduje niemożliwość odszyfrowania przez zamawiającego złożonej oferty za pomocą udostępnionego klucza prywatnego. Błąd taki jest spowodowany wyborem samego wykonawcy w zakresie sposobu identyfikacji postępowania” – napisano w uzasadnieniu wyroku z 14 Junio 2019 r., sygn. akt KIO 994/19.

Problemów tych można byłoby uniknąć, gdyby danych nie trzeba było wprowadzać ręcznie. I niebawem tak właśnie się stanie. Aplikacja do szyfrowania zostanie zmodyfikowana.

– W tej chwili nowa wersja aplikacji jest testowana przez pracowników UZP, weryfikowana będzie również jej zgodność z ePUAP. Jeżeli przejdzie pozytywnie testy, zostanie wdrożona produkcyjnie – wyjaśnia Michał Trybusz.

Najważniejsze zmiany? Po wpisaniu ID postępowania i kliknięciu przycisku „Pobierz dane” informacje takie jak nazwa zamawiającego czy postępowania zaciągną się automatycznie. Co ważniejsze, także samo szyfrowanie i deszyfrowanie pliku będzie się odbywało w pełni automatycznie, co oznacza, że klucz publiczny i prywatny nie będą już pobierane ze strony miniPortal.

– Można mieć nadzieję, że ta automatyzacja pozwoli na zmniejszenie liczby błędów, co z kolei przyczyni się do zwiększenia liczby ważnych ofert w przetargach – przypuszcza Adam Wiktorowski.

Nowa platforma

Zmiany w miniPortalu oczywiście nie rozwiążą wszystkich problemów. Niektóre leżą zresztą po stronie użytkowników. Jak chociażby niestandardowe formaty oferty, których nie może otworzyć zamawiający.

Udostępniany za darmo zamawiającym i wykonawcom miniPortal został stworzony jako rozwiązanie awaryjne. Miał być narzędziem tymczasowym, oddanym do użytku tylko w okresie przejściowym, do chwili powstania docelowej platformy e-Zamówień. Tyle że ta ostatnia ostatecznie nie powstała, gdyż tworząca ją firma nie podołała zadaniu i rozwiązano z nią umowę. We wtorek ogłoszono przetarg na budowę nowej platformy. Zanim ona powstanie, minie jednak sporo czasu – oddanie pierwszej części nowego systemu przewidziano na czerwiec 2022 r. Platforma będzie dużo bardziej rozbudowana niż system tworzony wcześniej na zlecenie Ministerstwa Cyfryzacji. Ma być kompleksowym narzędziem do prowadzenia przetargów w sieci.

]]